IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  Zaloguj  

Share | 
 

 W restauracji

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: W restauracji   10.08.14 14:10

Molly jakby obudziła się z transu. Nawet nie wiedziała, nad czym tak dumała. Jej głowę wypełniała zapewne chmara wielu niepotrzebnych spraw, takich, jakie wolałaby wrzucić w najmroczniejsze zakamarki swojego umysłu. Podejrzewała, że w jej głowie swe miejsce znalazły rozważania o tematyce egzystencjalnej. Zapewne myślała – choć nie była tego aż tak bardzo pewna, w końcu nie przyłapała się na jakiejkolwiek myśli – o swojej chorobie. O dzisiejszym poranku, kiedy obudził ją zapach mleka i płatków kukurydzianych mimo że jej pokój znajdował się w pewnej odległości od kuchni, na dodatek oba te pomieszczenie wyróżniała lokacja na dwóch różnych piętrach. Pamiętała, że woń ta, uderzająca w jej malutkie nozdrza z wielką siłą, sadowiąc się w części mózgu odpowiedzialnej za przyjmowanie doznań związanych ze zmysłem zapachu. Poznawała tę woń mimo że niczego więcej o świecie nie wiedziała: tego, kim jest, co tutaj robi. Pamięta, jak spanikowała i teraz tamta chwila zdaje jej się być co najmniej śmieszną namiastką wspomnień. Ale po chwili jej wzrok skupił się na pewnym przedmiocie. Miał czerwoną okładkę i dość sporo stronic, umiejscowionych pomiędzy dwoma grubymi, tekturowymi szkarłatnymi kartkami. Coś jej podpowiadało – Bóg, samoświadomość, albo swego rodzaju głosik w głowie? - że powinna do niego zajrzeć. I nie pożałowała tego. Panika ustąpiła kolejno szokowi, lekkiej dezorientacji a następnie po prostu spokojowi.
Jestem Molly Steward, jestem Hybrydą, mam szesnaście lat i choruję neurologicznie.
Kiedy szła do pracy, słowa te szumiały w jej głowie. Powtarzała sobie wszystko, czego się dowiedziała, by niczego nie zapomnieć, i udało jej się to. Wszystkie wiadomości o jej osobie wryły jej się w pamięć. I bardzo dobrze.
Teraz obudziła się z transu. Stała na niewielkim podeście imitującym scenę i trzymała skrzypce, a ludzie siedzący przy zadbanych stolikach jedli, rozmawiali, a niektórzy patrzyli się na nią z wyraźnym oczekiwaniem.
Oczekiwaniem, na co?
Ah tak, przypomniała sobie. Przecież jest w pracy, w restauracji. Ma tutaj grać dla innych, by umilić im i tak umilony przez wystrój wnętrza oraz pyszne jedzenie oraz miłą obsługę czas. Wzięła głęboki oddech nosem i powoli wypuściła powietrze ustami. Przyłożyła smyczek do strun drewnianego instrumentu. Instrumentu, którego dźwięk nad wyraz uwielbiała, dlatego już po chwili pozwoliła, by odgłos ten subtelnie wyłowił się z tego przedmiotu.
Grave.
Dźwięki wypełniły całą duszę Molly, by po chwili wypełnić całe pomieszczenie.
Largo.
Powoli rozkręcała się, posuwając smyczkiem po instrumencie z coraz większą wprawą, aż muzyka dotarła do uszu wszystkich obecnych, co pokazały spojrzenia wszystkich klientów na osobie szesnastolatki.
Lento.
Z tempa wolnego przeszła w tempo umiarkowane:
Andante.
Dźwięk koił jej uszy, wprowadzając dziewczynę w kolejny trans.
Moderato.
Wyobrażała sobie, że jest na kwiecistej łące i zbiera kwiaty. Zapach wypełniał ją całą, uwydatniając piękno wyobrażenia. Dopiero po chwili zorientowała się, że to jedynie fantazja i zasmuciła się nieznacznie.
Alegretto.
Teraz powoli, acz znacząco wchodziła w tempo szybkie.
Allegro.
Kiedy doszła do epicentrum wykonywanej melodii, drastycznie odsunęła smyczek.
Ludzie klaskali, więc dziewczyna ukłoniła się i zeszła ze sceny, planując zrobić sobie przerwę. Schodziła po drobnych schodkach ostrożnie, by czasem się nie poślizgnąć, unosząc przy tym lewą ręką długą spódnicę, by nie zawadzić, a w prawej dzierżąc instrument.
Była zadowolona z odwalenia dobrej roboty. Ludzie nadal klaskali, a ona stanęła przed innymi i zaczęła bacznie przyglądać się swojej publiczności. Przeczytała dzisiaj również notatkę o swoich relacjach z innymi, zdobioną zdjęciami i pomyślała, że być może pozna w tłumie jakąś osobę znaną z jednej z fotografii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DAMON SALVATORE

avatar

Cytat : JUST LAUGH AND LET IT GO
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 22/175
Sobowtór : TAK, JEDEN
Fantom : TAK
MG : TAK
Liczba postów : 145
Liczba punktów : 77
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: W restauracji   10.08.14 14:57

Co Damon Salvatore mógł robić sam w restauracji wieczorem? Dobre pytanie. Zazwyczaj nie chadzał w takie miejsca, raczej wbijał do barów, w których alkohol lał się strumieniami, a klientela nie była zbytnio wyszukana. Gdyby była, pewnie by Damona nie wpuścili. Ale jakoś tak się złożyło, że znalazł się dziś w restauracji. Miał spotkanie. Biznesowe, można rzec. Jednak jakoś tak niefortunnie się złożyło, że nim do niego doszło, już zostało odwołane. Jednak ludzie biznesu zalatani byli, oj zalatani. Nie mieli czasu na pogawędki z Salvatorem nawet jeżeli dotyczyły one interesów. No cóż, trzeba było się z tym jakoś pogodzić i żyć dalej. Siedząc i zastanawiając się, co w takim wypadku należy robić, Damon zauważył, że jakieś dziewczę gra na skrzypcach. A czym dłużej się przyglądał, tym bardziej stwierdzał, że to Molly! On i Stefan znali ją całkiem dobrze, ale brunet nie wiedział, że muzykuje. W sumie ciemnowłosy generalnie przywiązywał niewiele wagi do osób, które nie były nim samym, dlatego może i pamiętał twarz dziewczyny, a nawet imię, ale pewnie niewiele więcej. Chyba, że coś mu się przypomni.
W każdym razie, z braku lepszego zajęcia, postanowił posłuchać skrzypiec, których wcale nie lubił, no ale mniejsza o to. Kiedy Molly skończyła grać, pomyślał, że może do niej podejść. Skoro się znają, to może rozmowa z dziewczyną okaże się dobrym pochłaniaczem czasu, którego tego wieczora Damon miał zdecydowanie zbyt wiele?
- Kogo ja widzę? - zagaił, podchodząc do niej, gdy oklaski już nieco ucichły. - Co słychać? - zapytał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: Re: W restauracji   10.08.14 18:32

Molly właśnie opuściła ostatni stopień prowadzący na podest. Kiedy znalazła się na kamieniej posadzce na poziomie sali, westchnęła głęboko i wypatrywała kogoś znajomego. Była zawiedziona, że nikogo nie znalazła (a przynajmniej nie zauważyła, gdyż za chwilę się dowiemy, że bliższa prawdzie jest ta ostatnia opcja).
Wtem usłyszała jakieś kroki. Najpierw ciche, z każdą sekundą zdawały się być coraz bardziej donośne, zapewne przez wciąż zmniejszający się dystans pomiędzy nią a tą osobą. Z jakiegoś powodu Molly zalała fala niepokoju, jednakże o mniejszej sile, aniżeli to było rano, kiedy obudziła się z pustym kontem. Ocknęła się z nim tak, jak zawsze, po przebudzeniu, chociaż dziewczyna nie mogła o tym wiedzieć, w końcu emocje wypisane na kartce papieru były dla niej co najmniej sztuczne i tym sposobem dziewczyna używała notatnika do streszczania suchych faktów.
Stukot butów po kamiennej posadzce wzmagał się. Molly odwróciła się gwałtownie i... zobaczyła znajomą twarz. A że ma pamięć fotograficzną, szybko przewertowała w myślach zdjęcia wszystkich osób, które zna i które odgrywają w jej życiu jakąś rolę. I ta twarz też szybko uzupełniła się z podpisem w zeszycie. Pamiętała tę notatkę.
Damon. Damon Salvatore.
Był to bardzo przystojny mężczyzna. Molly nie miała talentu do odgadywania, ile kto ma lat, oraz nie wiedziała, ile on sobie liczy, gdyż albo nie zawarła tych informacji w zeszycie, albo po prostu nie wiedziała, nie dzielił się z nią tą informacją. Podobnie było z tym, że liczył on sobie o wiele więcej, niż wyglądał. Czy kiedykolwiek zwierzał się szesnastolatce z tego, kim jest? Nie? A może jednak, tylko nie napisała o tym albo najzwyczajniej zapomniała. Tak też bywa. Ale dziewczyna uznała, że nie będzie się nad tym dłużej zastanawiać.
- Kogo ja widzę? - zagaił, podchodząc do niej, gdy oklaski już nieco ucichły. - Co słychać? - zapytał.
Twarz dziewczyny zaczęła zmieniać swój wyraz. Napięcie, szok, dezorientacja, spokój, radość.
Tak, radość. Cieszyła się, że go spotkała mimo że głos był dla niej obcy, ale czemu się dziwić? Nie jest w stanie zapisywać dźwięków w zeszycie.
Ale dosyć tego, pomyślała. Stoją tutaj już kilka sekund, a ona jeszcze się do niego nie odezwała... co za brak kultury z jej strony, prawda? Musi jak najszybciej uporządkować myśli i odpowiedzieć na powitanie, bo tej delikwent pomyśli jeszcze, że jest niemiła, albo pomylona.
- Hm, witaj – Molly uśmiechnęła się słabym uniesieniem końcówek warg do góry. - Wybacz, że tak długo nie odpowiadałam, ale... ale po prostu byłam zamyślona – jej uśmiech stał się wyraźniejszy, jednak wciąż nieznaczny – po prostu byłam w szoku, nie myślałam, że się tu spotkamy.
Westchnęła głęboko, przełknęła ślinę na następnie podjęła dalej swój monolog.
- Nie myślałam o takiej ewentualności chociażby z tego względu, że nigdy w pracy nie spotykam nikogo, kogo lubię, a tym bardziej nikogo znajomego. Sam rozumiesz.
Teraz dziewczyna  przypatrywała się Damonowi, czekając na reakcję. Jakąkolwiek. Ułamki sekund mijały w ślimaczym tempie, które jej zdawały się być godzinami. Świdrowała wzrokiem całą jego osobę. Piękne oczy i elegancki zarost. To wszystko sprawiało, że chłopak wywarł na niej znaczące wrażenie estetyczne. A jak będzie z estetyką wnętrza? Tego Molly ma się już za chwilkę dowiedzieć, chociaż nie, nie od razu! Musi go trochę posłuchać (co nawiasem mówiąc nie było jej mocną stroną), poobserwować jego mimikę i gestykulację. Ale nie będzie się bawiła z żadnego psychologa.
Zastanawiała się, jakie wrażenie zrobi w jego oczach. Modliła się w duchu, by rozmowa nie potoczyła się torem tematu, o którym nie miała zielonego pojęcia a nie zapamiętała go z zeszytu. A jeżeli tak się stanie – co zrobi? Na jej ramionach usiadły, tak, jak zwykle w takich sytuacjach, dwa niewidzialne duszki, szepcące jej do uszu, Jeden, ten po lewej stronie, podpowiadał jej, by sama kierowała rozmową, drugi – by poczekała na obrót wydarzeń i dać Damonowi coś do powiedzenia.
Patrzyła się na niego, a kiedy przyłapał ją na gorącym uczynku – drastycznie odwróciła wzrok. Zawstydziła się i bała, że jej policzki lekko się zaczerwieniły. Ale tak, chyba nie było, gdyż ani trochę one jej nie piekły. Nie mogła pozbyć się natrętnego przeczucia, że stanie się coś złego, że On pozna jej sekret. Chociaż, w sumie?... Gdyby nawet się dowiedział, coś złego by się stało? Tak, stałoby się. Jej przybrani rodzice nie byliby zadowoleni, że ktokolwiek wie o chorobie, jej chorobie. Jeżeli by ją przejrzał, mogłaby się  modlić w duchu, że Oni się o tym nie dowiedzą. Ponadto była osobą wierzącą, i choć Bóg nie zawsze spełniał jej prośby, to nie miała wątpliwości co do tego, że wysłuchuje je i przystaje na te najważniejsze. A ta była przecież dosyć ważna, nie? Może Najwyższy odepchnie na chwilkę modlitwy innych i skupi się tylko na jej modlitwie? Bardzo by tego pragnęła. O! Jak bardzo!
W końcu, po paru sekundach, które dziewczynie wydawały się być wiecznością, Damon S. przemówił. Kiedy jego usta otworzyły się i zanim wydobył się z nich jakikolwiek dźwięk, Molly modliła się w duchu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DAMON SALVATORE

avatar

Cytat : JUST LAUGH AND LET IT GO
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 22/175
Sobowtór : TAK, JEDEN
Fantom : TAK
MG : TAK
Liczba postów : 145
Liczba punktów : 77
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: W restauracji   10.08.14 19:57

Nie, Damon nie opowiadał Molly zbyt wiele o sobie i szczerze mówiąc nawet nie pamiętał o czym ostatnio dane im było rozmawiać. Taki już był Salvatore. Miał dobrą pamięć, aczkolwiek cholernie krótką. O Molly można było powiedzieć to samo, nawet w jeszcze bardziej dosłownym sensie - chociaż on o tym nie wiedział, oczywiście. W każdym razie jednak, faktem było, że Damon nie zamierzał wszystkim opowiadać o swojej klątwie, aktualnym gatunku i masie innych rzeczy. Generalnie wychodził z założenia, że jego życie nikogo nie obchodzi, więc po co ma o tym paplać bez sensu, skoro i tak nie ma z tego żadnego pożytku. Lepiej pogawędzić o czyimś życiu, albo o jakichś bzdetach, takich jak potrawy w menu, czy aktualny repertuar kinowy.
Słuchał jej krótkiego monologu niemalże z zaciekawieniem. Odnotował oczywiście, że uważnie mu się przyglądała, ale nie zdziwiło go to - każdy tak robił. Salvatore wyróżniał się z tłumu zawsze i wszędzie. Jeśli nie wyglądem, to zachowaniem. Nie zawsze wyróżniał się dobrze, ale tym lepiej. Przynajmniej nie był nudny.
- No proszę, ktoś mnie lubi! - zauważył żartobliwie z udawanym zaskoczeniem. Teoretycznie był to żart, ale tak naprawdę wielu było takich w Mystic Falls, którzy chętnie wbiliby mu kołek w serce. Nie dziwił się, bo wcale do najsympatyczniejszych osobników nie należał.
- To tym bardziej dziwne, dlatego że rzadko bywam w takich miejscach. Miło Cię widzieć. - powiedział, opierając się nonszalancko o jakąś kolumnę, czy coś takiego. - Co słychać? - zapytał, rzucając jej zaciekawione spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: Re: W restauracji   11.08.14 1:41

Ku zaskoczeniu Molly, Damona jakoś niespecjalnie obchodził jej natrętny wzrok. A przynajmniej na takiego wyglądał. Opanowany, mroczny i przystojny. Oto cechy, które spokojnie mogą określić całą kwintesencję jego wyglądu. A jak było z jego wnętrzem? Tego miała się dowiedzieć. Z jednej strony cieszyła się ze swojego schorzenia, bo dzięki niemu może codziennie wszystko poznawać od nowa. Rozkoszować się wielokrotnie po raz pierwszy zakazanym owocem, w każdym możliwym znaczeniu tych słów. Poznawać siebie, odkrywając tajemnice własnego ja. Zapoznawać się z tym, jakie to życie jest kruche, czasami piękne, a czasami boli jak cholera. Poznawać od nowa ludzi, którzy ją pamiętają, ale dziewczyna nie może wiedzieć, jakie aspekty własnej osoby przed nimi ujawniła. Nie mogła wiedzieć, z jakiej strony im się pokazała. To było piękne, a jednocześnie przeklęte. W sumie, mogłaby o tym przeczytać w notatkach, ale... to nie byłoby to samo. Iloma emocjami by naszpikowała zeszyt, podczas czytania i tak ich nie odczuje. Będzie je odbierała jako puste słowa.
- No proszę, ktoś mnie lubi! - słowa te, mimo żartobliwego tonu, zostały źle zinterpretowane przez dziewczynę. Początkowo nie zorientowała się w tym żarcie, ale zaczęła trawić wypowiedziane przez znajomego słowa. Rozmyślała nad nimi, odwołując się do możliwej dwuznaczności. Oglądała je ze wszystkich możliwych stron, aż wreszcie poznała się na tym tonie.
- No widzisz – uśmiechnęła się szeroko – możesz być z siebie dumny, że udało ci się zyskać moją sympatię.
Zastanawiała się teraz, jak z kolei on odbierze jej słowa. Przetrawiała wszelkie możliwości. Od tych najgorszych, po najlepsze. Molly miała nadzieję, że te ostatnie ewentualności będą najbliższe prawdy. O jak bardzo by tego chciała! Pragnęła, by ten nie tylko nie poznał się na jej problemie. Chciała również dobrze wypaść na jego oczach. Lubiła, jak ludzie mają o niej dobre mniemanie, ale – nie oszukujmy się – kto w tym się nie lubuje? No, może jakieś skrajne przypadki. Molly tę świadomość miała wciśniętą głęboko w najmroczniejsze zakamarki umysłu, ale zawsze, kiedy była taka potrzeba, potrafiła ją odkopać, odnowić, odkurzyć, tak, by przyświecała jej celom w trakcie obcowania z drugim człowiekiem.
- To tym bardziej dziwne, dlatego że rzadko bywam w takich miejscach.
To musi być przeznaczenie, pomyślała i automatycznie uśmiechnęła się do tych myśli oraz do siebie samej. Na jej twarzy zaistniał nieznaczny uśmieszek. Molly przestraszyła się, że ten zauważy, ale jakoś niespecjalnie jej się w tej chwili przyglądał.
- Miło Cię widzieć.
Mnie również, pomyślała. Nawet nie zauważyła, jak wypowiedziała te słowa na głos. Ale nie zmartwiła się tym zbytnio. Ba – nie zmartwiła się wcale. Bo po co? To reakcja naturalna na tego typu miłe słowa.
- Co słychać?
Co by mu tu odpowiedzieć, zastanawiała się. Mogłaby mu powiedzieć wszystko, ze względu za zaufanie do tego mężczyzny. Z notatek dowiedziała się dzisiaj rano, że jej przybrani rodzice bardzo go lubią. A ci nieco puści ludzie mieli mimo tego dobry smak, jeżeli można to tak określić, jeżeli chodzi o ocenianie ludzi. Dlatego ufała im, a przynajmniej pod tym względem. Dlatego nie było zastrzeżeń, by i ona darzyła go zaufaniem. Bardzo tego potrzebowała, bo teraz poczuła się bardzo skora do długiej konwersacji. Chciałaby nawijać ile wlezie, nie poruszając przy tym tematów zakazanych, takich jak jej neurologiczna choroba.
- Oj, sporo by tu opowiadać, ale jeżeli by bliżej się przyjrzeć mojemu życiu, nic nie jest zbytnio warte opowiedzenia. - posłała mu najsłodszy uśmiech, na jaki tylko zapewne było ją stać, i ciągnęła dalej, - słuchaj, mam teraz półgodzinną przerwę. Widzisz to okno? - wskazała palcem na „otwór w ścianie” - tam jest dwuosobowy stolik. Może usiądziemy tam i zrobimy pożytek z tej mojej przerwy, co? Ponadto mam tu spore obniżki z racji, że tu pracuję, więc możesz coś zamówić za tanie pieniądze – przyjrzała mu się wnikliwie, bojąc się, że ujrzy wyraz twarzy mówiący „o co jej, kurde, chodzi?” - ja chyba sama wezmę sobie wodę z cytryną.
Dotknęła go lekko w dłoń opuszkiem wskazującego palca, który natychmiast odskoczył od jego skóry niczym poparzony. Zawstydziła się tego, że odważyła się go dotknąć, więc, zawstydzona, ruszyła powolnym, acz znaczącym krokiem w stronę okna, a raczej eleganckiego stolika tam umiejscowionego. Po obu jego stronach stały dwa krzesła obite białym, lśniącym materiałem. Molly już nie mogła się doczekać, aż usiądzie, bo nie ukrywała przed samą sobą, że nogi zaczęła ją nieco boleć. Kiedy tam powolutku szła, co jakiś czas oglądała się za siebie, by spojrzeć, czy jej towarzysz oby na pewno za nią idzie. Dotknęła intuicyjnie swojej torby i przekonała się, że jej zeszyt z czerwoną okładką tam jest, i westchnęła z ulgą. Brała go wszędzie, nawet do pracy. Bo co by było gdyby, przykładowo zemdlała? No właśnie! Dlatego lepiej go mieć przy sobie, nie?
Zacisnęła mocniej dłoń na drewnianym instrumencie, jakby chciała tym nieznacznym gestem dodać sobie nieco otuchy, ale z drugiej strony patrząc, po co jej to, skoro była spokojna i niczego się nie bała?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DAMON SALVATORE

avatar

Cytat : JUST LAUGH AND LET IT GO
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 22/175
Sobowtór : TAK, JEDEN
Fantom : TAK
MG : TAK
Liczba postów : 145
Liczba punktów : 77
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: W restauracji   16.08.14 15:33

Być może Damon przywykł do natrętnych spojrzeń ludzi na tyle, by nie przejmować się tym zbytnio. Jego wnętrze nie było jakieś specjalnie ciekawe, przynajmniej on tak nie uważał. Zresztą, pojęcie ludzi o nim, gdy zaczynali oceniać go po wyglądzie, zazwyczaj okazywało się błędne. Nie był ani godny zaufania, ani nic z tych rzeczy. Chociaż z biegiem czasu się to zmieniło. Zresztą, w ciągu swojego prawie dwustuletniego życia zmieniał się wiele razy. Taki już był. Humorzasty. Niestały. Cóż poradzić.
Zmierzył ją spojrzeniem niemal zainteresowanym. Takim jak czasem kot patrzy na coś, co go zaciekawi. Miał być dumny z siebie, bo zasłużył na czyjąś sympatię? Może powinien, ale z pewnością nie zamierzał. Damon Salvatore dumny bywał tylko wówczas, gdy odniósł osobiste zwycięstwo. Zyskanie czyjejś sympatii takim nie było - nie było wystarczająco spektakularne. Może to było nieuprzejme, ale Salvatore nie był zazwyczaj miły. To znaczy - bywał. Jednak to zależało od humoru. Mógł być miły na pozór, niekoniecznie był miły w środku. I chociaż stwierdził, że dumnym nie zamierza być, uśmiechnął się do dziewczyny.
- Ależ jestem. - odparł z prostotą, która zupełnie nie odzwierciedlała stanu jego umysłu, który był zagmatwany i generalnie dziwny, jak zawsze zresztą.
Kiedy opowiedziała, parafrazując, że jej życie jest nudne, stwierdził, że to dokładnie jak jego własne. Zresztą, każdy tak odpowiadał, bo ludzie choć potrzebowali się zwierzyć, nie cierpieli tego robić. Dobrze to znał.
- Jasne, z przyjemnością. - no bo co innego mial niby tego wieczora do roboty? Mógł posiedzieć z dziewczęciem, które chyba było całkiem spoko.
Dotknięcie czyjejś dłoni mogło zostać źle zinterpretowane. Raz pociągnęłam kogoś za rękę, żeby się pospieszył, a on odskoczył jak oparzony. No ale mniejsza o to. Damon ruszył za Molly, a przypadkowe muśnięcie nie umknęło jego uwadze, ale jakoś nie przejął się nim zbytnio.
- Ładnie grałaś. - pochwalił ją, bo nie wiedział co powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: Re: W restauracji   21.08.14 18:32

- Jasne, z przyjemnością. 
Te słowa uderzyły Molly. Jednak to uderzenie, o wielkiej sile, nie miało nic wspólnego z fizycznością i miało raczej miły wydźwięk, choć niektórzy mogliby pomyśleć inaczej. Dziewczyna uśmiechnęła się w duchu na krótkie zdanie, acz o znaczącym wydźwięku, przy czym uśmiech zaistniał jedynie w jej wnętrzu. Nie wyszedł na światło dzienne, Damon go nie zauważył. Krótko mówiąc, nie ujrzał światła dziennego. I dobrze, pomyślała. Mimo wszystko chciałaby, by chłopak uznał, że ta jest nieco tajemnicza. Może nie gotycka, może nie mroczna. Ale tajemnicza w nieznacznym znaczeniu tego słowa. Lubiła być taka. I to kolejna  z niewielu rzeczy, o których wiedziała zawsze, mimo swojej choroby. Cieszyła się jednocześnie z tego, że cokolwiek wie, a jednocześnie z tego, że jest tego tak mało. Przecież niedawno zakończyła wewnętrzny monolog dotyczący tego, że zaburzenie, które zostało jej przypisane (przez Boga), daje jej wiele, jest dla niej pod pewnymi względami błogosławieństwem. Chodziło mianowicie o to, że dzięki temu może każdego dnia odkrywać świat i samą siebie na nowo.
Zauważyła, że ten jakoś niespecjalnie zwrócił uwagę na poczucie dotyku jej skóry i to było kolejne błogosławieństwo. Westchnęła z ulgą. Już co prawda miała zamiar się modlić, by nie zareagował w to w żaden ze sposobów, ale już po ułamkach sekundy zorientowała się, że nie musi tego robić. A gdyby nawet musiała, wypowiedziała krótką formułkę. Zawsze oszczędzała słów w swych modłach. To dlatego, bo uważała, że Najwyższy jest zbyt zajęty, by słuchać jej wywodów, bo ma wiele innych misji polegających na słuchaniu modlitw śmiertelników (a może tych, co żyją wiecznie, też? Możliwe, ale dziewczyna szczerze w to wątpiła, gdyż uważała, że dzieła i czyni Boskie są poza zasięgiem dusz tych ostatnich,  o ile oni w ogóle duszę posiadają), i po prostu albo by oszalał, albo zrzekł się roli danej mu przez Wszechświat. Właściwie Molly miała dość osobliwe poglądy religijne. Uważała chociażby, że to Świat wybrał Boga, On zaś nie stworzył go, a jedynie poprawił, tak, jak to tak naprawdę poprawiają go aniołowie.
Usiedli przy stoliku, a Molly położyła sobie torbę na kolanach. Instynktownie pomacała ją, by sprawdzić, czy jest tam zeszyt. Prawie dostała zawału, kiedy przez chwilę nie mogła go znaleźć, ale już po chwili wyczuła go pod materiałem swoimi szczupłymi dłońmi. Poczekała, aż Damon też zajmie miejsce, kiedy zaś to zrobił, uśmiechnęła się do niego nieznacznie.
Pochwalił jej grę. Na początku nie wiedziała, co odpowiedzieć, gdyż nie była pewna, czy to sarkazm, jakaś... podpucha, a może jednak szczere słowa? Ale Molly uznała, że nie będzie sobie tym głowy zaprzątać. A przynajmniej nie teraz. Skinęła głową na znak, że przyjęła te słowa do siebie. Sama nie uważała, że gra pięknie. Albo chociażby ładnie, bo tego akurat słowa użył. Dlaczego? Każdy po prostu chwalił jej grę. W takim razie każdy powinien uznać, że Molly musi być bardziej pewna siebie i mieć lepsze mniemanie o swojej grze. Ale tak nie było. Po prostu uważała, że wszystkie te pochwały są... co najmniej nieszczere. Albo śmieszne, bo wytworzone pod płaszczykiem ironii i sarkazmu. Nie sądziła, że normalne jest to, że nikt nie ma uwag co do jej gry. Nawet najbliżsi, nawet najwięksi wirtuozy muzyczni. A tak bardzo chciała szczerych opinii... tak bardzo ich pragnęła. Molly chce się kształcić, a Oni jej w tym nie pomagają, Nie wiedziała oczywiście, że to dzięki czarownicom, które stworzyły ją taką, jaka jest. Nie pomyślała o tym, że w końcu nie jest normalnym człowiekiem i takie cechy, jak wybitny talent, w tym przypadku smykałka do muzyki, a dokładniej określając – skrzypiec, mogą być u niej na porządku dziennym.
- Dziękuję – odpowiedziała nieśmiało – ale...  - zaczęła swoje obawy wplątywać w swoje słowa – ale powiedz, że ładnie gram, patrząc mi prosto w oczy.
I dziewczyna nie wytrzymała. Opowiedziała mu wszystko, co się tyczy komplementów na temat jej gry oraz to, jakie ma do nich podejście. Nie ominęła żadnego szczegółu. A kiedy skończyła, miała ochotę zapaść się pod ziemię. Nie chciała mu tego opowiadać, ale – całe szczęście – nie opowiedziała mu o swojej chorobie. Jeszcze nie.... STOP. Nigdy mu tego nie powie. Zdradziła mu swoje uczucia odnośnie tego, że nie wie tak naprawdę, jak gra, bo wszyscy są fałszywi, bo wszyscy kłamią. Zdradziła mu pewną część siebie. Sprzedała, wydała. Nie chciała tego, o jak bardzo tego nie chciała! Ale trudno, dziewczyno, co się stało, to się już nie odstanie i nie waż się więcej o tym wspominać. I to była racja. Jak będzie sobie to wypominać, może nabawić się bólu psychicznego. A tego nie chciała, nie lubiła źle się czuć, ale – spójrzmy prawdzie w oczy, kto to lubi? Chyba tylko jacyś psychopatyczni masochiści. A ona do nich nie należała. Chyba. Bo zeszyty to kwintesencja całego jej życia i nie będzie przecież czytać wszystkich każdego poranka, no bez przesady!
Sięgnęła do torby i wyjęła paczkę papierosów. Podpaliła jednego i zaciągnęła się głęboko. Zauważając nieodgadnione spojrzenie Damona na swojej twarzyczce, podała mu papierowe pudełeczko, otwarte od strony chłopaka, w geście poczęstunku. Paliła od niedawna, ale już to polubiła i można by rzec, że w nieznacznym stopniu już się uzależniła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DAMON SALVATORE

avatar

Cytat : JUST LAUGH AND LET IT GO
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 22/175
Sobowtór : TAK, JEDEN
Fantom : TAK
MG : TAK
Liczba postów : 145
Liczba punktów : 77
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: W restauracji   28.08.14 13:21

Hm. Damon akurat nie należał do osób, które powiedziałyby komuś kto gra ohydnie, że gra ładnie. Salvatore za bardzo lubił eksponować swoje niezadowolenie i marudzić, by tak po prostu odpuszczać kolejne okazje do ponarzekania na czyjś brak talentu. I chociaż wprost nigdy nie obrażał ludzi pierwszy, bo nie lubił zaczynać kłótni, to potem, w bardziej prywatnym otoczeniu mógł psioczyć na wszystkich i na wszystko. Prędzej jednak komuś, kto nie umie grać nic by nie powiedział, niż powiedział, że gra ładnie. Dlatego prośba dziewczyny lekko go rozbawiła, ale tego również nie dał po sobie poznać.
- Ładnie grasz. - mruknął, patrząc jej w oczy. Mógłby się sprzeczać, nie zrobić tego ot tak dla zasady, ale tego wieczora bylo mu już po prostu wszystko jedno. Dziewczyna natomiast zaczęła opowiadać. Opowiadać o zakłamaniu ludzkim, o swojej niepewności wobec nieszczerych. Salvatore słuchał, bo chyba po to tu siedział, brakowało jednak jakiejś akcji, jak dla niego. Wiedział jednak, że w ludzkim życiu akcji było niewiele, dlatego niczego nie oczekiwał i w milczeniu słuchał Molly, która po zakończeniu swojej wypowiedzi wydawała się być wręcz zawstydzona, że w ogóle odważyła się tyle powiedzieć. Niepotrzebnie!
- Wiesz, lepiej chyba nie wnikać w komplementy. Jeśli ktoś mówi coś miłego, to albo ma to na myśli, albo nie chce Cię zranić. W obu przypadkach ma dobre pobudki. - wzruszył ramionami. - Dzięki. - dodał, biorąc papierosa i pozwalając sobie użyczyć zapalniczki, bo w sumie to Salvatore nie palił nałogowo, tylko okazyjnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: Re: W restauracji   31.08.14 21:23

- Ładnie grasz.
Molly wiedziała, że otrzyma taką a nie inną odpowiedź. Czuła to całą sobą i była pewna, że i on mówi nieszczerze. Jednym słowem, zawiodła się na jego osobie, na jego słowach, na jego myślach, które zapewne przez jakiś czas – a przynajmniej w mniemaniu dziewczyny – toczyły ze sobą tajemną walkę. Molly tak bardzo chciałaby w tej chwili wniknąć do jego umysłu... pragnęła zagłębić się w tej potencjalną walkę. Mimo, że chaos i anarchia nie były sprawami, którymi się jakoś specjalnie fascynowała. Nie lubiła ich. Ale wyjścia nie miała. Jednak zdawała sobie sprawę z tego, że to nierealne. Zmartwiła się nieco z tego powodu. Tak rozmyślała o tym i rozmyślała, do czasu, aż z ust Damona wypłynęły kolejne słowa. Zbiór słów, które sprawiły, że Molly zupełnie zmieniła temat swoich rozmyślań. A przynajmniej zmieniły swój odcień. Słowa te skleiły się ze sobą i ww rezultacie do dziewczyny dotarła następująca wiadomość.
- Wiesz, lepiej chyba nie wnikać w komplementy. Jeśli ktoś mówi coś miłego, to albo ma to na myśli, albo nie chce Cię zranić. W obu przypadkach ma dobre pobudki.
Molly nie zrozumiała początkowo tych słów.. stop. Zrozumiała, ale jedynie pojedyncze słowa, które w końcu, podczas milczenia wywołanego brakiem reakcji ze strony szesnastolatki, nabrały w jej myślach sensu. Ale to trochę trwało, parę sekund, jednak taki odstęp czasu był na tego typu zwłokę dość długi.
Wiesz, lepiej chyba nie wnikać w komplementy... – Dlaczego, o tym dowie się zapewne już za chwilkę.
Jeśli ktoś mówi coś miłego, to albo ma to na myśli, albo nie chce Cię zranić – Racja, z tym się zgodzi. Tyle że lepszą opcją jest to pierwsze, przynajmniej w mniemaniu Molly.
[i]W obu tych przypadkach ma dobre pobudki
– możliwe, ale nie zawsze wychodzi z tego coś dobrego. Przykładowo pozycja Molly, gdzie pragnie ona szczerość, a stwierdzenie nie chce cię zranić nie ma dla niej pokrycia. Jak ktoś chce, może ją zranić, ale najważniejsze, by był szczery. O tak, słowo te ma dla dziewczyny znaczącą wartość. Może nie dla każdego, bo są osoby, które szczególnie upodobały sobie komplementy. Nieważne, z jakich pobudek wytworzone. Słowo „komplementy” ma tutaj wartość kluczową, bo niektórzy w ten sposób dowartościowują się. Nie chcą poznać prawdy, bo ta czasami jest bolesna. Ale Molly – a przynajmniej tak sądziła z wiadomego powodu – sądziła, że na takie rzeczy jest uodporniona, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że nie boi się najgorszej nawet wersji krytyki? Nie bała się albo sądziła, że się nie boi. I miała nadzieję, że ta pierwsza racja ma więcej w sobie prawdy, niż druga.
Tymczasem do uszu dziewczyny dotarły odgłosy świadczące o chaotycznym waleniu palców w klawiaturę pianina, które początkowo nie przypominały uporządkowanej kompozycji. Ale już po chwili i to się zmieniło, więc szesnastolatka usłyszała dźwięki składające się na dość miłą melodię. Drastycznie odwróciła głowę w stronę, z której muzyka ta dochodziła. O, Amanda – pomyślała. Amanda była jej koleżanką z pracy. Grały na zmianę, a żeby nie zanudzić widowni, każda z nich specjalizowała się w innym instrumencie. Bywały też chwili, że grały jednocześnie, ale to zdarzało się rzadko i raczej tylko w weekendy. Molly zamknęła oczy i postanowiła rozkoszować się tą wspaniałą nutą. Tak, poznała ją, ale jakoś nie potrafiła skojarzyć, kto to wykonuje oraz jak się owa nuta nazywa. Ale to nie było ważne. Molly wyobraziła sobie siebie samą, jak jest z matką na łące i, zbierając kolorowe kwiaty, robią z nich bukiety. Wybierały te najbardziej kolorowe, o barwie o sporym nasyceniu.
- Dzięki.
Słowo te wyrwało dziewczynę z głębokiego zamyślenia. Na początku nie zrozumiała, za co Damon jej dziękuje, ale zaraz po chwili wszystkie chaotyczne myśli przestały takowymi być i tym samym Molly doszła do tego, że mężczyzna po prostu dziękuje jej za poczęstowanie. Nie odpowiedziała, a jedyne, co zrobiła, to zaciągnęła się. Głęboko, aż zakręciło jej się nieznacznie w głowie. Lubiła te stan... o jak bardzo go uwielbiała! Lubowała się w tym niezbyt dobrym do opisania uczuciu. Chciała tę chwilę zostawić tylko dla siebie. I teraz znowu powróciła myślami do kwiecistej łąki. Jednakże to a jakże intensywne wyobrażenie wkrótce prysnęło niczym bańka mydlana. Posmutniała. Tak bardzo lubiła zatracać się w swoim własnym, wyimaginowanym świecie, złożonym z kawałków tej pięknej układanki, nasyconych wielką wyobraźnią. Ale kto nie lubił tego? Nawet największy realista czasem lubował się w takich doznaniach, może nie ciągle, ale raz na jakiś czas... nikomu to przecież nie zaszkodzi.
- To viceroye, nie wiem, czy ci smakują. – Molly postanowiła podjąć nowy wątek, tak by rozmowa jako tako się kleiła. Ponadto nie chciała, by Damon, za sprawą źle poprowadzonej rozmowy, odszedł i zostawił ją tutaj. Spojrzała na zegarek, przez co dowiedziała się, że minęło zaledwie pięć minut, od kiedy razem tutaj zasiedli po tym, jak dziewczyna wyjawiła mu, że ma przerwę i chce poświęcić ten czas dla jego towarzystwa.
I kolejny buch.
Tym razem nie było tego pięknego uczucia, tylko przyjemne drapanie w gardle.
[/i]
[/i]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DAMON SALVATORE

avatar

Cytat : JUST LAUGH AND LET IT GO
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 22/175
Sobowtór : TAK, JEDEN
Fantom : TAK
MG : TAK
Liczba postów : 145
Liczba punktów : 77
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: W restauracji   06.09.14 18:33

Gdyby Salvatore wiedział, że jego komplementy są poddawane w aż tak wielką wątpliwość, z pewnością poczułby się zraniony. Toż to on naprawdę mówił szczerze. Przecież nawet w życiu skrzypiec w ręce nie miał, to jak miałby czynić komukolwiek, jakiekolwiek uwagi na temat gry. Czasem zasiadał do fortepianu, ale i tak nie był wirtuozem. Raczej brzdąkał sobie coś, ot tak, dla zabicia czasu. Głuchy nie był, ale niuansów gry nie znał. Zatem komplement od niego był jak komplement od przeciętnego słuchacza, może tylko trochę Salvatore był mniej przeciętny niż każdy inny słuchacz. Dziewczyna nie odpowiedziała i brunet pomyślał, że jego mądrości uznane zostały za idiotyzm. Postanowił jednak nie płakać nad rozlanym mlekiem i zamilknąć na kilka chwil. Molly wydawała się być zamyślona, jakby we własnym świecie. Nie chciał jej przeszkadzać, wyrywać z tego, jak się zdawało, przyjemnego stanu. Jego mogłoby tu nawet nie być, bo w sumie chyba nie był potrzebny, ale nie poszedł sobie, bo i tak nie miał nic innego do roboty. Poza tym, przecież tego wieczora był miły, czyż nie? Wyjście bez słowa byłoby nieeleganckie. Uchwycił spojrzenie, które Molly posłała grającej. - Znasz ją? - zapytał. Po kilku chwilach ciszy przerywanej jedynie odgłosem grającego pianina, dziewczyna oderwała się od swoich rozmyślań i odezwała się ponownie.
- Nie znam się na papierosach. Palę okazyjnie. Te są dobre. - wzruszył ramionami, bo istotnie nie przywiązywał zbytnio wagi do smaku używki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: Re: W restauracji   16.09.14 21:27

Molly otrząsnęła się krótkiego zamyślenia, które jednak w jej mniemaniu krótkim nie było. Co by tu owijać w bawełnę, stan w którym wszystko jej się dłużyło było stanem znanym jej dość dobrze. Obcowała.... nie, obcuje z nim prawie że na co dzień. Tak czy owak, zorientowała się siedzi w restauracji przysłuchując się przy tym grze pianistki będącej znajomą szesnastolatki. Ucieszyła się w duchu, że nie odpłynęła aż tak daleko, by utracić świadomość na chwilę odpowiadającą długości paru sekund. A skoro tak, nie utraciła pamięci. Przez jej umysł – potem również ciało, co uwydatniła gęsia skórka i pot na czole oraz plecach – przemknął krótki niczym impuls strach. Strach ten dotyczył tego, że, kto wie, możliwe było to, że zapomni o wszystkim zanim by opisała w zeszycie to, co dzisiaj przeżyła. Nie potrafiłaby sobie tego w ogóle wybaczyć. Nie potrafiłaby nie tyle sobie, co pewnym istotom o nadnaturalnych zdolnościach. Dlatego, o czym już rozmyślała, nienawidziła tych czarownic a jednocześnie kochała, Ot, taka toksyczna miłość za stworzenie jej takiej jaka jest i za to, że w ogóle jest. Wszystko w tych jej uczuciach do tych istot było przyprószone szczyptą groteski, wzbogacone hipokryzją wywołaną rozdarciem. To ostatnie ma swoje korzenie w sprzecznych uczuciach, które szastały jej nieznacznie umęczoną duszą. Nieznacznie na co dzień, zaś znacząco w świetle swojego hybrydowego ja, w świetle świadomości swojej choroby. Informacji, która zawiera się w tym największym dla niej skarbie zwanym potocznie zeszytem, notatnikiem, notesem – Molly różnie go nazywała. Ba, nawet w czci dla tego niezwykle zwykłego przedmiotu tworzyła neologizmy, mające według niej znaczącą wartość i określała nimi ten dosyć gruby zbiór po części zapisanych drobnym, acz czytelnym oraz starannym i schludnym maczkiem, po części pustych. Szesnastolatka wielbiła ich zapach. Co jakiś czas otwierała przedmiot, by zapełnić nozdrza tą niezwykłą, przynajmniej dla jej młodziutkiego zmysłu węchu, wonią. Delektowała się nim, podczas kiedy stronice subtelnie pieściły jej twarz, bo dotykały one przy wąchaniu tę właśnie część ciała. Ta zaś w przypadku Molly była jej największym atutem, gdyż była po prostu śliczna. Nic dodać, nic ująć.
W końcu, po kolejnym zamyśleniu, spojrzała Damonowi głęboko w oczy, przenikliwie przeszukując jego źrenice i tęczówki. Widziała, jak ten powoli, acz znacząco otwiera i zamyka usta. Z początku nie zrozumiała tych słów będących dla niej istnym bełkotem, a które już po chwili stały się dla dziewczyny dość zrozumiałe. Damon pytał się, czy ta zna pianistkę, której szczupłe palce, błądząc po klawiaturze, wytwarzała piękną atmosferę mając do dyspozycji tylko – a może aż tyle? - magię muzyki.
- Owszem, znam. - Molly, mówiąc to, studiowała menu w miejscu, gdzie przed jej oczyma widniały bardziej lub mniej skomplikowane nazwy ciepłych napojów. W końcu zdecydowała się, że weźmie po prostu małą czarną. Spytała się Damona, co wybiera, wiedząc, że to ona powinna zamówić z tego względu, że to ona, a nie jej znajomy, ma przyznaną zniżkę. - znam, poznałam w pracy dość niedawno, w grę wchodzą tygodnie, a może dni? - Molly ucieszyła się w duchu, że przeczytała dzisiaj fragment treści pamiętnika (o, kolejne słowo do a jakże ważnej kolekcji!) dotyczący osoby pianistki. Dzięki temu mogła mu nieco opowiedzieć, nie narażając się na przeczucia ze strony Damona świadczące, że coś jest nie tak. Ale w sumie po co jej to, skoro mogła wymyślać? A dlatego, bo kiedy kłamie... stop, kiedy nie mówi prawdy (bo nie wiadomo, czy można to określać mianem kłamstwa), często się jąka, dlatego lepiej nie ryzykować i mówić, co się wie, pamięta. Czego jest się świadomym, chociażby z notatek w zeszycie.
-  Nie znam się na papierosach. Palę okazyjnie. Te są dobre. - powiedział. Uznała więc, że już nie będzie poruszać tego tematu, bo po co? Czuła, przy czym wiemy już, że przeczucia nieraz uratowały ją z opresji więc im ufała, iż pożałuje, jeżeli będzie kontynuować to, co zaczęła – mianowicie, chodzi o gatkę na temat papierosów. Wkrótce potem pojawiła się kelnerka z tym, co zamawiali, a rozkoszny zapach wzniósł się kłębek niewidocznego gazu tuż nad ich stolikiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DAMON SALVATORE

avatar

Cytat : JUST LAUGH AND LET IT GO
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 22/175
Sobowtór : TAK, JEDEN
Fantom : TAK
MG : TAK
Liczba postów : 145
Liczba punktów : 77
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: W restauracji   17.09.14 19:25

Chwile mijały, przeciekały przez palce w tempie niemal nudnym. Po stu siedemdziesięciu latach życia mało co było dla Damona interesujące. Sam przed sobą udawał zaciekawienie tym, czy tamtym, ale tak naprawdę wszystko traktował jedynie jako kolejną scenę filmu, serialu, kolejny rozdział książki, którą miał napisać, a nie pisał. Dlaczego? Bo to też było nudne. Gdy zaczynał, sądził, że będzie ciekawe. Ożywi go. Wiele było rzeczy, które go cieszyły i smuciły, ale nie był przywiązany do większości tych elementów życia. Życia, które i tak kiedyś miało przeminąć. Nawet jeżeli Damon był przeklęty nieśmiertelnością. Był pewien, że istniało jakieś antidotum na tę przypadłość. Na wszystko istniało, tylko było jeszcze nieodkryte.
Salvatore zaczął wpadać w nastrój niemalże melancholijny. Ostatnio często mu się to zdarzało, a w chwili obecnej rozmowa jakoś się nie kleiła. Chciałby to zmienić, ale w sumie nie wiedział jak. Taki to on był mądry ten nasz Damon. Na pytanie, co zamawia, odparł że szklankę wody. W sumie co mu było po jakichkolwiek ludzkich napojach, czy czymkolwiek innym.
- Co byś chciała robić za 5 lat? - zapytał, stwierdzając, że nadeszła pora na tak beznadziejne tematy jak ten. Nie wiedział co powiedzieć, a w dodatku ta nostalgia, która go dopadła, dawała o sobie znać i tak wyszło. No cóż.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: Re: W restauracji   17.09.14 21:10

Damon zdawał się być zatopiony w jakichś rozmyślaniach i Molly nawet nie pomyślała, by przywracać go do szarej codzienności. Nie lubiła tego robić, bo wiedziała, że bytowanie w swoim własnym, wyimaginowanym świecie, w marzeniach, jest czymś czego od czasu do czasu potrzebuje każdy z nas. Nieważne czy człowiek, wampir, hybryda... albo ktokolwiek inny. Kiedyś już tak zrobiła, a osoba ta (Molly przeczytała to dzisiaj w swoim zeszycie) zaczęła się na nią wydzierać. Przez jakiś czas przynajmniej, ale potem wyglądała na bardzo nieszczęśliwą. Brakowało jej czegoś. Nie wiadomo, czego, ale szesnastolatka była zdania, że magii swoich marzeń, tego, że w jej własnym świecie wszystko było... no, po prostu inne. Niezwykłe. A że człowiek uczy się na błędach, postanowiła, że pozwoli Damonowi trwać tak w tym odurzeniu zmysłów, stracenia gruntu pod nogami duszy.
- Co byś chciała robić za 5 lat?
Pytanie zbiło dziewczynę z tropu. Rzadko kiedy myślała o przyszłości tak odległej, jeżeli w ogóle. Nie tego się spodziewała. Nawet zapomniała o tym, że ten jeszcze niedawno błądził samotnie po przestworzach własnej wyobraźni.
Tym samym zaczęła poważnie zastanawiać się nad pytaniem. Rozpoczęła następnie układać w myślach odpowiedź. Wreszcie, kiedy uporządkowała to, z czym, w związku z pytaniem, chciała się podzielić z Damonem, zaczęła przemawiać głośno, powoli i wyraźnie, czyli zupełnie inaczej, niż to miała w zwyczaju. Uznała, że do swojej wypowiedzi wplecie nie tylko prawdę, czystą niczym łza, bez żadnych dodatków. Doda jeszcze szczyptę własnego uroku osobistego oraz nieco poczucia humoru. Z tej poniekąd wybuchowej mieszanki wykluła się taka oto wypowiedź.
- Chciałabym zmieniać świat. A jeżeli to by się nie udało, zostałabym pilotem w ciuchci podróżującej po tęczy z jednego krańca ziemi na drugą stronę, a pasażerami byłyby kucyki tańczące w krainie majonezu.
Mimo, że to nie był dowcip najlepszej klasy, to cieszyła się, że udało jej się coś takiego skleić. Niezwykle zadowolona, bała się jednak mimo wszystko reakcji Damona, dlatego jeszcze dłuższą chwilę kontemplowała wystrój głównej sali restauracyjnej. Następnie zamknęła oczy, kierując twarz wprost na twarz swojego towarzysza. Kiedy otworzyła oczy, na obliczu Damona ujawniła się mina nieodgadniona, nie zdradzająca zbyt wiele z tego,  co aktualnie czuł, co pomyślał o wypowiedzi Molly. Nic, dziewczyna nie potrafiła niczego wyczytać z tych pięknych oczu. Szkoda, pomyślała. Ale w jej serduszku zatliła się nadzieja. Na to, że już wkrótce uczucia Damona będą proste w rozszyfrowaniu. Cóż, nie myliła się, i ze skupieniem malującym się na jej drobnej twarzyczce obserwowała zmieniającą się mimikę znajomego.
Koleżanka dziewczyny właśnie kończyła grać pewien utwór. Molly wiedziała, że pozostały jej jeszcze dwie kompozycje, i była świadoma, iż już wkrótce powinna ją zastąpić. Ten czas tak szybko jej minął... a szkoda.
Muzyka wznosiła jej duszę ponad wyżyny dobrego smaku. Słuchała uważnie, wyłapując, jako doświadczony muzyk, każdą nutę, delektując się jej wydźwiękiem oraz tym, jak komponowała się z nutami ją oplatającymi. Otrząsnęła się z zamyślenia spowodowanego zasłuchaniem się dość szybko, a to wszystko przez słowa Damona. Początkowo obserwowała tylko, jak jego usta powoli się otwierają i poruszają się bezdźwięcznie. Wkrótce potem do jej uszu dotarły uporządkowane dźwięki głosu ludzkiego (a może nie tylko ludzkiego? Kto to wie... ale Molly nie chciała teraz sobie tym głowy zaprzątać).
Tymczasem pianistka ukończyła przedostatni utwór. Steward posmutniała, bo to była jej ulubiona kompozycja. Mimo, że nie znała tytułu ani kompozytora. Chyba, że tym ostatnim była znajoma hybrydy. Bo pianistka ta lubiła od czasu do czasu stworzyć coś muzykalnego, ale nie przepadała za chwaleniem się tym faktem. Ot, skromna, utalentowana artystka muzyczna. Ją oraz szesnastolatkę łączyła pasja odnośnie dwóch rodzajów sztuki – muzyki oraz malarstwa romantycznego. Lubiły tę modę na grozę, wywołaną zapewne wojnami napoleońskimi. Wiedziały (ba, Molly pewne te fakty kojarzy zawsze, mimo swojej choroby!), co w tym okresie działo się na calutkim globie, biorąc poprawkę na daty, gdyż – nie oszukujmy się – nie wszystkie epoki rozpoczęły się w tym samym czasie wszędzie. No, dobra. Każdy rejon cechował się innym przedziałem czasowym, jeżeli o czas trwania danego nurtu czy też epoki. W tym romantyzmu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DAMON SALVATORE

avatar

Cytat : JUST LAUGH AND LET IT GO
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 22/175
Sobowtór : TAK, JEDEN
Fantom : TAK
MG : TAK
Liczba postów : 145
Liczba punktów : 77
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: W restauracji   18.09.14 18:48

Salvatore doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że jego pytanie było zupełnie wzięte z dupy. Bez sensu, niepasujące do sytuacji. Ale to nie jego wina była. Dopadł go powiew nostalgii. Mógłby w tym momencie nawet wbić do internetu i na jakichś forach, czy czatach rozprawiać o życiu i śmierci, o rzeczach, które nie miały sensu. Mógł zwyczajnie robić z siebie debila. Tymczasem debila robił z siebie tylko przed Molly. Tylko i aż. Nie zamierzał jednak zaglębiać się w ten temat.
Jako że humor pana Salvatore znacznie się pogorszył przez tę nostalgię, o której rozprawiam bez przerwy, wyborny żart Molly go nie rozbawił. Nie wiedział, czy się śmiać, czy płakać. Postanowił ze zwykłej, ludzkiej (cóż za ironia) uprzejmości unieść lekko kącik ust, chociaż to i tak było za wiele. Jako prawdziwy egocentryk, Damon rozbawiał się jedynie własnymi dowcipami. Wiedząc, że Molly właśnie go nie słucha, pogrążona w dźwiękach muzyki, postanowił nikczemnie zakpić z Wszechświata i akurat w tym momencie się odezwać. Potem będzie mógł udawać obrażonego, że nikt go nie słuchał.
- Majonez, powiadasz. - mruknął. - Za pięć lat będziemy bliżej śmierci niż teraz. - dodał tak samo nieczytelnie po chwili. Niby było to bezsensowne stwierdzenie. W końcu za dziesięć lat też będą bliżej. Każdy dzień zbliża do śmierci. Jemu chodziło jednak o to, że być może za pięć lat nie będą iść w stronę śmierci. Odnajdą już drogę i staną się kolejną jej zdobyczą. Będą martwi. Biorąc pod uwagę cienie i wszystkie inne zjawiska, było to możliwe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: Re: W restauracji   21.09.14 22:00

Molly trwała tak w zamyśleniu odnośnie sztuki. Dwóch gałęzi tej niezwykłej dziedziny życia. A mianowicie, rozpracowywała w myślach istotę malarstwa (a, o czym już wiemy, w szczególności naturę romantyzmu) oraz muzyki, najpiękniejszego, według dziewczyny, artystycznego wynalazku ludzi (ale czy na pewno? Na pewno ludzkiego?...). Trwała tak i trwała, a sekundny tym razem, co za wyjątek! - upływały niezwykle szybko.  A szkoda, bo w ten sposób marnuje czas, który powinna oddać całkowicie Damonowi z tego względu, że za chwilę zacznie znowu grać do kotleta. Dlatego dość szybko powróciła do siebie. Przez ułamek sekundy była przerażona, że straciła pamięć, znów, w wyniku tak dalekiej podróży poza realizm chwili która trwała tu i teraz. Ale – całe szczęście – nie doszło do tego. Dziękowała Bogu. Bo najgorsze by było, gdyby zapomniała o wszystkim w takiej sytuacji. Nie dość, że nie miałaby czego przeczytać, to na dodatek Damon zauważyłby, że jest coś nie tak.. owszem, zauważyłby z całą pewnością. I byłaby w sytuacji niezbyt komfortowej. Nie, dyskomfort to pojęcie zbyt łagodne. Zapewne krzyczałaby, rwała sobie włosy z głowy, jak to było chociażby dzisiejszego poranka, w czasie którego trwała w stanie wielkiego szoku z dosć sporą dawką dezorientacji. Bała się takiego stanu, a zwłaszcza ewentualności, że stanie się TO w najmniej oczekiwanym momencie. Chociażby takim, jak spotkanie, trwającego tu i teraz.
- Majonez, powiadasz. - mruknął. - Za pięć lat będziemy bliżej śmierci niż teraz. 
Molly zauważyła, że jej żart niezbyt przypadł Damonowi do gustu. Świadczy o tym chociażby to, co powiedział albo fakt, że na jego ustach pojawił się jedynie nieznaczny zalążek uśmiechu i dziewczyna czuła (ale kwestię jej przeczuć już omawialiśmy, więc nie będziemy tego odbiorcy znów przypominać), iż i tak te lekkie wykrzywienie ust nie świadczy bynajmniej o tym, że spodobał mu się dowcip. Wiedziała, że zmienił kształt czerwonokrwistych, dość czerwonokrwistych jak na niepomalowane usta mężczyzny, tylko i wyłącznie z grzeczności. Molly westchnęła w duchu, bo – w przeciągu ostatnich dni – dość często poznawała się na tego typu wymuszeniach na własnej osobie, jak chociażby wymuszony uśmiech. I od tej pory rozmowa przestała się kleić, a tym bardziej od chwili, w której odpowiedziała mu następującymi słowami.
- Wiem o tym, bo każda następująca chwila, która przez ułamek sekundy jest teraźniejszością, przechodzi zaraz potem do historii. W sumie nie da się zbadać, ile czasu takowa chwila do teraźniejszości należy, bo każdy ułamek da się podzielić na mniejsze, a te powstałe również. - uznała, że jej monolog schodzi na ścieżkę innej tematyki. Nie szkodzi, pomyślała. Bo każdy temat był tutaj dobry, byle tylko podtrzymać rozmowę przy muzyce wykonywanej przez pianistkę. A muzyka ta była tutaj jakby osobliwym zegarem, odmierzającym czas do ich rozstania, przy czym ów zegar dał szansę spragnionym wiedzy o czasie rozumieć termin czas w zupełnie inny sposób.
Czas, nasz pan i władza, wciąż upływał. Czasami robił to szybko, a czasami w ślimaczym niemalże tempie, dlatego dało się wyczuć pewne urozmaicenie i w pewnym sensie unicestwianie rutyny. Molly chłonęła każdą chwilę, cieszyła się nią jak małe dziecko. Chciała z każdej chwili wycisnąć jak najwięcej dla siebie samej. A zwłaszcza, że jest teraz w towarzystwie, a tym bardziej że obcuje aktualnie z Damonem. Chłopakiem, który przeobraził się w przystojnego mężczyznę. Cóż, zazwyczaj tak właśnie jest, ale każdy dojrzewa – mamy tutaj na uwadze wygląd zewnętrzny – w swoim czasie, w swoim tempie. W sumie, możemy o tym mówić również, poruszając kwestię dojrzewania psychicznego. Molly wiedziała, że te dwa rodzaje dorastania nie zawsze idą ze sobą w parze, chociaż zapewne wyjątki się zdarzają. Ale dziewczyna nie chciała sobie teraz tym głowy zaprzątać. Uświadamia sobie to zazwyczaj, kiedy w myślach zejdzie z toru tematyki, którą powinna się teraz zająć. Może to być – i najczęściej tak jest – spowodowane tymczasowym obcowaniem z kimś. Kimkolwiek. A zwłaszcza, że była teraz blisko mężczyzny, zwanego Damoem. Nie mogła zniszczyć tej rozmowy. Nie teraz. Zwłaszcza, że już niedługo dane im będzie się rozstać. Pragnęła każdą chwilę z nim spędzoną przeobrazić w wieczność. Mimo, że wiedziała, iż to niemożliwe. W najmniejszym nawet stopniu. Dlatego nie pozostało jej nic innego, jak cieszyć się chwilą. Chwilą, która trwała. Tu i teraz.
Starając się cieszyć tym, co teraźniejsze, pragnęła by rozmowa potoczyła się dobrym, interesującym torem. Zwłaszcza że za chwilkę znów zaistnieje na scenie, wydobywając ze swojego instrumentu falę pięknych nut. Znów zatopi się w dumaniu nad pięknem muzyki, a tym bardziej muzyki pochodzącej z drewnianych, starych aczkolwiek świetnie trzymających się wciąż skrzypiec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DAMON SALVATORE

avatar

Cytat : JUST LAUGH AND LET IT GO
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 22/175
Sobowtór : TAK, JEDEN
Fantom : TAK
MG : TAK
Liczba postów : 145
Liczba punktów : 77
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: W restauracji   26.09.14 19:36

Salvatore słuchał jej słów, nie do końca się na nich skupiając, albowiem jego uwaga znacznie się rozproszyła. Dlaczego? Tego do końca nie wiedział, ale to nie było dla niego ważne. Zrozumiał tyle, że dziewczyna chyba podziela jego ponury pogląd. Zresztą, trudno było go nie podzielać, bo był rażąco prawdziwy. Pokiwał głową, chociaż dzielenie ułamków było mu całkowicie obce. Przynajmniej w tej chwili - nie miał zamiaru nic dzielić, a ułamków absolutnie nie.
- Czy to matematyka? - zapytał, wywracając oczami. - Nigdy nie byłem z niej dobry. - zakpił sam z siebie, chociaż dzielenie ułamków jeszcze opanował, w końcu było chyba łatwe. W tym momencie jednak, momencie niesamowitego przygnębienia, nawet tabliczka mnożenia zdawała się być arcytrudna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: Re: W restauracji   03.10.14 9:37

Molly miała teraz tylko jedno w głowie. Pójść na środek sali, odprowadzana wzrokiem wszystkich tutejszych klientów (a przede wszystkim przez bystre i zniewalające spojrzenie Damona), i zacząć grać. Zająć ręce drewnianą istotą instrumentu oraz czarny, smukły smyczek. Wydobyć za ich pomocą najpiękniejsze melodie, na jakich wydobycie tylko Molly stać. Budząc się z zamyślenia spowodowanego realnymi marzeniami, których spełnienie już niedługo miało nadejść, spojrzała na jego twarz. Ta zdradzała stan Damona: a mianowicie, fakt że nie uważał zbytnio, co się wokół niego dzieje.
Kiedy Damon zadał pytanie retoryczne, a następnie poinformował Molly, że matematyka nie jest jego mocną stroną, ta się ucieszyła, bo to oznaczało kolejny temat do rozmowy. Jednak już po chwili zmieniła zdanie, obserwując na jego twarzy rysujące się swego rodzaju znużenie.
Ale Molly była myślami w innym świecie. Świecie muzyki. Znowu. Kontemplowała w myślach dźwięki wydobywające się z pianina za sprawą niemałego talentu koleżanki. Co prawda jej ulubionym dźwiękiem jest ten wydobywający się ze skrzypiec. W końcu to była jej specjalność i tylko i wyłącznie w tym instrumencie się specjalizowała. Zna co prawda osoby, które grają na różnych instrumentach, jednak szesnastolatka nie należała do nich. Skrzypce – wolała posługiwać się tylko nimi, ale za to bardzo dobrze. Chciała w ich dziedzinie osiągnąć prawie mistrzostwo, ale – nie oszukujmy się – nigdy zapewne go nie osiągnie. Nie ma ideałów, nawet w dziedzinie muzycznej. Tak więc dziewczyna chciała po prostu chociaż jak najbardziej się do tego ideału zbliżyć. Upodobnić się do niego.
A koleżanka grała. A że wyczerpały się tematy do rozmowy z Damonem, cóż, chciała jak najszybciej powrócić do pracy. Jednak gra znajomej teraz dłużyła jej się, jak na złość, niemiłosiernie. Sekundy mijały w ślimaczym tempie. Oczywiście, jak na złość. Nie to, że gra na pianinie nie przypadła jej do gustu – wręcz przeciwnie! Chociaż w sumie, już o tym wiemy. Melodia była zniewalająca. Oryginalna, rytmiczna, wzruszająca. Boska. Ale już wiemy, czemu Molly czekała, aż ta skończy.
I nareszcie się doczekała! Koleżanka wstała ze stołeczka, zamknęła klapę na klawisze (szesnastolatka nigdy nie miała okazji dowiedzieć się, jak ta część tego instrumentu się nazywa. Ale uznała, że to nie jest aż tak bardzo ważne. I w sumie miała rację, zwłaszcza że klawiszowce nie były jej specjalnością. W ogóle nie orientowała się w tych wszystkich fortepianach, pianinach oraz innych urządzeniach tego typu) oraz ukłoniła się grzecznie. Automatycznie wszyscy goście zaczęli bogato klaskać. Odgłos uderzenia wzajemnie o dłonie rozległ się na całej sali i mimo że ta była ogromna, dźwięk ten był dość głośny. Nawet głośniejszy od samej gry na klawiszowcu. Bardziej donośny aniżeli gra na skrzypcach. I zapewne większy od gry na jakimkolwiek instrumencie, pomyślała.
Panna Steward pożegnała się z Damonem i wstała ochoczo. Wzięła skrzypce i ruszyła na podium, a kiedy koleżanka opuszczała podwyższenie, uściskały się oraz zamieniły kilka mało ważnych słów. Molly pochwaliła jej grę, a ta podziękowała i zaproponowała spotkanie po pracy. Szesnastolatka zgodziła się. Szybciutko omówiły szczegóły i pocałowały się w policzek. Znajoma poszła na zaplecze. Molly wiedziała, że jak skończy grę, ta znowu ją zastąpi i tym samym zakończy ich dzisiejszą pracę. Tak, powinna odpocząć, pomyślała. W sumie grała przez całe moje obcowanie z Damonem, a konwersowaliśmy dość długo.
Stanęła na środku podium, ustawiła skrzypce tak, by dało się na nich grać. I zaczęła swój już kolejny w tym dniu koncert. Twarze. Wiele twarzy. Wszystkie wpatrzone w jej kruche oblicze. Przez chwilę milczały, ale już po paru minutach wszystko powróciło do pierwotnego stanu. Rozmowy oraz brzdęk sztućców o chińską porcelanę talerzy, czemu wtórował cudowny – przynajmniej w mniemaniu panny Steward – dźwięk skrzypiec. Wiele ludzi przypatrywało się jej z niemałą sympatią i zainteresowaniem i dziewczyna nie wiedziała, czy to wzrok wyrażający kpinę (ale tak nie było), czy pozytywne uczucie (pochodzi z jej nienagannego wyglądu, a może dźwięków, jakie wypuszcza na salę za pomocą tego niezwykłego, drewnianego przedmiotu?).
Grała i grała, i była tym tak pochłonięta, że  nawet nie zauważyła jak Damon opuścił salę i dziewczyna miała nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkają.

DZIĘKUJĘ ZA GRĘ. <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: W restauracji   

Powrót do góry Go down
 

W restauracji

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Life Sucks When You Are Ordinary :: Rozrywka :: Restauracja-