IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  Zaloguj  

Share | 
 

 Co za spotkanie!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
ASTRID MAVOR

avatar

Rasa : CHIMERA
Wiek : 20/300
Sobowtór : NIE
Fantom : TAK
MG : BEZ PRZESADY
Liczba postów : 115
Liczba punktów : 70
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Co za spotkanie!   28.08.14 13:52

Pamiętam to miejsce... , pomyślała Astrid. Co prawda starała się wyprzeć z pamięci fakt, że spędziła w Mystic Falls ponad 3 lata temu kilka tygodni. To dlatego wmawiała wszystkim, że była tutaj przejazdem.
Chimery mają to do siebie, że często wypierają z pamięci coś, czego nie chcą, przypominając sobie tylko i wyłącznie wtedy, gdy znajdując się w miejscu powiązanym z wspomnieniem.
Przykucnęła i zastanawiała się, jak bardzo musiała się zmienić Molly od tego czasu. W zasadzie tęskniła trochę za nią. Jeszcze jakiś czas temu nie spodziewałaby się po sobie, że mogłaby być zdolna do tęsknoty za kimś takim jak Molly. Roztrzepana dziewczyna, która wywoływała uśmiech na jej twarzy nawet wtedy, kiedy wcale nie chciała się uśmiechać. Te wspomnienia sprawiały, że uśmiech sam nasuwał się na jej buzię. Uśmiechnęła się lekko, po czym przymknęła oczu czując na sobie powiew letniego wiatru.


Astrid Mavor
I'm like a shooting star, I've come so far and I can't go back

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://life-sucks.forumpolish.com/t93-astrid-mavor http://life-sucks.forumpolish.com/t131-astrid
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: Re: Co za spotkanie!   05.09.14 20:44

Molly nawet nie zauważyła, jak nogi zaniosły ją na Wickery Bridge. W sumie często tak miała. Kiedy szła, zamyślona, zatopiona w kalejdoskopie swoich wyobrażeń, osobistych modlitw, lęków, wspomnień, radości – jednym słowem w tym, co można nazwać bez problemu myślami – nie zawsze kierowała swoimi krokami. Sądziła, że to Bóg wtedy ciągnie ją za rękę tam, gdzie On chce. Ale nie robi tego przez wzgląd na swoje widzimisię – wie, jak pokierować tym szczuplutkim, szesnastoletnim ciałem. W sumie Molly często się zastanawiała, czy powinna, jako Hybryda, w coś takiego jak Bóg wierzyć. Albo w ogóle w jakikolwiek nadprzyrodzony byt. Ale mimo tych wątpliwości, darzyła swoje osobiste wyobrażenie Boga wielką wiarą. Wiarą nietypową dla jej osoby. Nie chodziło tutaj tylko o to, kim jest, ale też o to, że choruje i że została adoptowana, chociaż?... podobno adopcja jest świadectwem, że ktoś kocha sierotę miłością ogromną. I to jeden z faktów, które utrzymywały szesnastolatkę przy zdrowych zmysłach. Ale przede wszystkim – przy życiu. Cóż, nie da się ukryć, że nieraz myślała o samobójstwie jako o jedynej rozsądnej drodze, ucieczce przed jej problemami.
W końcu, kiedy zorientowała się, gdzie się znajduje, zrezygnowała z walki, bo uznała, że skoro to Bóg nią kieruje, nic złego nie może jej się stać... stop. Może, ale jeżeli nawet, to tylko i wyłącznie dla jej dobra. Bo On wie, jest tego w stu procentach świadomy, co dla niej najlepsze. Czyni to na podstawie swojego scenariusza ogólnego życia całego bytu ziemskiego.
Dzisiaj rano przeczytała w zeszycie o wiele więcej, niż miała w zwyczaju (zazwyczaj zaznajamiała się jedynie z ostatnią notatką). A mianowicie, zaznajomiła się ze wspomnieniami na temat paru osób, które w jej dotychczasowym życiu odegrały raczej dość znaczącą rolę. Dlaczego to zrobiła? Po prostu jakaś część jej umysłu, która miała pewne cechy szóstego zmysłu, mówiła jej że po prostu MUSI  to zrobić. Nie wiedziała jeszcze, że to będzie miało swoje logiczne pokrycie w następnych wydarzeniach. Ale jakie to wydarzenia – nie miała pojęcia. Ale dobrze, że ten jej domniemany szósty zmysł dał o sobie znać chociaż w tak niewielkim stopniu.
Stanęła na Wickery Bridge i wychyliła się, patrząc na to, co jest na dole. Przez jej głowę przemknęła myśl, a raczej ochota, by skoczyć, jednak już po chwili była wolna od tych myśli, które odrzuciła. Westchnęła głęboko i przycisnęła do piersi swój wielki skarb, zwany zeszytem. Niesłychane, ile on dla niej znaczył. To dzięki niemu może znowu wiedzieć o tym, co minęło. Szkoda tylko, że za pomocą tych zapisek nie potrafiła przekazać sobie emocji. To suche fakty, a w jakie uczucia Nowa Ona je ubierze, zależało tylko od niej. Było to trudne, bo skąd miała wiedzieć, jak się poczuć podczas dowiedzenia się chociażby, że ktoś taki, jak Astrid – Astrid Mavor – istnieje. Że ma swoje miejsce w jej życiorysie. I nagle poczuła wielką ochotę, by znowu ją spotkać. Szkoda tylko, że do notatki o niej nie dołączyła zdjęcia. Czuła, że to był jej wielki błąd, i znowu nie wiedziała, czemu. Pewna część jej szóstego zmysłu sugerowała, że byłoby o wiele lepiej, gdyby tak postąpiła. Że to weźmie znaczącą rolę w kolejnych wydarzeniach. Ale nie wiedziała, jakich. Bardzo ją to bolało a jednocześnie ciekawiło, fascynowało.
Rozglądała się i zobaczyła w swojej okolicy pewne dziewczę. Molly uśmiechnęła się do nieznajomej, nie wiedząc, że tak naprawdę zna tę osobę, ba! - nawet ostatnio o niej myślała. Ale skąd miała wiedzieć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ASTRID MAVOR

avatar

Rasa : CHIMERA
Wiek : 20/300
Sobowtór : NIE
Fantom : TAK
MG : BEZ PRZESADY
Liczba postów : 115
Liczba punktów : 70
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Co za spotkanie!   05.09.14 21:13

Rozejrzała się dookoła wciąż wspominając tamto lato.  Tęskniła za tamtymi uczuciami, tamtymi wieczorami i dniami pełnych wrażeń. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że już zaczyna się zmieniać w kogoś lepszego, niż była.
Odkąd pamiętała było tak, że chciała zemścić się na wszystkich za to, co przed laty jej uczynili jak i pozabijać wszystkich. Podświadomie jednak szukała miłości, przyjaźni i zrozumienia, które tamtego lata z Molly dostała. Wtedy jeszcze się nie spodziewała, że za jakiś czas wróci do Mystic Falls i zechce zapomnieć o tej zemście. Zmieniło ją to miejsce już wtedy, ale nie chciała dopuścić tej myśli do siebie, żeby zaprzestać zemsty... Ale nagle... Jakaś postać pojawiła się na moście. Astrid spojrzała na uśmiechającą się do niej dziewczynę, po czym nabrała powietrza do ust. Nie mogła w to uwierzyć!
- Molly! - krzyknęła. Radość ją rozpierała, ale zauważyła, że dziewczyna wygląda nieco na przerażoną. Podbiegła do niej i przytuliła ją, czując, jak wszystkie dobre uczucia się w niej rozszerzają. Naprawdę nie mogła uwierzyć w to, że osoba, która nieświadomie tak wiele zmieniła w jej życiu, w dodatku o której teraz myślała, znalazła się w tym miejscu. Astrid zniknęła tak nagle z życia Molly, że nie zdziwiłaby się, gdyby dziewczyna o niej zapomniała. Nie wiedziała nawet, jak to wcale się nie myliła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://life-sucks.forumpolish.com/t93-astrid-mavor http://life-sucks.forumpolish.com/t131-astrid
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: Re: Co za spotkanie!   07.09.14 19:46

Uśmiech na ustach Molly trwał i trwał. Nie ustawał w swej sile, która miała dość sporawą moc. Molly czerpała z niego niemałą przyjemność. W sumie lubiła nim obdarzać inne osoby. Zna je, czy nie – to nie grało aż tak wielkiej roli. Ważne, że taki delikwent też ma uczucia. Potrzebuje czasami nieco ciepła, więc czemu nie dostarczyć go za pomocą uśmiechu? Tak czy owak, lubiła uśmiechać się do innych -  po pierwsze przez to, że lubi jak inni są radośni, co można wywołać chociażby właśnie takową zmianą kształtu ust, po drugie sama wtedy się lepiej czuje. Czasami bardzo, a czasami nieznacznie. Ale w tej chwili to nie było aż tak ważne, nie? Tak więc, drobna szesnastolatka, uśmiechała się do nieznajomej (ale czy na pewno nieznajomej?). Przyglądała jej się i coś czuła, że ją zna. Mimo, że przeczucia prawie zawsze ratowały ją z opresji, wskazywały odpowiednią drogę, dlatego im ufała, to w tym przypadku odpędziła je od siebie, bo przecież gdyby ją znała, poznałaby ją. I zapomniała tutaj o swojej chorobie. Czasami fakt ten zupełnie ulatuje z jej świadomości. W sumie to dobrze, jest to dla niej odpoczynkiem od rzeczywistości, realizmu jej życia. Od faktu, że jest chora. Tak, czasami to dobrze, ale nie w tym przypadku. Teraz powinna sobie przypomnieć, że przecież możliwe, iż zna tę delikwentkę. Ponadto przy opisach różnych ludzi, które przeczytała dzisiaj z rana, nie umieściła zdjęć. To był jej wielki, kolosalny błąd. Ale świadomość choroby nie trzymała się aktualnie jej pamięci.
Wkrótce zobaczyła, jak delikwentka powoli, acz znacząco otwiera usta. „Molly!” krzyczy, po czym podbiega i ściska dziewczynę z całej siły. Szesnastoletni wytwór czarownic poczuł wewnętrzne, duchowe ciepełko za sprawą tego przytulenia. Delektowała się tym niezbyt dobrym do opisania uczuciem, choć na pewno z kategorii tych miłych, które podnoszą (człowieka) na duchu.
Molly trwała w tym przyjemnym doznaniu. Nawet zapomniała, że ta dziewczyna ją zna, ale ona nie kojarzy jej. I teraz do jej świadomości uderzyła bolesna prawda. Przypomniała sobie o chorobie. O tym, że dziewczę te to zapewne jedna z wielu osób opisanych w zeszycie, w tekście bez zdjęć. Poczuła panikę – co ona teraz jej powie?! „Przepraszam, ale kim jesteś?” - nie. To nie mogło wejść w grę. Rozważała w myślach wiele opcji dotyczących tego, jak się zachować. Był ich cały szeroki wachlarz, ale mimo tego Molly nie odczuwała tej liczby, sądziła, że ilość opcji do wyboru w tej sytuacji jest naprawdę niewielka. Tak bardzo, że ledwo wyczuwalna.
Tak oczy owak, lęk w pannie Steward nadal tkwił. Przed tym, że osoba ta, która ewidentnie ją kojarzy i najwidoczniej bardzo ją lubi (Molly zastanawiała się w myślach, czym sobie na to zasłużyła, jej zdaniem nie była aż nazbyt dobrą istotą), a której szesnastolatka nie poznaje, pozna jej sekret. Jej chorobę. Nie lubiła, jak inni się nad nią użalają, a przynajmniej współczują. W sumie, to pierwsze było gorszym złem od drugiego, z tego względu, że jeszcze bardziej nienawidziła okazywania jej uczuć tego pokroju przez innych. Więc wiadomo, czemu nie chciała by fakt tego, że choruje, był czymś, na czym poznają się inni. Parę osób wie o jej problemie, chociażby lekarz i przybrani rodzice... więc po co rozszerzać tę listę? Molly zna odpowiedź a to pytanie mimo że ma ono wydźwięk retoryczny.
Dała się uściskać dziewczynie, ba! - sama nawet ją przytuliła, choć bardzo lekko, z powodu szoku, że jej osoba wywołała w niej aż takie pozytywne emocje.
Kiedy już nieznajoma zwolniła uścisk, chora zrobiła to samo. Odsunąwszy się lekko od siebie, mogły teraz przyjrzeć się sobie nawzajem. Każda świdrowała spojrzeniem tę drugą. Na twarzy koleżanki Molly można było zobaczyć wielką radość, wielkie szczęście. A w oczach drugiej? Na pewno szok, dezorientację. I strach – te po części destrukcyjne uczucie, które powoli wypływało z środka i rozlewało się po niej całej. Sprawiało, że nie była w stanie się ruszyć, a tym bardziej racjonalnie myśleć a co dopiero normalnie funkcjonować. Miała nadzieję, że za chwilę wszystko wróci do normy. Czekała i czekała, ale czuła się wciąż tak samo, a jej wzrok, pełen obłędu, wpatrywał się w oczy nieznajomej, poszukując jakiejś odpowiedzi na to, kim jest, wzrokiem wyrażającym wielki, nie do opisania lęk. Mimo tego, co Molly o tym myślała, ten był bardzo wyczuwalny. Ne tyle w spojrzeniu, co też w szybkim i płytkim oddechu. Doszło pocenie się, aż szesnastolatka poczuła krople na czole. I teraz już wiedziała, że jej „koleżanka” poznała się, że coś jest nie tak. Cholera, pomyślała. Bo to nie miało wcale tak być!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ASTRID MAVOR

avatar

Rasa : CHIMERA
Wiek : 20/300
Sobowtór : NIE
Fantom : TAK
MG : BEZ PRZESADY
Liczba postów : 115
Liczba punktów : 70
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Co za spotkanie!   07.09.14 20:47

Ostatnio zauważyła, że uwielbia patrzeć na uśmiechniętych ludzi, co za tym idzie, rozmawiać z nimi. Właśnie w takiej sytuacji teraz była. I dawno, ale to bardzo dawno nie czuła się tak fantastycznie jak dzisiaj, kiedy miała przed sobą tę oto istotę-śliczną, niewinną, skromną, szaloną i niezwykle pogodną dziewczynę. Przypomniała sobie, jak gawędziły godzinami o zwyczajnym życiu oraz o tym, że Astrid powinna być bardziej uprzejma. Na samą myśl o tym zaśmiała się cicho, wciąż obserwując dziewczynę.
Chimera czuła, że coś jest nie tak, jednak nie dała po sobie tego poznać. Dotknęła jej twarzy lekko, ale pewnym ruchem, po czym spróbowała dostać się do jej umysłu, aby odgadnąć, dlaczego ona się tak dziwnie zachowuje. Niestety coś stanęło jej na przeszkodzie, gdyż nie mogła wejść. Była tam jakaś blokada, albo po prostu coś było nie tak, bo za żadne skarby świata nie mogła się przedostać do żadnej części jej umysłu. Westchnęła cicho. Dopiero kiedy dostrzegła szybsze oddychanie i świecącą od potu skórę dodarło do niej, że coś na pewno jest nie tak. Uśmiech zniknął z jej bladej twarzy. Ponownie westchnęła zastanawiając się chwilę, co powiedzieć.
- Wszystko okej? - zapytała najpierw.


Astrid Mavor
I'm like a shooting star, I've come so far and I can't go back

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://life-sucks.forumpolish.com/t93-astrid-mavor http://life-sucks.forumpolish.com/t131-astrid
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: Re: Co za spotkanie!   17.09.14 20:09

Molly wciąż trwała w wielkim stresie. Obawiała się wciąż tego samego – że jej mały wielki sekret wyjdzie na jaw. Ta dziewczyna, która najwidoczniej pamięta szesnastolatkę z czasów kiedy jeszcze skutek uboczny eksperymentu czarownic, zwany zaburzeniem pamięci, nie zawładnął jej życiem, była najwidoczniej bardzo szczęśliwa. Radosna z powodu tego nieoczekiwanego spotkania. Molly czuła w duchu, że czytała o tej osobie w zeszycie zaraz po dzisiejszym obudzeniu się. Ale nie potrafiła skojarzyć – przez brak zdjęć, a nie opisywała słownie wyglądu żadnej z osób – kim ona jest.
Dziewczyna bacznie przyglądała się pannie Steward. Chwila ta zdawała się bardzo dłużyć, a przynajmniej tej ostatniej. Milczały przez parę sekund, aż w końcu szesnastolatkę uderzyła wielka fala bólu, koncentrująca się chyba w każdej części jej głowy, Czuła go na zewnątrz, odczuwała wewnątrz. Ból narastał w swej sile, aż w końcu, kiedy doszło do jego epicentrum, zaczął powoli, acz znacząco maleć. Po jakichś dwóch minutach Molly była wolna od tego dyskomfortu. Zastanawiała się, skąd ten ból. Teraz dopiero zauważyła swego rodzaju rozczarowanie na obliczu „znajomej nieznajomej”, jak zaczęła ją w duchu nazywać. Zastanawiała się, skąd się wzięło. Nie wiedziała oczywiście, że zrezygnowanie te pochodzi z nieudanej próby czytania jej w myślach. Bo skąd Molly miałaby to wiedzieć? Nie miała również pojęcia, że czarownice, tworząc hybrydy, naznaczają je często odpornością na różne działania mocy innych. A do tego ostatniego zalicza się również wgłębianie się w umysły innych i próby – zazwyczaj udane – manipulowania nimi. Udane, ale nie w pewnych przypadkach, Jednym z tych przypadków była pewna substancja zastosowana przez czarownice w procesie tworzenia pewnej mieszanki człowieka z wampirem, czego wynikiem stała się drobna, roztrzepana dziewczyna. Molly Steward. Od tamtego czasu minęło już szesnaście lat, a czarownice wcale podobno nie nauczyły się nic na swoim błędzie, jakim było wywołanie skutku ubocznego u tego dziewczęcia. A używając w tym kontekście terminu „skutek uboczny”, wiemy o co chodzi,, prawda? Nie warto się w tej kwestii powtarzać, bo po co? Co się stało, już się nie odstanie, a szesnastoletni wynik krzyżówki musi dźwigać swój zbudowany przez czarownice krzyż.
Tak czy owak, kiedy na obliczu nieznajomej nie było już ani śladu rozczarowania, na jej twarzyczce tym razem pojawiło się coś innego. Coś na kształt niepokoju. Molly nie dziwiła się, że ta się o nią martwi, zwłaszcza jeżeli wciąć pod uwagę fakt, że widać po lejącym się pocie oraz szybkim oddechu, ale nie tylko,  że coś ewidentnie jest nie tak. Steward martwiła się o to, że Astrid będzie dociekała. Będzie chciała koniecznie się dowiedzieć, czemu jej fizyczny stan aż tak uległ zmianie. W sumie, nie dziwiła jej się, ciekawość to cecha kierująca w takiej sytuacji chyba każdą postacią. Niezależnie od tego, kim taka postać jest... Hybrydą, człowiekiem, albo jeszcze kimś innym, a nawet zupełnie odmiennym.
- Wszystko okej?
Nawet nie zauważyła, jak potencjalna znajoma otworzyła usta, z których już po chwili wylały się te oto słowa. Molly wiedziała – a przynajmniej czuła, przy czym ufała swoim przeczuciom, ale już poznaliśmy ten wątek więc nie będziemy go tutaj znowu przedstawiać – że o to zapyta. W sumie nie trzeba było być geniuszem oraz niepotrzebna jest w takiej sytuacji zdolność czytania w myślach, by to odgadnąć.
Trwała tak w tym stanie i trwała, nie wiedząc, co powiedzieć. W gardle czuła wielką, niemożliwą do przełknięcia kulę, która wciąż jakby się powiększała. Zbierało jej się na płacz, ale, całe szczęście, jej oczy nawet się nie zaszkliły. W końcu zdołała wydusić, z wielką trudnością,  jakieś słowa.
- Tak... jest okej. - powiedziała wolno, niepewnie, cichutko. Tak cicho, że nie mogła być pewna, czy ta ją usłyszała. Jakby nie usłyszała, może nawet byłoby lepiej? Ale hybryda nie chciała sobie tym głowy zaprzątać. A przynajmniej nie w tej chwili. Zdołała zredukować pocenie się i szybki oddech do minimum, ale nie zdołała usunąć tych objawów z pola widzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ASTRID MAVOR

avatar

Rasa : CHIMERA
Wiek : 20/300
Sobowtór : NIE
Fantom : TAK
MG : BEZ PRZESADY
Liczba postów : 115
Liczba punktów : 70
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Co za spotkanie!   21.09.14 12:15

/wybacz kochana, że dopiero teraz. całkowicie nie miałam weny dla Astrid. ;< w dodatku przepraszam za nieco brak składu i ładu, ale chciałam napisać dla Cb coś dłuższego ; )

Spoglądała na dziewczynę, kompletnie nie zdając sobie jeszcze w tej chwili sprawę z tego, co jest prawdziwym powodem dziwnego zachowywania Molly. Bo przecież skąd chimera miałaby wiedzieć, że Molly stała się obiektem jakiegoś durnego eksperymentu i przez to jej nie pamięta? Minęło zaledwie kilka lat od ich ostatniego spotkania, dzięki któremu nieświadomie u chimery mroczność zaczęła ulatniać się z serca. I naprawdę nie miała pojęcia, dlaczego dziewczyna tak dziwnie się zachowuje. Przez to wszystko na pewno czuła się obco przy Astrid, która była niczego jeszcze nieświadoma. Próbowała więc ponownie niegrzecznie wtargnąć do jej umysłu, jednak znów na marne. Westchnęła.
Ta chwili dłużyła się w nieskończoność, ale Astrid nie chciała niczego wymuszać na towarzyszce, gdyż wiedziała, że coś jest nie tak. Stały tak na przeciwko siebie i wpatrywały w swoje sylwetki, wymieniając się jedynie westchnieniami i krótkimi spojrzeniami w oczy. Krótkimi dlatego, że Molly napotykając wzrok chimery szybko odwracała swój w inną stronę.
Nagle dziewczyna otworzyła usta i wypowiedziała bardzo cicho "tak... jest okej". Teraz Astrid jeszcze bardziej się zmartwiła dziwnym zachowaniem dziewczyny, ale postanowiła jeszcze chwilę poczekać z jakimkolwiek osądem. Pokiwała więc głową
- Tęskniłam za tobą - uśmiechnęła się do niej mówiąc to. Miała odrobinę nadziei, że tym razem dziewczyna wypuści ze swoich ust trochę więcej słów i nieco głośniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://life-sucks.forumpolish.com/t93-astrid-mavor http://life-sucks.forumpolish.com/t131-astrid
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: Re: Co za spotkanie!   24.09.14 12:06

E tam,  nie musiałam aż tak długo czekać.

Ból.
Kolosalny, przejmujacy ból głowy. Z kategorii tych, które sprawiają, że chce Ci się wymiotować, czujesz wstręt przed zbyt janym światłem. Oto, co teraz Molly odczuwała. Podobnie, jak chwilę wcześniej, tyle że tym razem ból ten miał o wiele większą siłę i trwał nieco dłużej. Wkrótce jednak ból zmalał, ale to nie oznaczało oczywiście, że zniknął. Mały, pulsujący, tym razem bez najmniejszych odznak, że to migrena . Szesnastolatka zastanawiała się, skąd te bóle się w ogóle wzięły. Czuła, że mają to samo, podejrzane pochodzenie. Sekudny mijały w tej agonii w ślimaczym tempie. Czas dłużył się – przynajmniej hybrydzie – niemiłosiernie. Wkrótce potem zauważyła, że ta potencjalna jej znajoma przygląda jej się bacznie. Molly już wiedziała, dlaczego – otóż wzrok panny Steward sam był wbity w twarz tej dziewczyny. Przez jakiś czas brały udział w tej grze na spojrzenia. Dzięki niej Molly coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że skądś zna te dziewczę. Gdzieś w podziemiach jej swiadomości tkwiła zakorzeniona taka oto infornacja.
Kiedy hybryda wypowiedziała pewne słowa... słowa składające się na wypowiedź miającą utwierdzić znajomą-obcą w przekonaniu, że jest w porządku, a że ton wypowiedzi był taki a nie inny, chimera poznała się na fałszowości wyowiedzianych słów... nieznajoma (ale czy na pewno? Tak... raczej na pewno tak nie jest, pomyślała Molly) najwidoczniej przywołała na swoje oblicze wyraz największej troski. Może nawet nie przywołała, a taki wyraz twarzy sam jej się narzucił, by ujrzał światło dzienne. Panienka Steward nie chciała przyjąć tego do wiadomości. A mianowicie faktu, że ta się o nią chyba martwi. Zabluźniła w duszy kiedy zorientowała się, że poznaje uczucia wymalowane na twarzy delikwentki, z którą aktualnie obcowała.
- Tęskniłam za tobą
Szok. Dominujacy, wszechobecny szok. Oto, co odczuła Molly zaraz po tych słowach. I poczuła, że ten a jakże znienawidzony przez dziewczę stan znów powracał. Pociła się, w oczach miała obłęd. Wyraźnie zarysowany w jej pięknych tęczowkach. O nie... pomyślała.Wiedziała, że dziewczyna zacznie teraz się niepokoić o nią o wiele bardziej. Będzie odczuwała dziwny stan – zarówno fizyczny, jak i psychiczny – Molly. A ta tego nie chciała. W najmniejszym nawet stopniu.
Aby zakryć nieznacznie to, jak się czuła, postanowiła zachować stoicki spokój i tym samym zakryć widoczność tego jej stanu.
- A za czym, jaką cząstką mnie konkretnie tęskniłaś? - początkowe słowa wypowiedziała cicho, szybo i niewyraźnie, jednakże zmieniało się to wraz z kolejnymi głoskami. W rezultacie ostatnie wyrazy były jużdość czytelne, a tym bardziej wyrażenie ostatnie.
Oczekiwała kolejnej dawki pulsującego bólu, kumulującego się przede wszystkim w okolicach obydwóch skronii. Czekała i czekała, ale ten – nie jak na złość, bo Molly poczuła ulgę, że nic się nie dzieje – nie pojawiał się. Nie objawiał się w fizycznej części własnego ja. Za to czuła, że coś dzieje się w jej psychice, to, że myśli zaczęły być bardzo chaotyczne. Co prawda czuła to już wcześniej, ale nie zwróciła uwagi, zaślepiona pionurującym bólem. Bólem fizycznym, który zapewne już nie powróci. Ale Molly i tak nie była szczęśliwa.... bo teraz to coś dziwnego, jakaś aura pomiędzy dziewczętami, wkradała się do jej duchownej części. Pomieszanie odczuwanych zmysłów, przeobrażenie pewności siebie w strach. Na początku nieznaczny, ale już wkrótce powoli, acz znacząco wzmagający w swej sile. Myśli plątały się niczym nie zwinięta w kłębek włóczka. Ale i to przetało jej dokuczać, o zgrozo! - w tym samym momencie, gdzy ta znajoma-nieznajoma, jak szesnastolatka miała w zwyczaju ją w myślach nazywać, wywołała na swoje oblicze swego rodzaju zrezygnowanie. Zrezygnowanie... z czego, do cholery?! Molly głowiła się nad tą zagadką. Wkrótce potem, kiedy twarz rzekomo tak bliskiej jej osoby pojaśniała, uznała, że to może było złudzenie, miraż. Iluzja. Nie była pewna, czy to, co odczuwała i to, co widziała ma pokrycie w realnych wydarzeniach. Ale i tym razem wszystkie natrętne oraz jak bardzo niepotrzebne mysli wyrzuciła z głowy. Oczyściła swój umysł, pozostawiając go nieskazitelnym, a że nie da się, po prostu nie da wymazać wszystkich myśli z mózgu, gdyż zawsze trzeba o czym myśleć, zostawiła tam same miłe, pozytwne emocje, obdarowywujące Molly swego rodzaju pozytywną energią. Rodzajem energii, która była jej w tej chwili niezwykle potrzebna, chociażby żeby pokierować rozmową i własnym ciałem tak, by jej choroba nie wyszła na jaw... chociaż, przez jej myśli przemknęła jedna, która sugerowała, że byłoby dobrze, gdyby nieznajoma dowiedziała się, co jej jest. Przynajmniej wszystko by się wyjaśniło.
Molly była w kropce...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ASTRID MAVOR

avatar

Rasa : CHIMERA
Wiek : 20/300
Sobowtór : NIE
Fantom : TAK
MG : BEZ PRZESADY
Liczba postów : 115
Liczba punktów : 70
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Co za spotkanie!   25.09.14 11:38

Nie rozumiała wcale zachowania dziewczyny. Zachowywała się strasznie dziwnie. Jakby... kompletnie nie wiedziała, co się wokół niej dzieje. Astrid to wyczuwała. Chimera potrafiła ukryć swoje emocje, które nią targały, więc zaśmiała się cicho i uśmiech nie schodził z jej twarzy. W rzeczywistości, w jej głowie roiło się mnóstwo myśli. Słysząc cicho wypowiedziane zdanie z ust dziewczyny, uśmiech na chwilę znikł z jej twarzy, ale właściwie tylko dlatego, że była zdezorientowana. "za jaką cząstką mnie tęskniłaś?" serio? Czy to był jakiś żart? Westchnęła bezgłośnie próbując szybko przeanalizować to zdanie w swojej głowie.
- Molly... - podeszła krok bliżej i położyła jej rękę na ramieniu. Dobrze wiedziała, że dziewczyna dostała gęsiej skórki, w dodatku zrozumiała po jej spojrzeniu, że coś jest nie tak. Naprawdę była już przekonana, że coś musiało jej się stać pod jej nieobecność, przez te kilka lat. - Jak możesz pytać, za jakąś cząstką Ciebie tęskniłam? - zaśmiała się - Zawsze byłaś taka zabawna, nic się nie zmieniło


Astrid Mavor
I'm like a shooting star, I've come so far and I can't go back

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://life-sucks.forumpolish.com/t93-astrid-mavor http://life-sucks.forumpolish.com/t131-astrid
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: Re: Co za spotkanie!   05.10.14 15:39

Teraz to Ty powinnaś mi wybaczyć tę zwłokę. Przepraszam, przepraszam. Pisałam już, że przepraszam? No to przepraszam, że przepraszam.


Molly była szastana przez różne opcje, z których musiała wybrać jedną. A dokładniej, jej dusza cierpiała – bardzo cierpiała. Bo nie wiedziała, co zrobić. Milczeć w sprawie swojego zapomnienia i udawać, że wszystko jest okej (chociaż szczerze powiedziawszy było to bardzo trudne), czy wyjawić wszystko tej dziewczynie? Całą prawdę o tym, co się pewnego dnia z nią stało. To, co się w jej życiu, a dokładniej mówiąc, zdrowiu, wydarzyło. Za sprawą niezbyt udanego eksperymentu czarownic, zapewne młodych i a jakże niedoświadczonych w dobieraniu składników, ich przyrządzaniu oraz dawkowaniu, które co prawda zapewne nie dowiedziały i już się raczej nie dowiedzą o skutkach ich mikstury, z której wyłoniła się pewna hybryda – Molly Steward. Bo zanik pamięci nastąpił w niej nie od razu, od chwili jej zaistnienia. To się stało później, o wiele później, ale szesnastolatka nie wiedziała o tym. Nie mogła. Bo jakżeby inaczej?
Tak czy owak, wszystkie opcje do wyboru w dziewczynie szalały swoją różnorodnością. Była bezradna. Każda z możliwości niosła ze sobą zarówno dobre oraz złe skutki. Skutki, które diametralnie się od siebie różniły. I może poniekąd to właśnie dlatego było to aż tak ciekawe? Kto to wie...
A oczach Astrid widać było kompletnie niezrozumienie, któremu Molly się nie dziwiła. W najmniejszym nawet stopniu. Na jej miejscy też by tak się czuła. Przecież zachowanie panienki Steward było jednoznaczne, nie? A może wieloznaczne? To zależy od tego, jak kto patrzy. I ta ostatnia wiedziała, po prostu wiedziała, że ta jej znajoma, z którą ewidentnie łączyły ją zażyłe, jak najbardziej pozytywne emocje, wyczuwa tę dziwną, nietypową aurę.
- Molly...
dziewczyna uczyniła parę kroków, a już po ułamkach sekundy te prawie stykały się nosem. Kiedy położyła rękę na ramieniu Molly, ta ostatnia poczuła się co najmniej nieswojo. Ale nie, nie odepchnęła jej ręki. Chciała być dla niej miła zwłaszcza, że od Astrid trzymała same pozytywne reakcje, ale przede wszystkim słowa. Gęsia skórka znów zaczęła znać o swoim występowaniu. Występowaniu na ciele panny Steward. Co prawda nie wiedziała o tym, ale w oczach miała swego rodzaju obłęd, który łatwo było odczytać z jej pięknych tęczówek oraz kruczoczarnych źrenic. Czuła, jak pot przykleja cienkie ubranie do jej szczupłego ciała.
- Jak możesz pytać, za jakąś cząstką Ciebie tęskniłam?
Przez chwilę Molly zdawała się kontemplować w myślach te pytanie – które równie dobrze mogło być pytaniem retorycznym – oraz odpowiedź. Tak, ta powinna być jak najbardziej przemyślana, z tego względu, że mogłaby wypowiedzieć jakieś głupstwo. Ewentualnie wygadać się. Chociaż coraz  bliżej była tego, by... po prostu opowiedzieć dziewczynie o aktualnej sobie. O swojej chorobie. O tym, że jej nie pamięta – nie wie zupełnie, kim ta jest. I znowu szastały nią sprzeczne emocje. Dotyczące tego, którą obrać drogę. Decyzja ta nie była łatwym zadaniem. Ale cóż poradzić? Nie da się tego faktu zmienić, w tym tego, że musiała wybrać jedną z opcji spośród wachlarza wielu innych. Cierpiała z tego powodu cierpieniem niemałym.
Śmiech. Szyderczy, a może nie? Tak czy owak, Molly źle go odebrała i uznała, że ta pierwsza opcja jest bliższa prawdzie. I nawet nie wiedziała, jak bardzo się myliła. W sumie dość często błędnie odczytuje intencje innych. A że zapisała tę informację na wewnętrznej stronicy okładki, której treść jest niezmienna i którą czyta zawsze jako pierwszą, już po chwili uznała, że tak może być. Że źle ów śmiech zrozumiała. Odwrotnie oraz jak najbardziej błędnie. Dlatego wyrzuciła z głowy te podejrzenia, które były jak najbardziej błędne.
- Zawsze byłaś taka zabawna, nic się nie zmieniło
Molly wykrzywiła usta w wyrazie ewidentnego szoku. Oczy wpatrywały się w Astrid z niemałym niezrozumieniem. Ale już po chwili przywołała to, co odczuwała, do porządku, zapominając kompletnie – i prawidłowo! - o swojej pierwszej reakcji. Skoro mówi, że jestem albo chociażby byłam zabawna, to cóż, coś musi w tym być..., pomyślała. Emocje opadły i Molly – a przynajmniej żywiła takową nadzieję – wyglądała teraz nieco normalniej. Ale ta nie mogła o tym wiedzieć. Mogła tylko modlić się do Boga (a wiemy już, że Molly jest poniekąd fanatyczką religijną, mimo że herezja u niej jest na początku dziennym, a przynajmniej w pewnych aspektach wiary mono teologicznej, zwanej chrześcijaństwem), że Astrid wyczuła ową normalność w jej psychicznej części. Bo duchownej raczej nie... ale cóż, Steward nie wiedziała, że ta jej potencjalna przyjaciółka sprzed lat, umie czytać w myślach. Chociaż nawet gdyby wiedziała, nie miałaby pojęcia, że jej to się nie udało, a to zapewne przez burdel w jej głowie. Jak w damskiej torebce, zanuciła w myślach fragment piosenki pewnego polskiego zespołu muzycznego, HappySadu, którą słuchała dziś rano a tytuł traktuje o młodej zielarce oraz stanowi dość rozległy tekst.
- Cóż, cieszę się, że dobrze odbierasz moje poczucie humoru – powiedziała z wyraźnym wahaniem tkwiącym w środku każdego wypowiedzianego w tym fragmencie słowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ASTRID MAVOR

avatar

Rasa : CHIMERA
Wiek : 20/300
Sobowtór : NIE
Fantom : TAK
MG : BEZ PRZESADY
Liczba postów : 115
Liczba punktów : 70
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Co za spotkanie!   08.10.14 20:24

/o jejku, Molly, nie musisz przepraszać ; )
ps. musimy trochę to przyśpieszyć, bo Astrid rasę zmienia przy udziale Mistrza Gry.



Zaśmiała się, ale kiedy zauważyła dziwny wyraz twarzy Molly, przestała się śmiać i w ogóle przestała się uśmiechać. Patrzyła chwilę na nią, ale ona chyba wyczuła, że Astrid już wszystkiego się domyśliła, gdyż zaczęła się trząść, co chimera także zauważyła.
- Co się z tobą stało? Bo wiem, że coś jest nie tak - no i w końcu to powiedziała. Przyuważyła, że Molly wstrzymała powietrze, co było naprawdę dobrze widoczne dla kogoś takiego jak Astrid.
- Nie pamiętasz mnie nawet... - to też wiedziała i to od samego początku rozmowy z tą dziewczyną. Chciała tylko upewnić się, w jakim stopniu miała racje. Teraz tylko czekała, az dziewczyna powie prawdę. Bo po co kłamać i udawać?


Astrid Mavor
I'm like a shooting star, I've come so far and I can't go back

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://life-sucks.forumpolish.com/t93-astrid-mavor http://life-sucks.forumpolish.com/t131-astrid
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: Re: Co za spotkanie!   16.10.14 13:11

Śmiech.
Znowu ten sam, szyderczy śmiech. Jednak Molly ponownie uznała, że ponownie źle odebrała intencje śmiechu, wydobytego z gardła koleżanki. Jeszcze przez chwilę zdawała się zastanawiać, czy prawidłowo zmieniła na ten temat zdanie, ale już po chwili uznała, że tak i postanowiła więcej sobie tym głowy nie zaprzątać. Ale nie umiała tak. Po prostu nie potrafiła! Znowu jej głowę zaprzątały myśli o tym samym zabarwieniu. Była osobą, która bierze wszystko do siebie ze zdwojoną silą. A może bardziej, niż ze zdwojoną. Molly zamknęła oczy. Próbowała się wyciszyć. Usiłowała oczyścić umysł z tych wszystkich zbędnych spraw. Ale zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że nie zrobi tego do zupełnego końca. Nigdy. Bo każda istota, a zwłaszcza człowiek, nie potrafi wymazać całkowicie pamięci, pozostawiając w niej pustkę, gdyż zawsze musi być coś, co nam zaprząta głowę. Dlatego postanowiła, że zostawi w umyśle myśli dotyczące tej pięknej pogody, tego pięknego otoczenia. Skupiła się jak najbardziej mogła na tych doznaniach, ale – niestety – marnie jej to szło. Nie dawała sobie rady z natrętnymi myślami dotyczącymi tego, co się dzieje tu i teraz.
- Co się z tobą stało? Bo wiem, że coś jest nie tak
Molly, usłyszawszy te słowa, wstrzymała powietrze. Kurwa, co ja teraz zrobię?... – myślała gorączkowo. I opcja wygadania się była najbliższa ideałowi chwili. Wygadania się, co się z nią dzieje. Co się stało z nią za sprawą eksperymentu czarownic, niedoświadczonych czarownic, przez który wytworzyły twór nazwany następnie Molly Steward. Szesnastolatka znów zaczęła się obficie pocić, a drgawki przejęły władzę absolutną nad jej ciałem. To na pewno nie był komfortowy stan. Wie o tym każdy, kto kiedykolwiek tak się poczuł – albo po prostu czuje się tak teraz, jak Molly – i taki delikwent na pewno nie życzy tego innym. Oprócz stanu fizycznego, dziewczyna czuła się źle również pod względem psychicznym, co uwarunkowała konieczność podjęcia decyzji. Musiała to zrobić tu i teraz. Nie było czasu na zwłokę – i tak sporo czasu zwlekała z tym, by coś z tym zrobić. Nie cokolwiek. To musiała być jedna z opcji, przy czym pierwsza dotyczyła udawania, że jest okej, druga zaś tego, by powiedzieć dziewczynie o swoim problemie. Ale możność wybrania tego pierwszego zacierała się niczym kontury drzew, budynków oraz ludzi we mgle. Spanikowała. Bo wszystko wynikało na to, że znajoma Molly musiała się dowiedzieć, co jest jej potencjalnej przyjaciółce. Tak, przyjaciółce. Bo to, co mówiła, jak się z nią odnosiła oraz ogółem jej gestykulacja, to wszystko sprawiało, że ewidentnie łączą je przyjacielskie stosunki... a przynajmniej łączyły. Tego domyśliłby się największy głupiec świata.
- Nie pamiętasz mnie nawet... 
Tak. Teraz Molly wyprostowała się jak struna na wiadomość, że przyjaciółka – bo tak teraz będziemy nazywać Astrid z puntu widzenia tej pierwszej – sama zorientowała się, co jest powodem takiej kolei szczegółów ich przypadkowego spotkania. Ale Steward wiedziała, że przyjaciółka nie mogła wiedzieć o jej chorobie. Bo jak?
Dlatego szesnastolatka próbowała się uspokoić, i mimo że jej serce wciąż pracowało szybko, jakoś doszła do swego rodzaju ładu. Odgarnęła włosy z twarzy, wyprostowała się po raz kolejny, tym razem o wiele efektywniej. Policzyła w myślach do dziesięciu, oddychając głęboko i miarowo. Po jakimś czasie widoczne były już efekty oczyszczenia umysłu, co pod pewnymi względami można było tak nazwać.
Spojrzała przyjaciółce głęboko w oczy, które najwidoczniej oczekiwały prawdy, wylewającej się z ust panny Steward. I Molly uznała, że da jej to, na co czeka. Najpierw ułożyła w myślach treść monologu, który ma zawierać między innymi – a może przede wszystkim – wyjaśnienie tego, co należy przyjaciółce wyjaśnić. Ponownie oczyściła umysł, wyrzucając z niego to, co niepotrzebne, a zamiast tego pozostawiając w nim same myśli dotyczące koniecznych wyjaśnień.
- Tak, masz rację. - westchnęła głęboko i przejmująco. - masz rację, że nie pamiętam cię, bo... - zaczął jej się plątać język, co nie było w jej zamiarze, dlatego kolejne słowa wypowiedziała cicho, szybko i niewyraźnie, ale najwidoczniej dość zrozumiale dla Astrid - … bo choruję.
Kończąc, nie wiedziała, co jeszcze do tego dodać, ale uznała że tyle wystarczy, a więc wypowiedź ta raczej monologiem nie była.
Molly przypatrywała się przyjaciółce, czekając na reakcję. Jakąkolwiek. A gałęzie drzew uginały się pod ciężarem hulającego wiatru, a zwisające z nich zbiorowo liście wtórowały swoim podopiecznym w tym tańcu. Panienka Steward cieszyła się tą pogodą, starając się nie myśleć chociaż na chwilę, na jakie tory sprowadziła ich rozmowę. Starała się – ale nie potrafiła...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ASTRID MAVOR

avatar

Rasa : CHIMERA
Wiek : 20/300
Sobowtór : NIE
Fantom : TAK
MG : BEZ PRZESADY
Liczba postów : 115
Liczba punktów : 70
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Co za spotkanie!   16.10.14 20:09

...bo choruje. Ta część zdania najbardziej ją zszokowała. Astrid próbowała zebrać w sobie jakoś wszystkie myśli, które panoszyły się po jej głowie
- Jak to chorujesz? - wydawała się bardzo troskliwa, zmartwiona tym faktem. Nie rozumiała tylko, co za choroba sprawia, że dziewczyna jej nie pamięta? Molly nie odpowiedziała tak szybko, jak chciałaby uzyskać odpowiedź Astrid. Westchnęła patrząc na nią i czekając tylko, aż dziewczyna sama z siebie zadecyduje na szybką odpowiedź. Wiatr zaczął wiać i szumiał chimerze w uszach. Jakby nic innego nie było w stanie teraz jej zakłócić, gdyby nie fakt, że Molly przekazała jej tą straszną nowinę...
- Powiedz mi wszystko. Postaram się pomóc - dotknęła jej ramienia swoją ręką, uśmiechając się troskliwie. Naprawdę chciała jej pomóc. Tym bardziej, że rozumiała jej strach przed wszystkimi, których może nie znać/nie pamiętać.


Astrid Mavor
I'm like a shooting star, I've come so far and I can't go back

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://life-sucks.forumpolish.com/t93-astrid-mavor http://life-sucks.forumpolish.com/t131-astrid
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: Re: Co za spotkanie!   20.10.14 16:53

- Może pójdziemy na ławkę? - Molly zaproponowała – jeżeli chcesz wiedzieć wszystko, to nieco to potrwa.
Dziewczęta podeszły do zbitka drewnianych, pomalowanych na zieleń pod postacią mocno już odpryskującej z powierzchni farby, desek. Zanim spoczęły, już były świadome, że to nie będzie zbyt komfortowe. I przeczucie te się sprawdziło. Usiadły, choć szesnastolatka początkowo mocno się ociągała. Przyczyn musimy się doszukiwać w jej stanie duchowym. Po chwili można było wyczuć jej zdenerwowanie pod względem fizycznym. Wzięła kilka głębokich wdechów i wydechów, po czym jej usta powoli, acz znacząco zaczęły się otwierać i tym samym z powstałej pomiędzy czerwienią warg zaczęły wylewać się słowa. Na początku te nieco się plątały, czuła odrętwienie swojego języka, ale już po chwili przejęła pełną władzę nad nim oraz początkowej blokadzie, która zmuszała ją do milczenia.
Molly mówiła, po jakimś czasie zupełnie nie kontrolując wylewu słów, przekształcania niezbyt przemyślanych treści na słowo mówione, wydobywające się spomiędzy jej warg.
Molly mówiła, a każde wypowiedziane słowo po prostu ją szokowało, nie mogła uwierzyć, że to głośniejsza wersja tego, o czym myślała, o czym zastanawiała się, analizując, co ma takiego powiedzieć. Ale schemat ten nie był jej teraz zbytnio potrzebny. Niepotrzebny ze względu na impuls, który dyktował jej wyrażenia prosto z jej krtani. W sumie te nie były adekwatne do tego, o czym pomyślała... a przynajmniej nie bardzo, bo – nie oszukujmy się – kilka przemyślanych myśli również znalazło swoje miejsce w jej monologu.
Molly mówiła. Zaczęła od tego, kim (a może czym?) jest. Że codziennie budzi się z pustką w głowie. Nie wie, gdzie jest, co robi, a najbardziej uderzała ją świadomość, że nie miała nawet pojęcia, kim ona sama jest.
Molly mówiła. Dalej, do przodu, ujawniając kolejne fakty z jej choroby. Mówiło jej się podejrzanie lekko i sprawnie, mimo że na początku nic, kompletnie nic na to nie wskazywało. Ujęła wszystko w swoim wyczerpującym (chociaż dziewczyna żadnego zmęczenia nie czuła, ba, otrzymywała coraz więcej siły, coraz więcej energii, pozytywnej energii, którą czuła zarówno na zewnątrz, jak i w środku, i nie miała pojęcia, skąd ten stan się w jej przypadku wziął... może stąd, że wybrała najlepszą opcję z dwóch, które sobie postawiła i obiecała swojej osobie, że wybierze jedną z nich. I najwidoczniej wybrała prawidłowo!) monologu.
Molly powoli zbliżała się do końca swojej aż nazbyt długiej wypowiedzi. Aż w końcu nastała cisza. Głucha i otępiająca cisza, która wprawiała dziewczęta w nieznaczny dyskomfort, a przynajmniej robiła to z szesnastolatką, wwiercała się w przewód słuchowy, otumaniając powoli cały organizm. Molly jednak dość szybko poznała się na tym stanie, który ją obezwładniał, dlatego przerwała owo milczenie. Jeszcze tylko na chwileczkę... aż w końcu stało się. Powiedziała coś jeszcze, co uratowało dziewczyny z „opresji”.
- Dlatego chyba już rozumiesz, dlaczego cię nie pamiętam. - uśmiechnęła się kwaśno, a już po chwili nawet przez łzy. Beczała jak dziecko, za co skarciła się w duchu. Nie chciała litości... ale ją otrzymała. Podczas kiedy Molly wygłaszała mowę, przyjaciółka przypatrywała jej się z wielką dozą troski. [i[Kurwa[/i], pomyślała i całe szczęście, że słowa tego nie wypowiedziała na głos! Bo gdyby przyjaciółka to usłyszała, tylko Bóg wie, co by powiedziała, jakby się zachowała, jakby zareagowała.
Wiatr szumiał i tworzył swoistą kompozycję w kadrze z dziewczętami, otulonymi przez targane tą wielką energią natury drzewa, a raczej ich mniejsze  lżejsze elementy, takie jak liście czy też drobniejsze gałązki. Ale Molly nie zważała na to uwagi. Bardziej była zajęta rozmyślaniem, co ona takiego przed chwilą zrobiła. Żałowała tego, ale była świadoma że po pierwsze co się stało to się już nie odstanie, po drugie i tak musiałaby wybrać jedną z dwóch opcji, po trzecie wiedziała już przecież, że ta droga była lepsza od tej, by po prostu udawać, że wszystko w porządku. Ale mimo tego czuła jednak swego rodzaju wewnętrzny dyskomfort.
Molly nie potrafiła uwolnić się od poczucia winy, które z każdą sekundą narastało w swej sile. Ale dziewczyna zdążyła w miarę szybko zareagować, wyswobodziła się więc z tego uczucia w miarę szybko, zanim było za późno, zanim poczucie winy ogarnęło ją całą, niszcząc przy tym pozytywną energię, którą wcześniej – podczas wygłaszania swojego monologu – otrzymała.
Wpatrywała się teraz w przyjaciółkę. Z jej oczu oraz ogólnego wyrazu twarzy, można było odczytać współczucie i troskę. Molly nie chciała żadnego z tych dwóch. Ale starała się tym zbytnio nie przejmować, bo po co jej to? Po co jej się denerwować? Próbowała oczyścić umysł. Co prawda wyrzuciła z myśli wszystkie nie potrzebne, destrukcyjne myśli, ale oprócz świadomości, że wyszła na ofiarę... a przynajmniej w oczach przyjaciółki.
A wiatr tymczasem wzmógł się, targając ubrania obu dziewcząt, jakby chciał tej chwili nieco uroku... niestety, niezbyt mu to wychodziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ASTRID MAVOR

avatar

Rasa : CHIMERA
Wiek : 20/300
Sobowtór : NIE
Fantom : TAK
MG : BEZ PRZESADY
Liczba postów : 115
Liczba punktów : 70
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Co za spotkanie!   22.10.14 10:49

Razem z Molly udały się na ławkę, która wcale daleko nie była postawiona. Usiadła pewnym krokiem, a dziewczyna powoli zbierała się, aby usiąść. Najwyraźniej nie wiedziała, od czego zacząć, skoro ociągała się w tym wszystkim. Astrid nie ponaglała jej, ani nic z tych rzeczy. Była cierpliwa, bo doskonale rozumiała Molly.
I wreszcie dziewczyna zaczęła mówić, opowiadać wszystko spokojnie i powoli, układając w głowie wszystko, co chciała powiedzieć. Każdego ranka budzi się nie wiedząc gdzie jest, ani co robi... Astrid była tym wstrząśnięta, ale starała się tego nie okazywać. Wolała, żeby najpierw Molly wszystko jej spokojnie opowiedziała, a następnie sama zacznie coś mówić. Tak też się stało. Po chwili milczenia zebrała się w sobie, analizując wszystko jeszcze raz i uśmiechnęła się spoglądając na nią. Chwyciła ją za rękę i westchnęła.
- To wszystko musi być dla Ciebie strasznie przerażające... Budzić się każdego ranka nie wiedząc, kim się jest... - westchnęła ponownie, tym razem spoglądając na nią
- Jak mogę Ci pomóc? - zapytała


Astrid Mavor
I'm like a shooting star, I've come so far and I can't go back

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://life-sucks.forumpolish.com/t93-astrid-mavor http://life-sucks.forumpolish.com/t131-astrid
MOLLY STEWARD

avatar

Rasa : HYBRYDA
Wiek : szesnaście
Sobowtór : TAK, DWA
MG : BEZ PRZESADY
Artefakty : ELIKSIR POZWALAJĄCY CZYTAĆ W MYŚLACH
Liczba postów : 60
Liczba punktów : 42
Jest z nami od : 07/08/2014

PisanieTemat: Re: Co za spotkanie!   28.10.14 16:00

Wybacz mi tę zwłokę, ale ostatnio swoją wenę twórczą przekładałam na pisanie powieści.

Szok. Wielki, monumentalny wręcz szok. W sumie to samo uczucie w tym momencie szastało osobą Molly. Zdumiała się – w końcu znalazła w sobie dość siły na ten a jakże wyczerpujący monolog. Dziwiła się samej sobie, że odważyła się na jedną z dwóch opcji. Przecież... powinna się cieszyć? Więc dlaczego stan ten jest daleko od jej aktualnego? Zamiast tego odczuwała wiele negatywnych emocji. Emocje te miały sporawą, negatywną energię, która nie tyle że przesłaniała tę dobrą panny Steward, ale również zaczęła ją niszczyć To był sporawy akt destrukcji. Nawet można by powiedzieć, że auto-destrukcji, ale Molly nie mogła o tym wiedzieć.
Molly wzięła głęboki wdech nosem. Powietrze te powoli uszło ze szpar pomiędzy jej zębami. Spojrzała głęboko w oczy przyjaciółki, wyczytując z nich różnorakie, zmieszane ze sobą uczucia - coś na wzór współczucia oraz pewnej dozy niezrozumienia. Niezrozumienia, które powoli znikało, dając miejsce zrozumieniu. Zrozumieniu dla problemów szesnastolatki. A raczej problemów, chociaż w sumie, gdyby się nad tym głębiej zastanowić, okaże się że ta choroba Molly, będąc problemem samym w sobie, niesie za sobą wiele innych kłopotów. Taka nielogiczna matematyka, bo jeżeli sumujemy ze sobą parę kawałków, każdy z kawałków musi być mniejszy od wyniku tego działania. A tutaj tak nie było. Problem główny był tak samo sporawy, jak cząsteczki, na jakie się rozpadł. Cząsteczki o takiej samej objętości co samo zagadnienie choroby Molly, a każda z nich stanowiła kolejny problem.
Molly poczuła dotyk na skórze swojej dłoni. Dotyk kojący, ciepły i subtelny. Spojrzała przestraszona w tym kierunku, a strach ulotnił się prawie natychmiast. To był dotyk przyjaciółki. Trzymając ją, wypowiedziała kolejne słowa:
- To wszystko musi być dla Ciebie strasznie przerażające... Budzić się każdego ranka nie wiedząc, kim się jest... 
- Owszem, jest to straszne. - siliła się na ostry ton, by nie pokazywać, że się nad sobą użala. Wkrótce potem mocno pożałowała, że tak się do niej odezwała. Przecież Astrid chciała dla niej jak najlepiej, nie? I panna Steward powinna to docenić. A przynajmniej... postarać się. To leżało w tej części usposobienia każdej żywej istoty, która odpowiadała za wdzięczność.
- Jak mogę Ci pomóc? 
Molly nie odpowiadała przed dłuższą chwilę. Zbierała myśli – a przynajmniej tak można było uznać po jej minie i wymownym milczeniu. Znowu głęboko westchnęła, a wena nagle uderzyła do jej umysłu. Sprawiła, że szesnastolatka wściekła się. Z pomiędzy jej bladych, cienkich warg wypłynął potok następujących słów.
- Nie możesz pomóc. Rozumiesz? Czy to w ogóle do Ciebie dociera? Nie zmienisz kolei rzeczy! Tego, że czarownice, które mnie stworzyły, były niedoświadczone w tym fachu i to przez zbiór ich omyłek po jakimś czasie stało się to, że zachorowałam. Że codziennie budzę się z nowym kontem. Nie wiesz, jakie to paskudne uczucie. I raczej nigdy nie będzie ci dane tego doznać. Uwierz mi. Więc proszę cię, nie mów żadnych mądrych słów, które powszechnie są uznawane za pomocne i leczące duszę. Bo to tylko puste słowa. Nienawidzę słowa pisanego i mówionego, bo one nic ze sobą nie wnoszą! Nienawidzę, bo jestem na nie skazana. To od nich zależy, jak zrozumiem starannie opisany dzień poprzedni. Poza tym czytając, nie doznam uczuć, emocji i wrażeń z dnia poprzedniego. Owszem, będę wiedziała co robiłam, kogo poznałam. Ale uczucia są zbyt kruche i ulotne, żeby móc je doznać, czytając jedynie słowa opisane na gładkim papierze.
Molly westchnęła głęboko. Zamknęła oczy, po czym otworzyła je. I dopiero teraz dotarło do niej, co zrobiła, co powiedziała. Powiedziała istocie, która chciała dobrze. Mimo, że nie wie kompletnie, z czym szesnastolatka się na co dzień boryka. Ale miała dobre intencje! To się liczy!
- Prze... przepraszam. Naprawdę, bo... - poczuła, że zbiera jej się na płacz, ale uspokoiła się i uznała, że łzy raczej nie popłyną po jej policzkach. - bo ja nie wiem, co we mnie wstąpiło. Wybacz.
A wiatr wtórował tej początkowo naszpikowanej emocjami, następnie zaś pełnej smutku chwili. Szastał wszystkim dookoła, a gwizd zdawał się być chórem w scenie tej pseudo-tragedii. Molly nie patrzyła w oczy przyjaciółki. Nie po tym wszystkim, co jej wygarnęła... czuła się z tym nad wyraz głupio. Ale za to czuła, że Astrid ma wlepione wzrok w dziewczynę i chyba próbuje wykrzesać w gardle jakieś słowa. Słowa, słowa... puste, nic nie znaczące słowa. A zwłaszcza te utrwalone na papierze, bo nie da się za ich pomocą odwzorować żadnych emocji.
Molly modliła się w duchu, by dziewczyna jej wybaczyła, bo teraz, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej (oraz zapewne również później) potrzebowała ciepła emanującego z faktu, że dwie osoby są obok są obok siebie. I się wspierają, a co ważniejsze – rozumieją, a jeżeli nawet nie, to próbują się zrozumieć...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ASTRID MAVOR

avatar

Rasa : CHIMERA
Wiek : 20/300
Sobowtór : NIE
Fantom : TAK
MG : BEZ PRZESADY
Liczba postów : 115
Liczba punktów : 70
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Co za spotkanie!   03.11.14 15:41

Wsłuchując się w każde słowo, wypowiedziane przez Molly, Astrid zrozumiała, że dziewczyna była tak strasznie potraktowana magią, że naprawdę nie może jej pomóc. A tak bardzo chciała sprawić, aby ten ból od niej odszedł. Przecież była niewinna! A na dodatek niczego nieświadoma o świecie nadnaturalnym... Teraz nawet nie wie, jak się nazywa
- Tak strasznie mi przykro - nie wiedziała co ma powiedzieć, ani jak jej pomóc, a tak strasznie chciała...
Magia była potężną bronią dla walczących ze złem, ale starała się także ogromnym wrogiem dla nas samych. I tutaj patrząc na tą skromną, smutną dziewczynę widzimy, że stała się wrogiem dla ludzkości... W ogóle Ci, którzy władają taką silną magią, powinni posiadać kaganiec... Tak nie powinno się postępować!
- Próbowałaś jakoś... zauroczenia od wampirów? - to przecież była jakaś myśl, no ale nie była pewna, co mogłoby to wszystko spowodować?


Astrid Mavor
I'm like a shooting star, I've come so far and I can't go back

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://life-sucks.forumpolish.com/t93-astrid-mavor http://life-sucks.forumpolish.com/t131-astrid
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Co za spotkanie!   

Powrót do góry Go down
 

Co za spotkanie!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Stare Opuszczone Mieszkanie
» Romantyczne (choć i nie) spotkanie przy pełni księżyca!

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Life Sucks When You Are Ordinary :: Na uboczu :: Wickery Bridge-