IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  Zaloguj  

Share | 
 

 EVENT: Pożegnanie lata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
MELODY GREY

avatar

Cytat : The world is not enough
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 20 lat
Sobowtór : NIE
Fantom : NIE
MG : TAK
Liczba postów : 69
Liczba punktów : 107
Jest z nami od : 26/08/2014

PisanieTemat: EVENT: Pożegnanie lata   26.09.14 18:26

POŻEGNANIE LATA




Wysokie drzewa o smukłych, ciemnych pniach i gęstych koronach. Liście leniwie opadające na wilgotną ściółkę i tworzące zalążki różnobarwnego dywanu, który miał się pojawić już wkrótce. Wszystko to otaczało niewielka polankę- miejsce dzisiejszej imprezy.
Długa drewniana kładka, zabezpieczona poręczami, ciągnęła się nad podmokłym terenem, umożliwiając przeprawę nad strumykiem. Rozpoczynała się tabliczką przy głównym szlaku, odbijając w prawo. Drogę znaczyły lampki, rozświetlające ciemność nocy.
Gdy drzewa nieznacznie się rozrzedzały, ukazując skrawek rozgwieżdżonego nieba, pojawiało się również więcej lampionów. Miejsce, na co dzień służące turystom za przystanek na drugie śniadanie, teraz zmieniło się nie do poznania. Emanowało ciepłem oraz tajemniczością. Drzewa połączono różańcem delikatnych świateł, a na środku rozpalono sporych rozmiarów ognisko. Stoliki campingowe wykorzystano do szwedzkiego stołu, ustawiając na nich przekąski. Jacyś naiwni uczniowie, którzy mieli tego pecha spotkać Melody, obsługiwali beczułki z alkoholem. Z bliżej nieokreślonego miejsca płynęła muzyka i prawdę mówiąc, tajemnicą było to, jak pannie Grey udało się zabrać piosenki na zadupie pozbawione prądu.
W równie zagadkowy sposób większość mieszkańców dostało sms’y. Pominięto tylko władze miasteczka, mogące przeszkodzić w owym evencie, który zresztą był nieco ponad prawem.
Balanga w samym sercu dziczy. Jak wiele osób zagubi się w otaczającym to magiczne miejsce borze?
Czekają nas niespodziewane zwroty akcji i momenty, których mieszkańcy Mystic Falls nie zapomną przez długi czas?

Co się wydarzy tej nocy?

.................................................................................................................................

Data rzeczywista: piątek, 26.09.2014 godzina 19:00 - do ostatniego gracza
Data fabularna: piątek, 26.09.2014 od godziny 19:00 do 6:00 rano kolejnego dnia
Pogoda: odczuwalny chłód wrześniowego wieczoru, bezchmurne niebo, sierp księżyca doskonale widoczny, tak samo jak gwiazdy.



MIŁEJ ZABAWY!



MELODY GREY
Poczułam jej strach, zanim usłyszałam, że krzyczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
NORIKO MIZUSHIMA

avatar

Cytat : In revenge and in love woman is larger barbarian than the man.
Rasa : LISOŁAK
Wiek : 19/2419
Sobowtór : NIE
Fantom : NIE
MG : TAK
Liczba postów : 8
Liczba punktów : 28
Jest z nami od : 20/09/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   26.09.14 18:56

Cóż, tak całkiem niedawno Noriko przybyła do miasta a już dostała zaproszenie na imprezę. No cóż, może to znajomości ze szkoły coś jej w tym pomogły? Było to całkiem możliwe. No ale nie zastanawiała się nad tym zbytnio, bo trzeba było się szykować. W końcu taka impreza mogła zawsze się na coś przydać, czyż nie?
Specjalnie na tę okazję przygotowała sobie ten strój, dopasowała makijaż i wyprostowała swoje długie, kruczoczarne włosy. Do  torebki włożyła jeszcze parę potrzebnych rzeczy i już była gotowa na wyjście. Siostra siedziała w pokoju, a Nori uprzedziła ją, że idzie na imprezę. Raczej nie powinna wychodzić, ale nie mogła wiecznie trzymać jej na smyczy. W końcu tak niewiele do rytuału zostało, że już mniejsza, co tam robiła.
Dotarcie na miejsce nie zajęło kitsune jakoś dużo czasu. Postąpiła zgodnie z instrukcjami oraz posłużyła się swoimi wyostrzonymi zmysłami. Kiedy dotarła w miejsce docelowe, nie mogła powstrzymać zdumienia. Ktoś naprawdę się postarał. Noriko potrafiła to docenić. Od razu podeszła do stolika z przekąskami i złapała pierwsze lepsze coś, co nadawało się do jedzenia. Wrzuciła to do ust i dokładnie przeżuwając, rozejrzała się dookoła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://life-sucks.forumpolish.com/t330-noriko-mizushima#2517 http://life-sucks.forumpolish.com/t158p30-dianowe-relki-xd#2530 http://life-sucks.forumpolish.com/t334-noriko#2535
AINSLIE SILVER

avatar

Cytat : "Per aspera ad astra - przez ciernie do gwiazd."
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 26
Sobowtór : NIE
Fantom : NIE
MG : TAK
Liczba postów : 22
Liczba punktów : 70
Jest z nami od : 30/07/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   26.09.14 19:07

//Dom
I nareszcie panna się choć trochę ogarnęła. Ileż można się rozpakowywać? A, widać, można. Przynajmniej, w jej wykonaniu. Wszystko pedantycznie rozpakowała, jako, iż podobnież jak wielu innych, przeprowadziła się dopiero co z Nowego Orleanu do Mystic Falls. Nie wiedziała jedynie, choć mgliście przeczuwała, że to z pozoru niewinne amerykańskie miasteczko - tylko z pozoru jest niewinne. Być może wkrótce się panna przekona, acz nie uprzedzając faktów... Rude jak ogień włosy uczesała w warkocz. Do tego czarna długa wyjściowa sukienka, w której się nie czuła pewnie. Lecz próbowała nadrobić miną. Jak zwykle. Najlepiej się czuła w bluzie i tak zwanym "dresie". Weszła nieśmiałym krokiem do lasu. Dowiedziała się wcześniej o imprezie z licznych ogłoszeń i tak zwaną pocztą pantoflową.
Zauważywszy jedyną na razie obecną tu istotę, uśmiechnęła się nieśmiało i skinęła na powitanie głową. Nie chciała się wtrącać za bardzo, toteż udała się na drugą część polanki siadając wygodnie na jakimś kawałku pniu. Zmrużyła oczy, ani na chwilę nie tracąc czujności. Lubiła lasy aczkolwiek o tej porze mogły być bardzo ryzykowne takie wędrówki. Jako, iż wzięła głównie letni strój, po paru minutach gdy trochę zrobiło się jej zimno, podeszła i usiadła tuż przy ognisku, aby ogrzać ręce. Dyskretnie obserwowała okolicę, acz zapatrzyła się przy okazji w wesołe płonące płomyki. Bardzo przepadała za ogniskami i w dodatku - klimatycznymi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://life-sucks.forumpolish.com/t225-ainslie-silver http://life-sucks.forumpolish.com/t273-relacje http://life-sucks.forumpolish.com/t274-ainslie
DAMON SALVATORE

avatar

Cytat : JUST LAUGH AND LET IT GO
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 22/175
Sobowtór : TAK, JEDEN
Fantom : TAK
MG : TAK
Liczba postów : 145
Liczba punktów : 77
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   26.09.14 19:16

Damon myślał sobie, że zdecydowanie za wiele się dzieje. Kiedyś, kiedy jeszcze był młody - bo jako stusiedemdziesięcioletni nadprzyrodzony twór, chyba za młodego mimo przyzwoitego wyglądu uznać się nie mógł - marzył o przygodzie, jak wielu niedoświadczonych mężczyzn. I w końcu zaczęło się dziać. Katherine Pierce pojawiła się w mieście, młodzieńczy poryw namiętności, jedno z pierwszych poważniejszych uczuć. Stał się wampirem. Chyba wtedy zaczęła się ta szalona spirala przypadku. Dopadła go klątwa nieśmiertelności. Przeszedł jej łańcuch już raz, a teraz zaczynał go od początku. Nie pobył wampirem zbyt długo. Zanim jednak przestał nim być przez dłuższą chwilę myślał, że to już koniec. Że coś się w tym jego niewiarygodnym szczęściu popsuło. Ile razy umykał śmierci? No właśnie. Był pewien, że tym razem się nie uda. Że nigdy nie powróci już z Drugiej Strony. Ale i jego, i Stefana uratowano. Kolejny raz oszukali przeznaczenie. To właśnie przez bycie człowiekiem ciemnowłosy wpadł teraz w taką melancholię. Pech chciał, że akurat odbywało się ognisko, a Damon Salvatore zawsze musiał być tam, gdzie coś się działo.
Nie mówiąc już o tym, że musiał w końcu napisać coś nowego w swojej książce, a nic nie przynosiło mu więcej weny, niż nostalgiczne użalanie się nad sobą.
Znalazł się na miejscu, zauważając ze zdumieniem, że ogień jest jeszcze w wyznaczonym do tego miejscu, nie zagrażając nikomu, bo nieodpowiedzialna młodzież nie zdążyła jeszcze zaprószyć ognia tam, gdzie nie byłby on mile widziany.
Salvatore usiadł na trawie pod drzewem, nalawszy sobie uprzednio drinka. Nie dbał o to, że jego czarne spodnie zostaną wzbogacone wizualnie o zielone plamy na dupie. Zapalił papierosa, stawiając szklankę z alkoholem po swojej lewej stronie. Spojrzał w niebo, nie myśląc przez chwilę o niczym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CAROLINE FORBES

avatar

Rasa : WAMPIR
Wiek : 17/18
Sobowtór : NIE
Fantom : NIE
MG : BEZ PRZESADY
Liczba postów : 17
Liczba punktów : 31
Jest z nami od : 18/09/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   26.09.14 19:28

Po tym, co działo się dwie noce wcześniej, nie wiedziała, czy miała na pewno ochotę na jakąkolwiek imprezę. Co prawda zawsze pojawiała się na ważnych wydarzeniach tego miasta, w końcu była raczej popularną osobą, jednakże tyle się wydarzyło, że nie wiedziała cóż ze sobą począć. Najpierw ktoś jej wyjechał o byciu niewolnikiem, później porwanie, sprzedaż! Jak można było ją tak potraktować? A później Klaus... Pojawił się znikąd, ocalił ją.
Caroline spojrzała na bransoletkę, która spoczywała na jej lewym nadgarstku, którą to kazał jej włożyć tamtej nocy, by zapieczętować jego słowa. Była jego. Dotknęła delikatnie palcem prawej dłoni grawerunek, jego imię. Po chwili jednak westchnęła i rozejrzała się. Była już praktycznie przed miejscem imprezy. Była tak ubrana. Gdy się otrząsnęła, wkroczyła pewnym krokiem w tłum ludzi, po czym uśmiechnęła się na przywitanie do wszystkich, wzięła kubek z trunkiem i stanęła pod drzewem, o które oparła się plecami i rozglądała się po zebranych. Ciekawe, co ją tego dnia spotka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://life-sucks.forumpolish.com/t318-caroline-forbes#2457 http://life-sucks.forumpolish.com/t321-come-and-play-with-me#2463 http://life-sucks.forumpolish.com/t322-caroline-s-phone#2464
LUCY FILDCHILD

avatar

Fantom : NIE
Liczba postów : 7
Liczba punktów : 29
Jest z nami od : 16/09/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   26.09.14 19:40

Powiedzieć, że była zaskoczona gdy dostała SMS z informacją o imprezie, to mało. Przeżyła prawdziwy szok i przez długi czas wpatrywała się w ekran telefonu zastanawiając się kto i dlaczego ją zaprosił. Była jeszcze całkiem nowa w mieście, znała niewiele osób, a jeszcze mniej posiadało jej prywatny numer.
Nie mniej jednak w wyznaczonym dniu, ubrana w wygodne acz eleganckie dżinsy i bawełnianą bluzkę z długim rękawem oraz fioletowe trampki, oczywiście nie zapominając o ciepłej kurtce, w końcu wieczór nie należał do najcieplejszych, zjawiła się na leśnej polanie. Rozglądała się wokół szukając tych nielicznych znajomych twarzy i jednocześnie podziwiając sposób w jaki została na ten wieczór przystrojona polana. Nawet bez wskazówek by tu dotarła, bo miejsce było na prawdę pięknie przystrojone, a do tego w tle jakimś cudem leciała muzyka.
Niepewnie podeszła do Noriko, ponieważ ją jedyną w tym tłumie choć odrobinę znała.
-Witaj-uśmiechnęła się do dziewczyny trochę nieśmiało, ale bardzo ciepło.
-Ktoś się bardzo postarał-skomentowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MARGARET DANKAN

avatar

Cytat : I'M JUST A CRACKPOT
Rasa : WAMPIR
Wiek : 25/135
Sobowtór : NIE
Fantom : NIE
MG : TAK
Liczba postów : 24
Liczba punktów : 73
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   26.09.14 19:46

Ktoś mógłby powiedzieć, że niewolnikom nie pozwala się na melanże. Na szczęście Dankan nikt jeszcze nie wykupił. Miała zresztą nadzieję, że to nie stanie się szybko. W końcu ten przydział nie był stricte taki jak można byłoby pomyśleć - Mystic Falls, mimo zmian, jakie w nim zaszły, wciąż nie było Mrocznym Wymiarem. I dobrze.
Margaret z całym swoim wrednym, podłym, upierdliwym charakterkiem, postanowiła uprzykrzyć życie całej ludzkości i poświęcić tę noc na odstresowywanie się na ognisku. W końcu po to były te żałosne spędy ludzi, wampirów i innych nadprzyrodzonych. Mogła z tego skorzystać. Nie mogła przecież nieustannie siedzieć w domu, albo w pracy i dręczyć się myśleniem o tym, co dalej. Wiedziała dobrze, że dalej nigdy nie czekało nic ciekawego, ani tym bardziej dobrego.
Oparła się o beczkę z alkoholem, nalewając sobie trunku. Była niemal pewna, że to wszystko skończy się po prostu kolejnym rozdziałem nudy w jej życiu. Kiedy nie było nudy, było zło, albo dobro, co po tylu latach również stało się w końcu nudą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
GABRIEL MACHT

avatar

Cytat : RED LIKE JUNGLE BURNING BRIGHT
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 29
Sobowtór : NIE
Fantom : NIE
MG : TAK
Liczba postów : 26
Liczba punktów : 75
Jest z nami od : 12/07/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   26.09.14 19:50

Gabriel był zwykłym, szarym człowiekiem pośród tych wszystkich nadprzyrodzonych, o których istnieniu nie miał pojęcia. Nie wiedział również, że został wytypowany na kata, który czynił go bezpieczniejszym niż co po niektórych tutaj. Niektórzy powiadają, że wiedza jest bogactwem, inni że to niewiedza stanowi błogosławieństwo. Różnie to bywało, w każdym przypadku inaczej. U Machta chyba jednak lepiej było nie ogarniać o co chodzi. Przynajmniej on nie ogarniał i nie wychodził na tym wcale najgorzej.
Jako że był dość bystrym obserwatorem, a przynajmniej za takiego się uważał nawet jeżeli było to niezgodne z prawdą, przyjrzał się ludziom obecnym na imprezie. Nie byli chyba w najlepszych humorach, nawet jeżeli z powodzeniem udawali coś innego. To go trochę pocieszyło, bo sam również radością nie kipiał. I nie zamierzał odgrywać przedstawienia, mającego na celu udowodnić, że jest inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MELODY GREY

avatar

Cytat : The world is not enough
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 20 lat
Sobowtór : NIE
Fantom : NIE
MG : TAK
Liczba postów : 69
Liczba punktów : 107
Jest z nami od : 26/08/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   26.09.14 20:01

Melody była wniebowzięta. Przechadzała się pomiędzy stadem radosnych ludzi, cieszących się zabawą oraz darmowym żarełkiem. Nawiązywała nowe znajomości i wymieniała plotkami z niektórymi bardziej skorymi do rozmów osobami.
Z racji tego, że pozostawiła ukochany motocykl w domu, mogła raczyć się alkoholem, aż nie padnie nieprzytomna gdzieś w krzakach. Zresztą właśnie to miała zamiar zrobić. Upić się do nieprzytomności, rzucając w wir całkowitego zapomnienia. Kontrolując jeden z punktów poboru napoi, zwinęła wypełniony po brzegi kubek z piwem i wypiła połowę za jednym zamachem. Alkohol- czy mogło być coś lepszego?
Przesunęła się bliżej ogniska i usiadła na jednym z kilku pieńków, ustawionych jako siedziska. Mimo, że była ubrana dość ciepło, ogień przyjemnie ogrzał jej policzki. Wystarczyła chwila, by zaczęła się uroczo rumienić. Odbicie płomieni tańczyło w jej brązowych tęczówkach, a ona sama nie mogła pozbyć się delikatnego uśmiechu. To wszystko kosztowało ją sporo pracy, ale chyba warto było. Wsłuchując się w rytmy Fall Out Boy, obserwowała żarzące się polana. W zadumie upiła łyk alkoholu, rozważając dołączenie do tej części imprezowiczów, którzy w najlepsze tańczyli gdzieś nieopodal. Albo raczej wykonywali marną imitację tańca, przeskakując z nogi na nogę, wyrzucając ręce w powietrze jak stado dzikich małp i krzycząc poprzekręcane słowa piosenki. Ehhh... Ważne, że się dobrze bawili.



MELODY GREY
Poczułam jej strach, zanim usłyszałam, że krzyczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
REBEKAH MIKAELSON

avatar

Cytat : GO AHEAD. LAUGH AT THE GIRL WHO LOVED TOO EASILY
Rasa : WAMPIR
Sobowtór : NIE
Liczba postów : 11
Liczba punktów : 47
Jest z nami od : 14/09/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   26.09.14 20:06

Rebekah dawno nie była w mieście. Znając życie nikt nawet nie zauważył, że jej nie było. Ona oddała się osobistej korzyści i samorozwojowi, podróżując, oglądając świat, który przez tysiąc lat życia już kilkukrotnie widziała. Ten jednak dynamicznie się zmieniał i nie było żadnego powodu, dla którego obejrzenie go po raz kolejny mogło okazać się bezcelowe. Zawsze można było dostrzec coś nowego, poznać jakiś nowy obyczaj, czy coś. Nikt lepiej od Mikaelsonówny nie wiedział, że ludzi z Mystic Falls nie obchodziło, czy ktoś z tutejszej populacji akurat ubył, czy przybył.
Kiedy wróciła, usłyszała, że organizowane jest ognisko. Postanowiła przyjść, chociażby po to, żeby zobaczyć ile przegapiła podczas swojej nieobecności. Prędko okazało się jednak, że nawet jeżeli było tego całe mnóstwo, to tak naprawdę było to tak bez znaczenia, że tego nie było. Dopiero niebawem Rebekah miała dowiedzieć się o prawdziwych zmianach, które się tu dokonały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
IDA MIKAELSON

avatar

Rasa : WAMPIR
Wiek : 18/996
Sobowtór : NIE
Fantom : NIE
MG : NIE
Liczba postów : 19
Liczba punktów : 53
Jest z nami od : 15/09/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   26.09.14 21:03

Ida siedziała w swoim ulubionym ogromnym fotelu z książką w dłoni nogi miała podkulone i całkowicie dała się wciągnąć w akcję powieści którą prawie że znała na pamięć. Nagle ciszę przerwał dźwięk jej komórki.
Automatycznie podniosła wzrok znad lektury a jej brew powędrowała do góry. Kto też mógł do niej napisać. Zostawiła książkę na oparciu fotela i podeszła wolnym krokiem do stolika na której leżał telefon
Nadawca nie znany. Ale treść wiadomości całkiem obiecująca. Idzie od jakiegoś czasu wyraźnie brakowało rozrywki więc czemu miała by zignorować zaproszenie ?
Stanęła przed drzwiami swojej garderoby z myślą o tym że kiedy jeszcze trwało jej ludzkie życie nie było tak łatwo poinformować kogokolwiek o czymkolwiek, pisało się listy i tygodniami czekało na odpowiedź !  Teraz potrzeba było zaledwie kilku sekund. Wszystko się zmienia...
Tak samo jak strój Idy. Po kilku minutach ubrana była już w czarne jeansy rurki, wiązała czarne skórzane buty za kostkę na niezbyt wysokim i bardzo solidnym obcasie ! Czarny prosty top zakryła czarną dopasowaną kurtkę a na szyję zarzuciła chustkę, w końcu noc nie miała być zbyt ciepła a chusta w razie potrzeby mogła służyć jako koc.
Tak też po chwili wychodziła już z domu. W dłoni trzymała niewielki pakunek.
Nie zajęło jej wiele czasu trafienie w odpowiednie miejsce. Z daleka dało się słyszeć wesoło igrający ogień i pierwsze nieśmiałe rozmowy.
Jeszcze za mało wypili... - pomyślała, cóż tak to już było niektórzy potrzebowali odpowiedniej ilości drinków aby język im się rozplątywał.
W końcu wyłoniła się spomiędzy drzew swym bacznym spojrzeniem błękitnych oczu lustrując zgromadzone w tym miejscu towarzystwo.
Głośnym gwizdnięciem zupełnie nie przystającym damie pochwaliła pracę organizatora imprezy.  Po krótkim rozeznaniu namierzyła gospodynię. Nie trudno było poznać że to jej sprawka. Kręciła się po terenie i zagadywała do wszystkich dodatkowo co chwilę ktoś do niej podchodził. Wypadła się przywitać tak więc Ida zbliżyła się spokojnym krokiem do Melody.
- Cześć. Dzięki za zaproszenie. -  Jednocześnie rzuciła w stronę dziewczyny pakunek z drobiazgiem z którym wyszła z domu. W końcu nie wypadało wbić na imprezę bez jakiegoś drobiazgu dla gospodyni. Nie prawda?






Normalna sprawa
naucz się udawać ,
mów że się nie przejmujesz,

niech nikt się nigdy nie domyśli nawet,
co tak naprawdę czujesz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MELODY GREY

avatar

Cytat : The world is not enough
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 20 lat
Sobowtór : NIE
Fantom : NIE
MG : TAK
Liczba postów : 69
Liczba punktów : 107
Jest z nami od : 26/08/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   26.09.14 22:01

Właśnie dopijała piwo, nawiązując kontakt wzrokowy z jakimś cholernie seksownym brunetem, gdy usłyszała obok siebie kobiecy głos. Chwilę później jedynie refleks uratował ją przed oberwaniem niewielkim pudełeczkiem. Prezent? Dla niej? Nie trzeba było, ale skoro nieznajoma tak nalega...
Naiwnie jest sądzić, że Melody sama wysyłała zaproszenia. Sms'a dostał każdy , kto był w zasięgu miasteczka. Zresztą odpowiadał za to system wymyślony specjalnie na tego typu imprezy i wiadomości rozsyłał znajomy "informatyk" Grey.
Jednak czemu miałaby nie skorzystać z niewiedzy innych? Właściwie, to kto jeszcze kultywował tradycję przynoszenia podarunków na imprezy?
Mel wstała i odstawiła niemal pusty kubek na pniak, który jeszcze przed momentem zajmowała. Przyjrzała się najpierw nieznajomej, a następnie pudełeczku w swojej dłoni.
- Wow, dzięki. Nie musiałaś.- jej ton głosu był niepewny i trochę nerwowy. Głównie dlatego, że nigdy nie wiedziała, jak się zachować, gdy dostawała prezenty, zwłaszcza tak drogie. A ten wyglądał na dość wartościowy. Widziała w swoim życiu wiele cennych przedmiotów, choćby w posiadłości ojca, lecz wciąż znała wartość pieniądza.
Nie była przekonana co do tego, czy powinna przyznawać się, że nie zna imienia ciemnowłosej. W końcu jednak postanowiła się przedstawić, tak dla samej zasady.
- Melody Grey, cieszę się, że przyszłaś. Poziom tej imprezy znacznie się podniósł.- skwitowała wszystko przyjaznym, szczerym uśmiechem. Nie mogła powstrzymać się od zerknięcia w stronę Caroline, która skryła się przy jednym z drzew. Usta Didi wygięły się na moment w grymasie pogardy, jednak zaraz potem zwróciła na powrót swój wzrok na pakunek i ostrożnie go otworzyła.
- Mój borze. Mój wielki, zielony borze. Jest śliczna, dziękuję.- faktycznie, bransoletka przypadła Grey do gustu. Była delikatna, acz elegancka. Idealnie wyważona. Zamknęła pudełeczko i wsunęła je do kieszeni, nie mając serca szpecić coś tak pięknego, swoją luźną koszulą i jeansami.
- Przyszło więcej ludzi, niż przypuszczałam.- przyznała, starając się podtrzymać rozmowę. Coś jej mówiło, że znajdą wspólny język.



MELODY GREY
Poczułam jej strach, zanim usłyszałam, że krzyczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
IDA MIKAELSON

avatar

Rasa : WAMPIR
Wiek : 18/996
Sobowtór : NIE
Fantom : NIE
MG : NIE
Liczba postów : 19
Liczba punktów : 53
Jest z nami od : 15/09/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   26.09.14 22:27

Ida zaśmiała się krótko. No tak nie musiała ale chciała. Przecież to był tak przyjemny zwyczaj. Dobrze wiedziała że teraz już bardzo słabo kultywowany ale co tam jak się żyje prawie tysiąc lat to ma się te swoje przyzwyczajenia.
Po za tym jak by nie było Ida bardzo lubiła oglądać zachwyt na twarzach obdarowywanych osób. Szczególnie ten szczery a nie udawany. Wiecie jak to jest ? Przynosisz komuś, coś a tu dupa nie udało ci się wstrzelić w jego gust, ba a mimo wszystko ten ktoś się cieszy to jest zagadka ludzkości ! Póki co Idzie prawie zawsze udawało się trafić w gusta gospodarzy szczególnie że zazwyczaj obdarowywała gospodarzy czymś co jej samej się podobało a jeśli nie miała pomysłu była to po prostu butelka jakiegoś dobrego alkoholu co zawsze się sprawdza. W tym konkretnym przypadku intuicja nie zawiodła jednak panny Mikaelson.
- Ida Mikaelson , też się cieszę i liczę na dobrą zabawę. - wprawne oko wampirki podążyło za wzrokiem gospodyni imprezy i padło na jakiejś dziewczynie o blond włosach. Nie trudno było się domyślić że Grey nie pałała do niej zbytnią sympatią.
- A ta to co to za jedna? Chyba nie była na twojej liście gości honorowych co? - może z tej okazji kroiła się jakaś rozruba ? Mała bójka mogła być nawet ciekawym przerywnikiem między kolejnymi drinkami.
Reakcja dziewczyny na podarunek całkowicie Idę rozbawiła.
- Serio wystarczy Ida, do Boga raczej mi daleko. - zaśmiała się wesoło, no proszę ledwie się pojawiła już ją mają za baga... Znają się tu na ludziach !
- Masz rację całkiem spory tłum się zebrał, ale to jest pierwszy zwiastun dobrej zabawy. - puściła brunetce oczko.






Normalna sprawa
naucz się udawać ,
mów że się nie przejmujesz,

niech nikt się nigdy nie domyśli nawet,
co tak naprawdę czujesz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
AINSLIE SILVER

avatar

Cytat : "Per aspera ad astra - przez ciernie do gwiazd."
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 26
Sobowtór : NIE
Fantom : NIE
MG : TAK
Liczba postów : 22
Liczba punktów : 70
Jest z nami od : 30/07/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   27.09.14 9:49

Hmm...rozejrzała się dyskretnie po dłuższym zamyśleniu. Trochę się wyziębiła od siedzenia w tej samej pozycji. Od urodzenia miała kłopoty z niskim ciśnieniem. Obserwowała nadal dyskretnie coraz to nowe przybyłe osóbki. Co ciekawe, nie wszystkie się chyba lubią - ciężko rudowłosej było ukryć nagły dreszcz na ostatnie słowa wypowiedziane przez nieznajomą ...coś o jeszcze lepszej zabawie? Można by to zinterpretować dwuznacznie. Acz było zachęcające równocześnie. Na razie miała prosty plan - trzymać się z daleka od wszelkich kłopotów, bo ich nagromadzenie często było sporym wyzwaniem dla kobiety. Bezszelestnie na ile to się jej udało wstała, ciesząc się, iż nie wzięła pochopnie butów na obcasie. Dopiero by było śmiechu - ponieważ zupełnie nie umiała w nich chodzić. Dlatego założyła wygodne czarne baleriny. No, ale nie przewidziała już, bo było to trochę za trudne, że przyda się jej kurtka- wszak była pora późna. Podeszła z rosnącym ludzkim zainteresowaniem do beczki z piwem, uśmiechając się zupełnie naturalnie do nieznajomych wokoło. Nalała sobie na dobry początek jednego kubka, delektując się nim. Żałowała trochę, iż póki co, nie było tych paru znajomych ludzi, których zdążyła już poznać. Ale może jeszcze nic nie wiedzieli. Wtopiła się beztrosko w tłum ciesząc się po prostu z możliwości przyjemnego spędzenia czasu, nie tracąc jednakże czujności. I wypatrując znajomych twarzy - ludzi i nie ludzi, było już całkiem sporo.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://life-sucks.forumpolish.com/t225-ainslie-silver http://life-sucks.forumpolish.com/t273-relacje http://life-sucks.forumpolish.com/t274-ainslie
KATHERINE PIERCE

avatar

Cytat : Better you die than I
Rasa : DUCH
Wiek : 20/541
Sobowtór : TAK, DWA
Fantom : NIE
MG : TAK
Liczba postów : 7
Liczba punktów : 38
Jest z nami od : 21/09/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   27.09.14 10:20

/ futrospekcja, bo Katarzyna żyje!

Oczywiście Katherine nie mogło zabraknąć w miejscu w którym może choć trochę namieszać. A przy okazji postanowiła korzystać z faktu, że znów ma ciało - fakt ten napawał ją siłą i dziwną energią do działania. Skąd Kasia wiedziała, że dzisiaj coś się będzie działo? Ona zawsze wszystko wiedziała. Więc widok bransoletek na nadgarstku Forbes ją nie zdziwił. Rozejrzała się, oceniając zbiorowisko. Głównie młodzież. Ale, ale. Nie mogła powstrzymać uśmiechu gdy ujrzała ciemną czuprynę, tak charakterystyczną dla pewnego pana. Serduszko zabiło jej mocniej, ale nie dając nic po sobie poznać ruszyła w stronę mężczyzny. Po drodze zgarnęła kubek z piwem i upiła łyk, krzywiąc się. Pierce była przyzwyczajona do nieco lepszych trunków. Ale gdy nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, no nie?
Ubrana była w obcisłe, ciemnoszare jeansy i czarny, koronkowy top. Wyjątkowo miała na sobie płaskie botki i przez to czuła się niska. No bo była, a szpilki zawsze dodawały jej centymetrów. No ale trudno, nie będzie łaziła po jakimś lesie/polanie na obcasach, bez przesady. Wreszcie znalazła się przy Damonie, podchodząc wręcz bezszelestnie. I Katherine była pewna, że brunet jej nie zauważył. No dobra, użyła trochę wampirzego tempa, tak więc oparła się o drzewo przy którym siedział Damon i tak jak on zapatrzyła się w niebo. Nie było tam nic interesującego swoją drogą.
- Piękna noc, prawda? Pamięta Pan, Panie Salvatore, jak spędzaliśmy tu noce? Było całkiem... przyjemnie - powiedziała cicho z charakterystyczną chrypką, która dodawała jej jeszcze więcej uroku. O tak, Katherine wiedziała jak korzystać ze swojego ciała.
Czekała na reakcję Damona, czując że ten wieczór na pewno nie będzie nudny. W końcu czy kiedyś nudziła się z Salvatorem? Nigdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DIANA MELSONE

avatar

Cytat : Siła człowieka polega na tym, że potrafi się podnosić.
Rasa : HYBRYDA
Wiek : 21/1500
Sobowtór : NIE
Fantom : NIE
MG : BEZ PRZESADY
Liczba postów : 47
Liczba punktów : 88
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   27.09.14 10:56

Czy Diana przepuściłaby okazję na taką imprezę? Oczywiście, że nie. Kiedy nie mogła znaleźć sobie jakiegoś ciekawego zajęcia i w efekcie nudziła się cały czas, to impreza mogła ją chociażby na chwilę wyrwać z tego stanu. W końcu, zawsze pojawi się tam ktoś znajomy, pogada się, napije, coś zje. No i przede wszystkim miło spędzi się czas, chociaż nie zawsze, bo nieraz spotkali się wrogowie i niestety nie pomyśleli o tym, że to impreza, no i postanowili trochę się obić bo twarzy. Tak też już bywało, bo to Mystic Falls - pełno nadprzyrodzonych, którzy mają pośród siebie tylu wrogów i nie patrzą na nic, tylko się mszczą.
Ale wróćmy do blondynki, która właśnie przeglądała się w lustrze. Na sobie miała białą sukienkę z kamieniami na piersiach, beżowe buty na koturnach i przyciemnianą, różową kurteczkę. Włosy pozostawiła rozpuszczone i teraz opadały jej falami na plecy. Całość dopełniał delikatny makijaż i biała torebka, w której znajdowały się niezbędne dla niej rzeczy. Tak uszykowana, mogła już ruszać na imprezę.
Na miejsce dotarła dosyć szybko, bo nie chciało jej się jechać samochodem, więc skorzystała z wampirzego tempa. Rozejrzała się z ciekawością po okolicy, podziwiając wystrój. Niewątpliwie, bardzo się ktoś postarał. Hybryda była zachwycona takim wystrojem. Szybko przeszła do stołu i zabrała ze sobą kubek z piwem. Eh szkoda, że nie było whiskey - nie lubiła za bardzo piwa, no ale co miała zrobić. Upiła więc łyka, delikatnie się przy tym krzywiąc i obserwując ludzi. W pewnym momencie dostrzegła dobrze znaną jej twarz, co wprawiło ją w lekkie osłupienie. Prędko podeszła do Rebeki, ściskając w dłoni kubek z napojem.
- Znowu robicie zlot Mikaelsonów, że tak wracacie do miasta? - spytała na powitanie, uśmiechając się. Parę dni wcześniej spotkała tutaj Kola, swoją dawną miłość, a teraz Rebekah, jej przyjaciółka? O co tutaj chodziło? - A tak poza tym to miło cię znowu widzieć. - taka była prawda. Diana przytuliła blondynkę, po czym ponownie się do niej uśmiechnęła. Jakiś czas temu mocno się z nią zaprzyjaźniła i było jej przykro, kiedy postanowiła wyjechać, ale nie chciała przecież jej na siłę zatrzymywać. No ale teraz wróciła i to bardzo ucieszyło hybrydę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://life-sucks.forumpolish.com/t39-diana-melsone#461 http://life-sucks.forumpolish.com/t158-dianowe-relki-xd#584 http://life-sucks.forumpolish.com/t100-telefon-diany#522
DAMON SALVATORE

avatar

Cytat : JUST LAUGH AND LET IT GO
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 22/175
Sobowtór : TAK, JEDEN
Fantom : TAK
MG : TAK
Liczba postów : 145
Liczba punktów : 77
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   27.09.14 12:25

Wzdrygnął się, słysząc damski głos. Jako człowiek nie wychwycił kroków zbliżającej się Katherine i dopiero jej słowa wyrwały go z zamyślenia. Kolejna rzecz, za którą mógł nie cierpieć bycia człowiekiem. Kiedy już raz zasmakowało się nadprzyrodzonych mocy trudno było przyzwyczaić się do przytępionych zmysłów. Skąd wiedział w ogóle, że to była Pierce? To mógł być jeden z miliarda sobowtórów Petrovej. Jednak był pewien, że nie spędzał tutaj nocy z każdym doppelgangerem z tej linii. A Elena nie nazwałaby go raczej "Panem Salvatore". To było tak archaicznie Datherinowe.
- Żałosna. Jak wszystko. - cóż, noc mogła być piękna, ale to nie zmieniału faktu, ze była również marna - jak żywoty tych, którzy przyszli na ognisko. Jak jego własna nędzna egzystencja, która miała ciągnąć się w nieskończoność.
- Ma Pani na myśli ten okres, w którym kantowała Pani jednocześnie mnie i mojego brata? Pamiętam, aż za dobrze. - zgasił ją, bo mimo że jej urok nie był mu obcy, to doskonale zdawał sobie sprawę z tego kim jest Pierce. Nie można było jej ufać, zwłaszcza gdy była względnie miła. Salvatore nie był chyba tego wieczora zbyt zabawowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
REBEKAH MIKAELSON

avatar

Cytat : GO AHEAD. LAUGH AT THE GIRL WHO LOVED TOO EASILY
Rasa : WAMPIR
Sobowtór : NIE
Liczba postów : 11
Liczba punktów : 47
Jest z nami od : 14/09/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   27.09.14 12:33

Nie minęło wiele czasu, kiedy zobaczyła Dianę. Przynajmniej jedna znajoma twarz, którą można było uznać za wartościową. Być może kryły się tu jeszcze jakieś osoby, z którymi Mikaelson miała dobre relacje, ale takich nie mogło być zbyt wiele. Słysząc słowa przyjaciółki Rebekah uniosła brwi. Nie wiedziała, czy właśnie miał miejsce zlot Mikaelsonów. Szczerze mówiąc, nie miała nawet pojęcia o tym, że jej rodzeństwo gdzieś wyjechało. Sądziła, że siedzieli na tyłkach w Mystic Falls i jak zwykle przysparzali problemów. No ale najwyraźniej im też zachciało się podróży. Nie zamierzała toczyć dysputy na ten temat, bo miała szczerze mówiąc gdzieś wojaże braci. Mogli sobie nawet siedzieć na Antarktydzie, jeśli mieli takie życzenie.
- Być może. - odparła neutralnie, stwierdzając, że w takiej sytuacji najrozsądniej będzie nie zaprzeczać i nie potwierdzać. Bo kto wie, może był jakiś zlot Mikaelsonów, tylko akurat Rebekah nie miała o nim pojęcia? W końcu kto trudziłby się powiadamianiem jej o czymkolwiek.
- Też się cieszę. Przynajmniej ktoś, komu nie mam ochoty wbić kołka w pierś. - to był taki czarny humor, bo Rebekah nie zamierzała w najbliższym czasie na nikogo polować. Dlaczego? Może dlatego, że przestała się przejmować osobistymi urazami i wolała spokojne życie bez zwad? W miarę możliwości, oczywiście. - Co słychać? - zapytała. Uniwersalne pytanie, które można było zadać każdemu, zawsze i wszędzie, a najpewniej i tak nie rozwinie się prawdziwej rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MAYA CHANDLER

avatar

Cytat : Ja nigdy nie przegrywam. Nigdy tak do końca.
Rasa : WILKOŁAK
Wiek : 22
Sobowtór : NIE
Fantom : NIE
MG : TAK
Liczba postów : 93
Liczba punktów : 87
Jest z nami od : 30/08/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   27.09.14 13:02

Maya wybierała się właśnie na imprezę. W końcu trochę pomogła Melody, więc czemu miałaby na nią nie przyjść? Po przygotowaniach wpadła jeszcze na chwilę do domu, żeby zabrać parę najpotrzebniejszych rzeczy. Swojego stroju nie zmieniła - dalej była ubrana w koledżówkę, jasne, dżinsowe szorty i czarną bokserkę, a na nogach miała ulubione trampki. Długie, ciemnoblond włosy tylko rozpuściła i poczesała. No i właściwie była już gotowa, więc mogła się zbierać.
Na miejsce dotarła szybko, bo w końcu wiedziała, gdzie co jest, więc nie miała zbytnich kłopotów. Było już trochę ludzi, a wciąż ich przybywało. Blondynkę cieszyło, że tyle osób zdecydowało się przyjść. Była też dumna z roboty, którą tu wszyscy wykonali. Z satysfakcją uśmiechnęła się na wieść o tym. Podeszła do stolika z przekąskami i pomachała Melody, która rozmawiała z jakąś kobietą, ale nie podchodziła, bo nie chciała im przeszkadzać, chyba że kuzynka sama by ją przywołała. Została przy stole i zaczęła raczyć się czekoladkami z nadzieniem.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://life-sucks.forumpolish.com/t278-maya-chandler#1846 http://life-sucks.forumpolish.com/t158-dianowe-relki-xd#1848 http://life-sucks.forumpolish.com/t279-maya-s-phone#1847
ROSE HATHAWAY

avatar

Rasa : CZAROWNICA
Wiek : 19
Sobowtór : NIE
Fantom : TAK
MG : TAK
Artefakty : klucz otwierający wszystkie zamki, kompas wskazujący istoty nadprzyrodzone, nóż odbierający tymczasowo moc
Liczba postów : 298
Liczba punktów : 143
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   27.09.14 18:47

Rose nie była zbyt pewna czy iść na imprezę. Po pierwsze miała żałobę, a po drugie nawet nie wiedziała kto wysłał ten SMS. Jednak wygrała ciekawość. Hathaway nie mogła pozwolić by taka impreza przeszła jej koło nosa. Musi przecież się rozerwać na smutki ma całe swoje życie wieczne.
Brunetka wzięła szybki prysznic i ubrała się w pierwsze lepsze ubrania znalezione w szafie.
Na miejsce dotarła dosyć szybko i szczerze powiedziawszy miejsce robiło wrażenie. Dziewczyna już z daleka wychwyciła kilka znajomych twarzy. Jak na tą godzinę zgromadziło się tu spore stadko. Z uśmiechem na ustach wzięła kubeczek z alkoholem i rozglądając się popijała trunek.
Mogło być w sumie ciekawie. Była naprawdę ciekawa czy organizator/ organizatorka imprezy wymyśliła coś na tą okazję. Bądźmy szczerzy w Mystic Falls ciągle coś się dzieje,a na imprezach niekoniecznie jest tak fajnie jakby mogło się wydawać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MELODY GREY

avatar

Cytat : The world is not enough
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 20 lat
Sobowtór : NIE
Fantom : NIE
MG : TAK
Liczba postów : 69
Liczba punktów : 107
Jest z nami od : 26/08/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   27.09.14 22:32

Obecność Caroline Forbes był pierwszą oznaką tego, że system sms'owego zapraszania gości wymagał dopracowania. Świat nie dzieli się na ludzi lepszych i gorszych. Świat dzieli się na ludzi zajebistych i tych zajebiście wkurzających. Akurat Blondie zaliczała się do tej drugiej grupy.
Melody raz jeszcze zlustrowała swojego wroga numer jeden od stóp do głów, oceniając każdy szczegół w jej wyglądzie. Brunetka była bliska warknięcia, ponieważ musiała niechętnie przyznać, że Forbes stanowiła konkurencję. Chociaż wybór bluzki był okropny. Zbyt słodko. Nadmiar cukru ma zgubny wpływ na zdrowie.
- Tja.- bąknęła, podnosząc swój kubeczek i wskazując ruchem ręki kolesiowi obsługującemu beczkę z alkoholem, żeby jej dolał.- Niektórzy ludzie jedynie zanieczyszczają atmosferę swoją obecnością i marnują tlen.- napiła się, starając wyglądać na opanowaną i rozsądnie myślącą gospodynię imprezy.
- Prawdę mówiąc, rozważam wyrzucenie śmieci.- dodała po chwili, posyłając Idzie znaczące spojrzenie. Szkopuł w tym, że jakoś nie mogła wpaść na genialny pomysł urozmaicenia sobie tego wieczoru, kosztem cukierkowej C.
W tym momencie dostrzegła jeszcze jedną znajomą osóbkę i odmachała jej, gestem zapraszając do dołączenia, do rozmowy. Poza tym wypadałoby należycie podziękować przyjaciółce za pomoc w przygotowaniu tego cyrku.



MELODY GREY
Poczułam jej strach, zanim usłyszałam, że krzyczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KATHERINE PIERCE

avatar

Cytat : Better you die than I
Rasa : DUCH
Wiek : 20/541
Sobowtór : TAK, DWA
Fantom : NIE
MG : TAK
Liczba postów : 7
Liczba punktów : 38
Jest z nami od : 21/09/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   29.09.14 15:37

Oczywiście Katherine nie zraziła się tak niemiłym powitaniem - w końcu była na to przygotowana.
To dość śmieszne, że tak o to spotkali się w miejscu, które kiedyś było dla nich ważne i znów są tacy sami pod względem ras. Pierce spojrzała na mężczyznę i bez zastanowienia usiadła obok niego. Trochę żałowała, bo wybrudzi się na pewno trawą, no ale trudno.
- Co Ty taki niezadowolony? Kiedyś byłeś zabawny. - wymruczała, kręcąc z niedowierzaniem głową. Tak, tamte czasy były zdecydowanie najciekawsze, mimo, że skończyły się tak jak się skończyły. Ale takie jest życie, nie wszystko toczy się tak jak byśmy chcieli. Katherine naprawdę nie była taką zimną suką i wcale nie oszukiwała braci, no. Zaufajcie mi.
- Panie Salvatore, nie pozwala sobie pan na zbyt wiele? To dość poważne oszczerstwo. - powiedziała poważnie, ale nie powstzymała się od szerokiego uśmiechu. Trąciła Damona kolanem, chcąc zwrócić na siebie jeszcze większą uwagę. Popatrzyła na niego badawczo - coś jej nie pasowało, tylko nie mogła stwierdzić co. Może miał gdzieś w pobliżu kołek i zamierzał ją zabić? Nie ważne. - A co Pan na to, Panie Salvatore, żebyśmy pobawili się tak jak w 1864? Tylko bez pańskiego brata. - zaproponowała, uśmiechając się kusząco. No co, taka była Katherine i upływający czas tego nie zmienił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SUTTON SEWELL

avatar

Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 17
Sobowtór : NIE
Fantom : NIE
MG : TAK
Liczba postów : 39
Liczba punktów : 41
Jest z nami od : 28/09/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   29.09.14 16:30

Sutton od samego początku wiedziała, że coś się szykuje w mieście. Ona nie przepuszczała żadnej imprezy więc już od samego rana szykowała się na to wydarzenie. Stojąc przed lustrem w swojej garderobie szukała odpowiedniego stroju. Szybko wybrała czarne rurki i białą bluzkę na ramiączkach z jakimś nadrukiem. Z biżuterią i makijażem nie przesadzała, a na nogi ubrała balerinki żeby to po lesie nie chodzić w szpilkach.
Jeszcze przed wyjściem korzystając z tego, że jest sama w domu zakradła sie do gabinetu ojca. Przecież barek ojca musi sie na coś przydać. Jej ojciec i tak nie pił,a przecież ona nie mogła pozwolić by tyle alkoholu się zmarnowało. Włożyła kilka butelek alkoholu do swojej torebki i zadowolona wyszła z domu zamykając drzwi na klucz.
Na imprezę dotarła szybciej niż sądziła. Większość młodzieży z miasteczka już była i trzymała się swojego towarzystwa. Oczywiście nie mogło zabraknąć na tej imprezie wrogów panny Sewell.
Sutton wzięła jeden kubeczek z piwem ale skrzywiła się po pierwszym łyku. Kto może pić takie świństwo? Wylała zawartość kubeczka i gotowa na tą ewentualność nalała sobie do kubeczka whisky. Mogli się postarać chociaż nie dość, że piła z plastikowego kubka to jeszcze podawali takie świństwo. Nie byłą do czegoś takiego przyzwyczajona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JANE RAINER

avatar

Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 23
Sobowtór : NIE
Fantom : NIE
MG : TAK
Liczba postów : 16
Liczba punktów : 37
Jest z nami od : 25/09/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   29.09.14 17:42

Jane dostała wiadomość o dzisiejszej imprezie. I o tym myślała dzisiaj rano w pracy. No niestety, takie święta nie zwalniają z obowiązku przyjścia do pracy, co jej współlokatorce niezbyt się podobało, ale cóż, trudno się mówi. W pracy porozmawiała z szefem i zgodził się ją wcześniej puścić. Nawet pozwolił wziąć skrzyneczkę piwa, ale na jej koszt. Skąpy burak jeden. Podwiózł ją pod mieszkanie, w którym szybko przebrała się z roboczego ubrania na czyste dżinsy, bluzkę na ramiączka i wyprasowaną koszulę. W końcu ma to być w lesie, prawda? Jakoś trzeba było się ubrać. Telefon schowała do kieszeni, założyła adidasy i wzięła zgrzewkę. Wyszła z domu, po czym zaciągnęła się na taksówkę, która podwiozła ją do wyznaczonego miejsca. Tam wysiadła ze swego transportu płacąc kierowcy i z małym ciężarkiem ruszyła na polanę. Ujrzała wiele ludzi, których może częściowo kojarzyła, częściowo nie. Wśród nich była jej współlokatorka, do której ruszyła.
- Hej.- przywitała się uśmiechając do niej, po czym odłożyła zgrzewkę [tam jest piwo w butelce, jakby ktoś był zainteresowany] i usiadła koło niej.
- Jak tam dzisiaj?- spytała podając jej piwo. Jane zaraz też potem sobie sięgnęła, po czym otworzyła je swym otwieraczem i podała je Ainslie. Na razie posiedzi i pogada. Potem się zobaczy, co dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LIAM MACHT

avatar

Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 29
Sobowtór : NIE
Fantom : NIE
MG : NIE
Liczba postów : 8
Liczba punktów : 28
Jest z nami od : 17/09/2014

PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   29.09.14 17:51

Liam był w trakcie dość krótkiej wędrówki po tutejszych okolicach, którą spokojnie można nazwać relaksującym spacerkiem. Kontemplował okolice, przez które było mu dane przejść. Zobaczył między innymi szpital, od którego widoku aż zrobiło mu się niedobrze. Wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą, bezlitośnie wczepiając się w umysł. Białe, chorobliwe białe, przytłaczająco białe, tragicznie białe, bladobiałe, natrętnie białe – pacjenci stosowali różne określenia. Ale Liam patrzył na to z zupełnie innej perspektywy. To był kamuflaż. Tak, kamuflaż przed złem ludzi tam pracujących. Odziewając się oraz egzystując większość swojego życia w bieli. W końcu biel to barwa niewinnych. Tak więc Ci Wszyscy Źli Ludzie (Liam nawet czasami stosował skrót CWŹL, by nie pogubić się myślach, zwłaszcza że te i tak są dość chaotyczne) chcą śmierci jego trzeźwego umysłu. Ale postanowił, że nie będzie krzyczeć. Przecież w taki sposób ONI unicestwiliby go już dawno. Skurwiele. Chociaż... może w takim przypadku śmierć byłaby dla niego łaską? Odskocznią od tego brutalnego świata, który osaczał swoją nienawiścią naszego bohatera. Ale czasami coraz częściej rozmyślał o pewnej ewentualności. A mianowicie, że Oni zamknęli go w tym instytucie który potencjalnie ma pomagać innym. I tak się dziwnie uśmiechają. I puszczają w telewizorach pacjentom, a zwłaszcza Liamowi, fałszywe informacje. Mówili ostatnio o jakiejś sekcie, która zaatakowała mentalnie jakąś dziewczynkę. Ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to nieprawda. Że to tylko kamuflaż, taka przykrywka na prawdziwe wydarzenia, w których realności, przynajmniej w mniemaniu naszego bohatera, Oni go śledzą. Wyczuwają jego każdy kolejny ruch. Ale Liam uznał, że nie będzie sobie teraz głowy zawracać. Wolał podziwiać widoki, wchłaniać nozdrzami piękne zapachy wczesnej jesieni. Lubował się w jesieni, to ulubiona pora roku mężczyzny.
Kiedy tak sobie spacerował, nie zauważył, jak jego nogi zaniosły go właśnie tutaj – do lasu. Powiększający stopniowo swe rozmiary i powoli gęstniejący, o coraz bardziej niesamowitej abstrakcji pod pozytywnym znaczeniem tych słów, dywan utworzony z różnobarwnych liści, dodawał uroku temu miejscu.
Na początku stwierdziliśmy, że wędrówka Liama długą nie była. Tak, po prostu wypadł z domu jak oparzony. Obraził się jak dziecko na stwory w szafie. Powodów było wiele. Naprawdę wiele. Czasami lubił z nimi pokonwersować, ale równie często doprowadzały go do szewskiej pasji.
Szedł tak sobie przez las, ale nagle przystanął. Zobaczył z daleka sporo ludzi, na pewno więcej niż tuzin. Zaczął małymi kroczkami podchodzić do miejsca tego zamieszania, a do jego nozdrzy dolatywał coraz bardziej uwydatniony zapach piwa, popcornu oraz wielu innych przedmiotów konsumpcyjnych.  Czuł zapach tych głosów (a przynajmniej sam był co do tego ogromnie przekonany), jak krzyki przyjmowały woń mimozy, śmiechy świeżo upieczonego placka, a zwyczajne rozmowy – białej róży. Nie wiedział, czy zapach różnych odmian róż czymkolwiek się od siebie różni. Ale to nieważne, przynajmniej na tę chwilę.
Podchodził do towarzystwa mimo że początkowo dość wolno, to z czasem jego kroki przemieniły się w bieg, i – o proszę! - był już w środku towarzystwa. Klimat udzielił mu się, przez co Liam otrzymał zdrową dawkę dobrego humoru. Co prawda już wcześniej czuł się dobrze, mimo stworów w szafie, bo pozytywny nastrój, i to nie udawany, jest, nie oszukujmy się, jego znakiem rozpoznawczym, ale kolejny mentalny zastrzyk endorfiny i tak podziałał na niego  co najmniej pozytywnie. Wtopił się w tłum, obserwując twarze innych. Niektórych znał osobiście, inni znani mu byli tylko z widzenia, a jeszcze innych pierwszy raz na oczy widzi. To normalne, brachu, powiedział w myślach sam do siebie. Przynajmniej zapomniał choć ma chwilę o stworach w szafie, o Złych Ludziach którzy pragnęli jego śmierci, co w rzeczywistości było jego czystym urojeniem. Napawał się chwilą obecną, cieszył się z tutejszego wytworzonego klimatu. Wkrótce potem znowu zaczął uważnie badać wzrokiem ludzi tudzież przebywających. Nagle zatrzymał wzrok na jednej z postaci. Ta sama twarz, postura bliźniacza do postury Liama. Ten sam uśmiech, włosy identyczne. Tylko wnętrze zupełnie inne. Tak... to był jego brat bliźniak. Gabriel Macht. Liamowi podeszło serce do gardła, kiedy ten powoli, acz znacząco odwracał się w jego stronę, Liam liczył tylko na to, by go nie zauważył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: EVENT: Pożegnanie lata   

Powrót do góry Go down
 

EVENT: Pożegnanie lata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Pożegnanie Lata z Radiem - SZACHOWY BOKS
» Dzień, wspomnienie lata...
» Event #9 | Ślub w Lucky Coin | Zapowiedź {odroczona w czasie}
» Event #4 - Letni Festiwal PokeLazure!
» Event fantastyczny - Temat do kart postaci

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Life Sucks When You Are Ordinary :: Na uboczu :: Las-