IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  Zaloguj  

Share | 
 

 Spacer

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
MATT DONOVAN

avatar

Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 19
Sobowtór : NIE
MG : TAK
Liczba postów : 84
Liczba punktów : 88
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Spacer   16.08.14 19:48

Ostatnie wydarzenia była dla Matta jak jakiś mega zakręcony film, który nie miał najmniejszego sensu. Najpierw burmistrz zgarnął go i jeszcze kilka innych osób do swojej tajnej ekipy i wymyślił jakiś dziwny plan pozbycia się z Mystic Falls wszystkich istot naturalnych, nie zdając sobie nawet sprawy, że część jego drużyny nie jest ludźmi, później spotkał Rose i spędził z nią przyjemną noc (te wspomnienia należały akurat do przyjemnych, nie licząc momentu z opryszkiem), a teraz cała szkoła rozmawiała o niej i o nim.
Włożył ręce w kieszeni kurtki i skręcił w prawo. Po rozmowie z Rose, zostawił swój samochód na szkolnym parkingu i ruszył na spacer. Spacerował tak już od jakiegoś czasu, jednak myśli w jego głowie wciąż się skręcały, nie chcąc ułożyć się w coś sensownego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://life-sucks.forumpolish.com/t85-matthew-matt-donovan http://life-sucks.forumpolish.com/t154-matty http://life-sucks.forumpolish.com/t125-matt-s-phone
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: Re: Spacer   01.09.14 13:41

Molly szła i szła, zatopiona w rozmyślaniach na temat własnego bytu. Ale czy byt ten można nazwać istnieniem? A nie wynikiem zwyczajnego eksperymentu czarownic? Sama eksperymentalna anatomia, bez wgłębiania się w tę duchową część. Molly czasami zastanawiała się, czy ma duszę. Świadomość tego, że być może nie jest nic warta, uderzała w nią ze zdwojoną siłą, bezlitośnie wczepiając się w umysł. Czy jej myśli są naprawdę myślami, a nie wytworem krzyżówki? Dziewczyna nie potrafiła tego pojąć. Tego wszystkiego było aż zbyt wiele jak na jej szesnastoletnią osobę. Osobę... czy może się określać tym mianem? Czy mogła w ogóle zwać się istotą żyjącą? W jej głowie plątało się wiele myśli, przy czym jeszcze na żadną z nich nie udało jej się znaleźć logicznego wyjaśnienia.
A tak bardzo chciała być normalnym człowiekiem... nie żadną krzyżówką, połączeniem, w wyniku którego nie wiedziała, czy może się określać istoty myślącej, czującej. Czującej... czy ona oby na pewno czuje (w każdym możliwym znaczeniu tego słowa)? Może to jakaś symulacja, za sprawą składniku pod postacią jakiegoś zielska, znalezionego przez czarownice w wyniku długotrwałych poszukiwań odpowiednich składników, niezbędnych do ich eksperymentów? Takich, które dały początek istnienia Molly Steward? Szesnastoletni wynik eksperymentów zastanawiała się czasami, jak doszło do jej choroby, bo przecież z notatek dowiedziała się, że przez jakiś czas była zdrowa. Cóż, może po prostu jakiś czynnik, będący złym pomieszaniem składników, sprawił, że skutki uboczne miały ujrzeć światło dzienne dopiero po jakimś czasie. Po prostu opóźniona reakcja, ot co. Dobra. Może mogłaby nawet pogodzić się z faktem swojego pochodzenia, co było nie lada wyczynem. Przycisnęła do piersi swój zeszyt, największy dla niej skarb, by zapewne dodać sobie nieco otuchy. Pomogło, acz nieznacznie. Tak, mogła z tym żyć, ale nie potrafiła egzystować z faktem pomyłki czarownic. Nie umiała im tego wybaczyć. Nienawidziła ich z całego serca, a jednocześnie kochała, że dały jej Życie. Czy to jakieś... niewłaściwe? – zastanawiała się. I nagle poczuła wielką dezorientację, która znalazła swe pokrycie w niepokoju. Co do tego ostatniego, nie miała pojęcia, skąd się wziął. Ale miała tak często, można pokusić się o stwierdzenie, że aż nazbyt. Ale sądziła, że to przez to, że jej stwórczynie były niespełna rozumu i niezbyt wykwalifikowane w tym, co robią, w czym swoje pokrycie znajduje fakt, że Molly nie jest bytem doskonałym. Bo jak czarownice coś tworzą, to starają się, by dany hybryd był świetny, i dobrze radził sobie w świecie, w życiu. Tymczasem szesnastolatka jest tworem zupełnie do życia nieprzygotowanym. Czemu to takie niesprawiedliwe?
Szła i szła, zamyślona. W końcu zdołała odepchnąć od siebie natrętne myśli, składające się między innymi na użalanie się nad sobą, obgadywanie w swych myślach czarownice, które ją stworzyły, oraz ogólne przygnębienie. Szła teraz z wysoko uniesioną głową, starając się nie myśleć o niczym. Ale każdy wie, że to niemożliwe. Tak więc starała się ograniczyć ich liczbę do niezbędnego minimum.Tak więc dziewczę szło i szło. Aż do czasu, gdy...
Mocne uderzenie w głowę.
Molly poczuła paraliżujący, pulsujący ból. Ten rozrastał się na pozostałe części ciała, lokując się głównie gdzieś w środku oraz tam, gdzie ów ból znalazł swe źródło. Złapała się za potylicę, jęcząc z bólu. Uniosła nieznacznie wzrok znad chodnika i jej oczom ukazał się mężczyzna. Kiedy ból nieco zelżał w swej sile, szesnastolatka mogła mu się bliżej przyjrzeć temu mężczyźnie. I uznała, że ten jest niezwykle przystojny. Przez kilka chwil nic nie mówiła, tylko świdrowała wzrokiem jego oblicze. Nie zauważyła, jak z tego zapatrzenia opuściła swój zeszyt. Kiedy już wyrwała się z transu, podniosła go czym prędzej, czując, a następnie – zauważając jego wzrok. Przenikliwy i piękny, dodawał mu jeszcze więcej uroku.
- Prze... przepraszam. - niezgrabnie przytuliła notatnik do piersi. Zawsze tak robiła, kiedy tylko potrzebowała odrobiny otuchy czy też wsparcia. Uścisk wzbogacał ją o to, czego akurat było jej brak. I zazwyczaj to otrzymywała, ale to była zazwyczaj marna imitacja tych wartości. - naprawdę przepraszam. - Molly wstała z podłoża wcześniej, więc podała jegomościowi rękę, pomagając mu się podnieść. Poczuła na dłoni jego uwydatnione żył, poczuła moc emanującą z jego ręki. Dzięki temu poczuła się nieci lepiej, nieco pewniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MATT DONOVAN

avatar

Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 19
Sobowtór : NIE
MG : TAK
Liczba postów : 84
Liczba punktów : 88
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Spacer   05.09.14 21:29

Rozmyślenia na temat osoby, która rozpowiedziała po liceum, że on i Rose spędzili ze sobą noc, nie dawała mu spokoju. Nie miał pojęcie, kim ona jest, a tym bardziej jak dowiedziała się o nich. Nikogo po drodze do mieszkania dziewczyny nie widział, rano było podobnie. Możliwe było również, że skupił się na prowadzeniu tak bardzo, że nikogo nie dostrzegł. Ale jeśli nawet tak było, czemu ten ktoś opowiedział o tym uczniom liceum? Nie mógł tego zachować dla siebie? Co mu to dało? Czy się cieszył, że skomplikował im życie? Jeśli tak, to pogratulować rozumu.
W każdym razie nie ważne. Czasu już nie mogą zmienić (zresztą gdyby znów miał możliwość spędzenia nocy z Rose, zrobiłby dokładnie to samo co parę dni temu). Teraz należało się skupić się na odnalezieniu plotkary, bądź plotkarza, i sprawić, by odkręciła to, co namieszała.
W pewnej chwili poczuł, że uderzył w coś i upadł na ziemię. Gdyby nie pochłonęłyby go myśli, najprawdopodobniej udałoby mu się zachować równowagę (i pewnie uniknąć zderzenia), a co za tym idzie nie poobijałby sobie teraz pośladków.
Rozejrzał się i dostrzegł drobną dziewczynę, która podobnie jak on znajdowała się teraz na ziemi. Nieznajoma trzymała się za głowę i widać było, że zderzenie się z nim musiało ją zaboleć. Nie dziwił się temu. Uderzenia w głowę zawsze są bolesne. No i nie przyjemne.
Poświęcając się teraz im, nawet nie dostrzegł, kiedy dziewczynie wyleciał zeszyt z rąk. Nie zwrócił nawet uwagi, gdy ta podniosła. Na jej przeprosiny skinął ledwie zauważalnie głową. Powrócił do rzeczywistości, widząc, że nieznajoma wyciąga w jego kierunku rękę, by pomóc mu podnieść się. Przyjął jej gest, a następnie otrzepał spodnie.
Dopiero teraz zdał sobie sprawę jak bardzo drobniutka ona była. Nawet nie sięgała mu do brody. Uśmiechnął się do niej, by choć trochę zadośćuczynić jej ten wypadek
- Wszystko w porządku? - spytał, przyglądając się jej uważnie. - Naprawdę nie chciałem na Ciebie wpaść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://life-sucks.forumpolish.com/t85-matthew-matt-donovan http://life-sucks.forumpolish.com/t154-matty http://life-sucks.forumpolish.com/t125-matt-s-phone
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: Re: Spacer   08.09.14 9:47

W końcu nieznośny ból przestał takim być. W końcu musiało do tego dojść, prędzej czy później i Molly cieszyła się, że nie musiała długo czekać na tę ulgę. Nadal przyglądała się mężczyźnie, zauroczona jego wyglądem, bo nie da się ukryć, że ten był niezwykle przystojny. Nawet nie zauważyła, jak powiedział „Wszystko w porządku? Naprawdę nie chciałem na Ciebie wpaść.”  Cóż, nie da się ukryć, że była zbyt pochłonięta analizą jego wyglądu. Inteligentne spojrzenie szło w parze z innymi atutami jego wizerunku i kiedy zobaczyła na jego ustach przyjazny uśmiech, który wykwitł zapewne dość niedawno, zrozumiała, że ten coś do niej powiedział, ale za nic w świecie nie potrafiła sobie przypomnieć ani przyjąć do świadomości, co. Chcąc zakryć lekką dezorientację, odezwała się.
-  Naprawdę przepraszam... wiem, że puste słowa nie oddadzą tego, jak bardzo jest mi przykro, więc proszę, przyjmij chociaż moje przeprosiny dobrze?
Kiedy skończyła, znów przyglądała się delikwentowi, chcąc się doszukać w jego wizerunku czegoś. Czegokolwiek. Jakiejś reakcji na to, co powiedziała.
W sumie takie zderzenia były ostatnio dla niej na porządku dziennym, przyzwyczaiła się do takich banalnych a zarazem niebanalnych przypadków, będących okazją do poznania kogoś nowego i oczywiście przypadkowej konwersacji. To w sumie dobry sposób na powiększenie swojej listy znajomych, pomyślała. Po części, mimo bólu jaki został przez to wywołany, cieszyła się z tego niespodziewanego spotkania z wiadomych powodów, bo kontemplowała o tym w myślach dość niedawno.
Przez jakiś czas stali tak i nikt z tych osób nie śmiał się odezwać. Najkrótszym nawet słowem. Ciekawe, dlaczego... może sytuacja ta przyprawiła o lekki wstyd ich obojga? Kto to wie. Może w tej sytuacji – a nawet na pewno – zarówno Molly, jak i nieznajomy odczuwali jeszcze jakieś inne, silne emocje?
Szesnastolatka, chcąc przerwać chociażby na moment, jeden, krótki moment, milczenie które ich zaatakowało, odezwała się ponownie.
- Wiesz... - westchnęła głęboko, przytuliła zeszyt do piersi jak najmocniej się dało a następnie ponownie podjęła wątek – wiesz, ostatnio dość często moje ciało ulega wypadkom tego typu. - zaśmiała się cicho i przeuroczo. - zapewne w moim życiu wydarzy się jeszcze więcej tego pokroju wypadków, niż to było do tej pory.
I znów zaczęła mu się przyglądać. Znowu czekała na jakąkolwiek reakcję z jego strony. Ułamki sekund mijały w ślimaczym tempie, dlatego Molly wydawało się, jakby upłynęło co najmniej dwadzieścia minut. Dziewczyna, zamiast czekać, postanowiła znów się odezwać.
- A właśnie... skoro już się spotkaliśmy, może... może to jakiś znak? - znów z jej krtani wydobył się przyjemny dla ucha, lekki śmiech – a skoro tak... - tutaj -ponownie wyciągnęła rękę  jego stronę – a skoro tak, jestem Molly. Molly Steward.
Pożałowała teraz, ze to powiedziała, nie chciała wyjść na natrętną, chociaż?... Chociaż jak poznać czy ktoś jest natrętny czy też nie po przedstawieniu się? I po mentalnym zasugerowaniu, by druga strona zrobiła to samo. Ale mimo tego, czuła się skrępowana z tego powodu, chciała to cofnąć i zapomnieć o tym, choć jakaś druga strona jej osobowości mówiła, że uczyniła prawidłowo. Tak – to były jej tak bardzo znane dwa niewidzialne duszki, które siedziały jej na  ramionach, przytykając usteczka do uszu i szepcące jej skrajne, chociażby, rozwiązania z danej sytuacji. Zawsze ich słuchała, a następnie analizowała ich zachęty i porady. Ale nie w tym przypadku, ale nie teraz. W chwili obecnej odepchnęła je mentalnie od swoich uszu, a te były tak posłuszne, że uciekły. Molly westchnęła z głęboką, nieskrywaną wręcz ulgą.
I znów przypatrywała się mężczyźnie, chcąc dowiedzieć się, czy zauważył chociażby namiastkę tej jej walki z własnymi myślami. Chciała, by nie był tego świadomy. W ogóle wielu rzeczy nie powinien być, chociażby prawdy o zeszycie i chorobie. Kiedy podnosiła notatnik z ziemi, cieszyła się, że ten nie spytał o niego.  I prawidłowo... I bardzo dobrze! – uśmiechnęła się do siebie w duchu i tym razem raczej zauważył to. Mimo, że nie mogła być tego pewna. Modliła się w duchu, by nie zwrócił na to uwagi. I podświadomie coś czuła, że tak właśnie jest.
Ułamki sekund mijały w ślimaczym tempie. Minęła niecała ćwiartka minuty, a Molly czuła, jak czas jej się wlecze. Niesłychane, ile myśli przemknęło jej przez głowę w tak krótkim odstępie czasu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MATT DONOVAN

avatar

Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 19
Sobowtór : NIE
MG : TAK
Liczba postów : 84
Liczba punktów : 88
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Spacer   20.09.14 21:34

Mijały sekundy, a dziewczyna nie odezwała się ani słowem. Zmartwił tym się. Stan, w którym nieznajoma się aktualnie się znajdowała wydawał mu się trochę dziwny. Pomachał jej ręką przed oczami, ale i to wydawało się nie skutkować, tak więc zaczynał być naprawdę przerażony.
Nie miał pojęcia, co teraz powinien zrobić. Zaprowadzić ją do szpitala? Zadzwonić po karetkę? A może po prostu posadzić ją na najbliższej ławce i poczekać chwilę? Może ten stan był tylko chwilowy? Może jednak nie był? Na szczęście nie musiał nic robić, bo dziewczyna w końcu się odezwała.
- Nie ma sprawy, nic się nie stało - powiedział. - Jakby na to nie patrzeć, no też moja wina. Przepraszam za to zderzenie.
Uśmiechnął się do niej, chcąc wynagrodzić jej zderzenie się z nim, a później nieprzyjemny upadek na chodnik. Ale czy uśmiech mógł coś w tej sytuacji pomóc? Według niego tak nie było, ale uśmiechnięcie się było wszystkim co przyszło mu do głowy. Nie wiedział, co by mógł jeszcze powiedzieć.
Niezręczną ciszę przerwała ciemnowłosa, mówiąc, że to nie pierwszy raz kiedy na kogoś wpada. Przekrzywił lekko głowę, wsłuchując się w jej dalsze słowa. Pokiwał głową i uznał, że nieznajoma, to trochę niezdarna osóbka. Jednak nie uważał tego za wadę. Ta lekka niezdarność dodawała jej uroku. Zamierzał coś powiedzieć, jednak nastolatka przeszkodziła mu w tym.
- Miło mi Cię poznać, Molly, ja jestem Matt, Matt Donovan - powiedział, a następnie uściskał jej rękę. - Trochę tylko szkoda, że do naszego spotkania doszło akurat w takich okolicznościach.
Ale czy gdyby spotkali się w innym miejscu, do dosłownego wpadnięcia na siebie by nie doszło? Nie wiedział tego. I pewnie nikt na świecie tego też nie wiedział.
Przyjrzał się jej uważniej. Nie znał jej, a Molly przecież nie wyglądała na sporo młodszą od niego. Założył, że musiała uczęszczać do liceum. On skończył je rok temu, jednak nie pamiętał, by widział ją kiedykolwiek na szkolnym boisku czy na korytarzach. Owszem, istniało prawdopodobieństwo, że dopiero zaczęła się tam uczyć, ale przecież skoro była w Mystic Falls, a on pracował w Grillu, powinien był ją zauważyć już wcześniej.
- Jesteś tutaj nowa? - zapytał. - Czy przyjechałaś do kogoś w odwiedziny? - zadał kolejne pytanie. - Wybacz, że tak wypytuję, ale nie przypominam sobie, bym widział Cię tu wcześniej.
Przygryzł wargi. Donovan, uspokój się, powiedział do siebie w myślach. Kim ty jesteś, by tak ją wypytywać? Mówi się trudno. Już zadał jej te pytania i nie może zrobić już nic, co sprawiłoby, że panna Steward zapomniałaby te pytania. W tym momencie jakaś cząstka jego mózgu stwierdziła, że teraz byłoby dobrze, gdyby był wampirem.
- Na pewno nic Ci nie jest? - spytał, unosząc brwi, licząc, że te pytanie odwróci jej uwagę od poprzednich. - Ten upadek pewnie nie był przyjemny no i nie chciałbym, byś jakoś przez mnie ucierpiała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://life-sucks.forumpolish.com/t85-matthew-matt-donovan http://life-sucks.forumpolish.com/t154-matty http://life-sucks.forumpolish.com/t125-matt-s-phone
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: Re: Spacer   22.09.14 17:47

Kiedy Molly otrząsnęła się z zamyślenia, zauważyła wbity w jej twarz, zaniepokojony wzrok. Sprawiał wrażenie nie tylko zatroskanego, martwiącego się. Z jego oczu dało też się wyczytać nieznaczne przerażenie jednak te wszystkie emocje, które z pewnością nim szastały, uspokoiły się w momencie, kiedy raczyła się odezwać.
Tym razem jednak to rzekomy Matt Donovan, jak się dziewczęciu przedstawił, popadł z lekką zadumę. Tak, lekką. Bo po pierwsze, chyba nie odpłynął daleko od realizmu tej chwili, po drugie nie trwało to zbyt długo. Ale nawet jeżeli by nogi nowego znajomego ugrzęzły w ziemi należącej do jego wyimaginowanego świata, nie przeszkadzałoby jej to, bo trzeba wiedzieć, że Molly sama na własnej skórze poznała się na fakcie, że taki odlot w inną część świata jest potrzebny każdemu z nas. I nie, nie chodzi tutaj bynajmniej o to, że przeczytała o tym w notatce, chociaż nie ukrywajmy, że gdyby nawet,  prawdziwość jej zdania sporo by w sile zyskała. A o co chodzi? A mianowicie o to, że dzisiejszego dnia, gdzieś pomiędzy przeczytaniu notatki z zeszytu a chwilą obecną, miała za sobą już wiele takich sytuacji. Cóż za zakręcony dzień..., westchnęła cichutko. Szesnastolatka zastanawiała się, czy owo westchnienie było widoczne również po jej zewnętrznej części, ale postanowiła, że nie będzie teraz o tym myśleć. Spotkała wspaniałego faceta... stop. Faceta, który wydawał jej się co najmniej wspaniałym. Ale jaki jest naprawdę, nie wiadomo, czy dane jej będzie uzyskać odpowiedź na tę wątpliwość. Przecież Matt mógł okazać się kimś złym, porwać ją i zgwałcić. Matt mógł ulotnić się w każdej chwili, uznawszy że Molly jest postacią nudną,  żałosną, jednobarwną. A tak bardzo chciałaby go poznać... a pod koniec konwersacji podać mu swój numer. Albo odwrotnie.
- Jesteś tutaj nowa?
Nie, mieszkam podobno tutaj od dawien dawna. Kiedy skończyła układać w myślach te słowa, wypowiedziała je z uwydatnionym akcentem na podobno... i ugryzła się w język. Chyba wpadła... Matt zapewne za chwilę wystrzeli niczym z armaty masę pytań odnośnie zaakcentowanego słowa. Na pewno będzie dociekał prawdy odnośnie tego, co to oznacza. Ale Molly starała się, by jej panika nie była widoczna. Ewentualnie mogłaby widoczność tej zmiany ograniczyć do minimum. Postanowiła, że zachowa trzeźwość, i czekać na reakcję swojego nowego znajomego.
- Czy przyjechałaś do kogoś w odwiedziny?
Co to, przesłuchanie jakieś? – pomyślała. Molly, po krótkim namyśle, potrząsnęła głową na znak, że jego zawarta w pytaniu teza nie zgadza się z prawdą.
 - Wybacz, że tak wypytuję, ale nie przypominam sobie, bym widział Cię tu wcześniej.
- Ja szczerze powiedziawszy też nigdy cię tutaj nie widziałam. - może i wiedziała, ale jak mogła o tym pamiętać, a raczej wiedzieć, skoro nie czytuje wszystkich notatek? No, zdarzało się że czasami zaznajomiła się z treścią większej ilości zapisanych stron. Ale nie zawsze tak było. Robiła to, kiedy miała przeczucia, którym bezgranicznie, a przynajmniej najczęściej bezgranicznie, ufała. Ale tę kwestię już omawialiśmy, nie będziemy więc znów męczyć odbiorcy historii pewnej hybrydy z wrodzoną wadą, która zwie się Molly Steward.
- Na pewno nic Ci nie jest? -
Westchnęła w duchu. Na prawdę miała już dosyć tych wszystkich pytań... w końcu dała po sobie poznać, że wzdycha, ale zaraz uświadomiła sobie, że to był jej błąd. Chciała przecież zyskać sympatię Matta, nie? Uznała, że nie będzie jednak rozmyślać nad rozlanym mlekiem, bo po co? No właśnie, po co?
- Nic mi nie jest – odparła, starając się wywołać na swoje usta najszerszy i najszczerszy uśmiech, na jaki tylko było stać mięśnie drobniutkiej, szesnastoletniej twarzyczki. Dziewczyny-hybrydy, rzecz jasna. Na uśmiech ten już po chwili zaczęły się składać uczucia, pozytywne emocje którymi chciała zarazić Matta. Oraz zachować nieco dawki endorfiny tylko i wyłącznie dla siebie. Bo każdy czasami potrzebuje zdrowego zastrzyku sił witalnych i dobrego humoru. Pod postacią hormonu szczęścia.
- Ten upadek pewnie nie był przyjemny no i nie chciałbym, byś jakoś przez mnie ucierpiała
Na te słowa uśmiech na twarzy  dziewczyny wzmógł się, by po chwili ten oddał miejsce słowom, które mają być odpowiedzią na widoczną skruchę Matta, zawartą w jego słowach.
- No, dla ciebie przecież te zderzenie też z pewnością do miłych nie należało, nie? Więc nie myślmy i nie mówmy już o tym, dobrze?  - uśmiechnęła się ponownie – a może... mogę paniczowi zaproponować spacerek? Chyba że masz teraz coś ważnego do załatwienia, zrozumie to. Ale ja nie mam, więc mogę paniczowi poświęcić nieco czasu... a nawet sporo czasu. - słowo panicz uzbrajała w dziwny ton, który miał być zabawnym. Ale chyba niezbyt jej to wychodziło... chociaż najważniejsze, że się starała, no ale cóż, co po jej staraniach, skoro efekt jest taki a nie inny?...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Spacer   

Powrót do góry Go down
 

Spacer

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Leśny spacer
» Ferrels Wood, Northamptonshire

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Life Sucks When You Are Ordinary :: Na uboczu :: Ulice-