IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  Zaloguj  

Share | 
 

 Molly Steward

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: Molly Steward   08.08.14 8:20





LINDSEY STIRILING

16

16

HYBRYDA

ARYSTOKRACJA

NIE JESTEM FANTOMEM

NIE JESTEM SOBOWTÓREM

NIEPRZYJEZDNA

WILLA Z OGRODEM

GRA NA SKRZYPCACH

About me

W życiu jest wiele spraw, które uniemożliwiają nam normalne funkcjonowanie. Posiadanie takiej a nie innej rodziny, inteligencja (a raczej jej niski poziom), mało talentów, albo też brak motywacji do ich rozwijania, bo w końcu zdolność do robienia czegoś bardzo dobrze to zaledwie zalążek sukcesu, jego dziesięć procent. Oprócz tego do naszej listy można zaliczyć wiek (chociaż to sprawa nieustannie się przeobrażająca), wygląd (tak... wiele ludzi się tym kieruje mimo, ze to nie powinno być barierą), miejsce zamieszkania (pod warunkiem, że nie jesteśmy zdolni do jego zmiany). Co jeszcze? Oczywiście, nasze wady i zalety. Ah, czemu nie powiedziałam o tym na samym początku? Sama nie wiem. Aha, istnieje jeszcze wiele wyznaczników, między innymi – stan zdrowia. Można mieć grypę i tym samym nie móc spotkać się ze znajomymi czy isć do szkoły/pracy (niepotrzebne skreślić). Można też cierpieć na jakieś schorzenie psychiczne, co umiemożliwia chociażby edukację czy też spełnienie się w danym zawodzie. Ale są też choroby na pograniczu tych dwóch ostatnich, chociażby neurologiczne. I to ostatnie jest taką właśnie barierą dla mnie. Brzmi niejasno? Już wyjaśniam.
Wyobraź sobie, że codziennie budzisz się z pustym kontem. Nie wiesz, jak się nazywasz, ile masz lat, gdzie jesteś. Po prostu Twój umysł zaprząta dezorientacja. Masz kompletną pustkę w głowie. Ale prowadzisz zeszyt, gdzie opisujesz każdy miniony dzień, zaś na zawnętrznej stronie okładki widnieją podstawowe informacje na temat Twojej osoby, byś mniej więcej zorientował się w tym, co Cię otacza.
I to jest właśnie mój problem.
Cierpię na pamięć krotkotrwałą.
Ale jestem właśnie po lekturze ostatniej strony w zeszycie oraz tego, co napisane na okładce. Dlatego jestem w stanie jako tako funkcjonować, ba! - pozwoliłam sobie na zapoznanie się z treścią innym notatek, dlatego opiszę Ci swoją historię.
Zaparz sobie karmelową herbatę, usiądź wygodnie na ulubionym fotelu, puść muzykę relaksacyjną i zagłęb się w moje słowa. Uważaj na każde słowo, każde wyrażenie, gdyż wszystko, co tutaj za chwilkę wyjdzie na światło dzienne, jest dość znaczące w procesie poznawania mojego problemu, moich ograniczeń. Mojej osoby.

Z notatek dowiedziałam się, że moja historia do banalnych nie należy. Opis tego  poranka czytałam wiele razy, tak, by wrył mi się w pamięć chociaż do końca dnia, a przynajmniej do momentu, kiedy opowiem wszystko, co jest istotne, by poznać moją historię.
Tak więc, pewnego poranka przez ukwiecone zasłony wdało się kilka promieni słonecznych, mimo że był to środek zimy. Wyglądam przez okno, i widzę, jak resztki brudnego śniegu zajmują poszczególne partie chodnika i trawników. A owe promienie to tylko swoista walka ciemności ze światłem próbującym wywalczyć ostatnie chwile radości dla mieszkańców. Cisza i mrok zabierają ostanie resztki nadziei. Nadzieji na to, że kiedyś znajdę kogoś, kto mnie pokocha. Jakiś anioł w ciele człowieka, który przyjmie mnie pod swoje skrzydła. Czarne czy białe – nieważne. Dla mnie najistotniejsze byłoby to, żebym stała się dla kogoś ważna. Chciałabym być dla kogoś podporą w tym gównie, zwanym życiem.
Nadzieji, matki głupich – tak powiadają. Tę sentencję znalazłam na luźnej kartce włożonej gdzieś w środek tego mojego skarbu, zwanego zeszytem.
Ale od początku.
W początkowych notatkach, w pierwszym tomie spośród wszystkich usadowionych w ładzie na półkach zeszytów, dowiedziałam się czegoś nad wyraz cennego. Wszystkie te zapiski odczytuję z szybkim kołataniem serca, potem na plecach i dragniem rąk. Co to za cenna rzecz? Okazało się, że przyszłam na świat w wyniku wpadki, eksperymentu, zabawy czy jak kto tam to woli określać.
Hybryda.
Mieszanka człowieka z wampirem.
Oto moje dugie imię dla tego szesnasoletniego ciała i szesnastoletniej duszy. Duszy nad wyraz udręczonej, chociażby z tego względu, że chciałaby być normalną dziewczyną, jedną z tych, które, jeżeli wierzyć notatkom, przychodzą pod wieczór ze swoimi partnerami do restauracyj, gdzie od czasu do czasu podobno grywam na skrzypcach. Dziwne, że mimo moich problemów z pamięcią, nigdy nie zapomniałam, jak to się robi.
Proszę mi wbaczyć tę chaotycznośc w moich zwierzeniach, ale emocje szaleją. Sprzeczne, gryzące się ze sobą emocje są wynikiem szoku, jakiego doznałam po tak solidnej dawce wiedzy o sobie samej.
Teraz znowu przejdę do wątku o tym, że jestem Hybrydą.
Czy nic Ci nie trzeba? Może ciasteczko, herbatę bądź kawę? Nie, na pewno? Trudno. Jak chcesz coś, po prostu daj znać, a ja tymczasem będę kontynuować wątek, który zobowązałam się rozszerzyć.
Jestem tworem wytworzonym w „procesie” zabawy kogoś o magicznych mocach. Tak, zabawy – taka istota po prostu eksperymentuje za pomocą zdolności paranormalnych.
Stworzona przez czarownice w wyniku krzyżówki. Potraktowana jako obiekt rozrywki. Tak, rozrywki – te paskudne stworzenia czerpały z tych akcji i wyskoków niezwykle ogromną satysfakcję.
Ale „urodziłam się” z pewnym darem. Talentem muzycznym. Kiedy wzięłam  skrzypce do rąk, od razu potrafiłam na nich grać. Ale mam również, najprawdopodbniej, jakieś wady. Nie potrafię słuchać, szybko się denerwuję. Nie jestem empatyczna. Ajć, i tutaj znowu udziela się moja predyspozycja do robienia burdelu za przeproszeniem z wypowiedzi, wplatania chaosu do tego, co opowiadam. Mam nadzieję, że mi to wybaczyssz.
Teraz przejdę do mojej ulubioonej częśći mych notatek.
Pewnego dnia zostałam brutalnie obudzona. Zdziwiłam się, kiedy dotarło do mnie, że promienie słońca pieszczą agresywnie kazdą dostępną część mojego ciała. Był już ranek, a ja jeszcze spałam? Zdziwnienie to, opisane w formie pisemnej, nie wywarło na mnie żadnego większego wrażenia.
Niestety, kolejne notatki zostały częściowo zamazane przez naszego pana, zwanego upływem czasu. Jednak jakoś udało mi się dokładniej przyjrzeć, przy czym jeszcze jedna informacja wyszła na światło dzienne.
Zostałam adoptowana.
I to przez niezwykle bogatych, modnych, znanych choć dość chłodnych ludziach. To mlode małżeństwo, ulubieńcy wszystkich gwiazd. Jestem ich jedyną pociechą z tego względu, że Ona nie może mieć dzieci. A szkoda, bo zawsze chciałam mieć brata. Albo siostrę.
Dalsze notatki z pierwszego tomiska są zbyt niewyraźne, naznaczone kroplami brązowej kawy. Jeżeli chodzi o tomy kolejne, nie znalazłam tam żadnych informacji które mogłyby odegrać znaczacą rolę w mojej historii.
Podobało się?
Wybacz, że zniknę na chwilke, ale idę się czegoś napić – od opowiadania zaschło mi w gardle.

Molly Steward






Molly Steward

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Molly Steward

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Aeron Steward

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Life Sucks When You Are Ordinary :: Karty Postaci :: Zaakceptowane-