IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  Zaloguj  

Share | 
 

 Spacer Dejma

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
DAMON SALVATORE

avatar

Cytat : JUST LAUGH AND LET IT GO
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 22/175
Sobowtór : TAK, JEDEN
Fantom : TAK
MG : TAK
Liczba postów : 145
Liczba punktów : 77
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Spacer Dejma   15.10.14 10:33

Damon szedł uliczkami miasta, zastanawiając się nad tym wszystkim po raz kolejny. Jego życie stało się ostatnio bardzo monotonne, pomimo mnóstwa incydentów, które miały miejsce. Problemy trawiące go od środka, przemyślenia, których chętnie by się pozbył, ale i tak nie dawały mu spokoju. Teoretycznie jednak, na jakiś czas miał mieć względny spokój - od cieni, od przydziałów, od zamartwiania się, czy ktoś ogarnie jak bardzo olewa swoje "obowiązki" - kiedyś i tak musieli ogarnąć, ale on mógł tylko mieć nadzieję, że to trochę potrwa i nacieszy się wysoką pozycją w hierarchii społecznej przez więcej niż trzy dni.
Idąc tak, zobaczył w cieniu - albowiem był już wieczór - wampira, który pożywia się jakąś kobietą - przynajmniej tak mu się zdawało. Serce zabiło mu szybciej i po raz kolejny przeklął swoje człowieczeństwo, które w tej chwili było utrapieniem. Za pięć sekund wampir pewnie miał odwrócić się w jego stronę i go zaatakować - w końcu jego krew przyciągała istoty nadprzyrodzone. I cóż z tego, że pił werbenę, skoro niektórzy woleli przeżyć to irytujące palenie w gardle, byle tylko nażreć się i nachapać. Po dłuższej chwili stania bez ruchu, Salvatore pomyślał, że sylwetka atakującego kobietę wydaje mu się znajoma. Czyżby to był Alaric? Saltzman na pewno nie byłby zadowolony z tego, że morduje. Damon zmrużył oczy - czy to był Saltzman, czy to jego alter-ego? Tyle się działo, że sprawa Alarica zeszła na dalszy plan, poza tym nauczyciel chyba wyjechał na jakiś czas, żeby poradzić sobie z tą sprawą. Może sobie poradził, a teraz ma problem z nadmiernym pragnieniem krwi? Tak czy inaczej, Salvatore stwierdził, że nie dowie się, dopóki się nie przekona. A przyjaciel na pewno będzie mu wdzięczny, że powstrzyma go przed zrobieniem głupstwa. Zbliżył się więc do nich nieco.
- Ric...? Przestań, zabijesz ją! - zabawne, że takie kwestie padały właśnie z ust ciemnowłosego. Jakby kiedykolwiek cokolwiek takiego go obchodziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ALARIC SALTZMAN

avatar

Fantom : NIE
Liczba postów : 30
Liczba punktów : 17
Jest z nami od : 17/09/2014

PisanieTemat: Re: Spacer Dejma   22.10.14 22:40

/ Jakiś czas po spotkaniu z Bonnie

Jego podstęp udał mu się znakomicie. Co za tym idzie już niedługo będzie miał okazję chodzić bez żadnych przeszkód za dnia. Obecnie to oczywiście mógł, ale słońce go przypalało, a nie spalało całkiem. Jednak mogło to sprawiać pewne podejrzenia co do tego kim jest, więc chciał za wszelką cenę tego uniknąć. Dlatego też zgłosił się do panny Bennett, gdyż wiedział, że ona to potrafi. Dał jej jednak czas na to bo wiedział, że nie była to pora ani miejsce na to. A sama nie była pewnie na to przygotowana, gdyż potrzebny był do tego pewien drobiazg, którego żadne z nich nie miało. Miał się zatem zgłosić do niej za jakiś czas.
Jednak zanim miał dostać ochronę musiał cały czas funkcjonować, a co za tym idzie musiał się pożywiać. Stąd też, gdy tylko zaszło słońce wyszedł z mieszkania by "upolować" sobie jedzenie. Nie musiał na to zbyt długo czekać, bo chwilę później napatoczyła mu się pewna samotna kobieta. Nie czekał zbyt długo na to by się oddaliła, tylko rozglądnął się dookoła, by upewnić czy są sami. Gdy już tak się stało rzucił się na nią i schodząc ze ścieżki zatopił kły w jej szyję. Jednocześnie nie zdawał sobie sprawy, że za chwile już nie będą sami. Chwilę później tak się stało, bo poczuł ponownie zapach człowieka. Postanowił się nim zająć po tym jak skończy z ową kobietą. Jednak nie było mu to dane, bo po chwili ten ktoś mu raczył przerwać. Gdy tylko się odezwał od razu poznał jego głos. Nie poznał go wcześniej, gdyż nie znał jego zapachu. Rick był bardziej nie był zadowolony tym, że mu przeszkodzono, niż tym, że zabija, bo nie było to alter-ego jego. Kobieta i tak już była bliska śmierci, więc puścił ją i upadła na ziemię bez ruchu. Był ciekawy jak zareaguje na to co przed chwilą zrobił. Damon nie był człowiekiem, więc był w opałach. Nawet jeśli byłby wampirem to i tak byłby słabszy niż on. Odwrócił się w jego stronę uśmiechając się szyderczo. - No proszę, proszę. Kogo my tu mamy. Przestałem, zadowolony? I co? Chcesz być następny?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DAMON SALVATORE

avatar

Cytat : JUST LAUGH AND LET IT GO
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 22/175
Sobowtór : TAK, JEDEN
Fantom : TAK
MG : TAK
Liczba postów : 145
Liczba punktów : 77
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Spacer Dejma   23.10.14 9:18

No tak, trzeba było przyznać, że Dejm wcale nie był zbytnio rozsądny, postanawiając przeszkodzić Rickowi. Zwłaszcza, że teraz był już pewny, iż to nie był friend-mode tylko alter-ego-mode. Cóż, musiał sobie w takim razie jakoś poradzić. Alaric puścił kobietę uśmiechając się pogardliwie. Jej blade, słabe ciało upadło tuż obok Salvatore'a. Przykucnął, by sprawdzić, czy jeszcze żyje, ale rozdarcie tętnicy i niedelikatny upadek na ziemię sprawiły, że nie wyczuwał pulsu, bicia serca, ani oddechu. Było już po zawodach.
Kiedy do Damona dotarło w całej swojej mocy, z kim ma w danym momencie do czynienia i że leżą obok niego najprawdziwsze ludzie zwłoki, cofnął się powoli. W zasadzie było mu wszystko jedno, czy umrze. W końcu klątwa zapewniała nieśmiertelność. Problem był jednak taki, że narastające problemy z klątwą mogły się pomnożyć wraz z kolejną śmiercią. Ale mógł się pocieszać, że nic się nie stanie, najwyżej zostanie cholernym czarownikiem. Jakoś go to nie uspokajało.
- To robiłeś przez cały ten czas, kiedy cię nie było? - zapytał tonem, w którym kryła się zarówno nagana, chłód, jak i niedowierzanie. Najwyraźniej w tym mieście nikt nie potrafił sobie poradzić bez Salvatore'a. A on sądził, że Rick na wyjeździe znajdzie sposób na tego cymbała, który w niego wstępował i siał spustoszenie. Nie zamierzał ostrzegać Rica o tym, że w jego krwi jest werbena, bo z psychopatami nigdy nie wiadomo co ich odstraszy, a co zachęci. - Nie zabijesz mnie. - prychnął z pewnością siebie, bo akurat co do tego był pewny. Nie rozwinął myśli, bo nie zamierzał spowiadać się fałszywemu Rickowi ze swoich klątw, mocy, czy czegokolwiek innego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ALARIC SALTZMAN

avatar

Fantom : NIE
Liczba postów : 30
Liczba punktów : 17
Jest z nami od : 17/09/2014

PisanieTemat: Re: Spacer Dejma   26.10.14 0:01

Tak. Był bardzo nierozsądny przeszkadzając wampirowi podczas posiłku. Nawet jeśli by nie jadł to również rozsądne nie było zaczepiać wampira. Jakiekolwiek zaczepianie jest niebezpieczne, zwłaszcza gdy sie jest człowiekiem i do tego nieuzbrojonym. Wracając zaś do tych dwojga to z pewnością Rick nie był juz jego przyjacielem. To jak puścił kobietę miało tez trochę na celu wystraszenie Damona. Musiał chyba nie dowierzać bo z przykucnął przy dziewczynie by sprawdzić jej stan. Jednak nie było co tu ratować juz, dziewczyn była martwa.
Chwile mu to zajęło zanim to ogarnąć, jednak zrobił to w porę ponieważ sie wycofał. Jednak w sumie mu to nic nie dało bo między nim a Damonem była mała odległość, która bardzo szybko mogła jeszcze bardziej zmaleć niż Salvatore się obejrzy. Za chwile bowiem to on sam może tam leżeć obok tej dziewczyny. Rick nie miał wcale pojęcia o tym, że nie może go zabić no bo skąd. Całkowicie nie miał pojęcia o jego klątwie nieśmiertelności. Kiedy usłyszał pytanie ze strony Damona zaśmiał się krótko. Cóż jak widać role się odmieniły skoro to teraz Rick był tym siejącym spustoszenie, a Salvatore człowiekiem. - Jeśli tak to co? Coś mi zrobisz? Zresztą, co ty mi możesz zrobić. - W sumie to nie musiał ostrzegać, bo jeśli Rick miał dobrą pamięć to wiedział to doskonale. Ale można było też i zapomnieć o tym. No cóż, zdarza się, bo czasem rzeczy które nam są zbędne się zapomina. No a wtajemniczanie Rick w jego mocy nie było by zbyt dobre, bo mógł wykorzystać to przeciwko niemu i wszystkim. Jeszcze nie wiem jak, ale pewnie by to zrobił. Potem ponownie się odezwał. - Jesteś tego taki pewien? Nim się obejrzysz mogę to zrobić. Naprawdę jesteś taki głupi, że mnie podpuszczasz, żeby Cię zabił, czy tylko chcesz mi wmówić, że tego nie zrobię bo kiedyś byliśmy kumplami? - Zapytał będąc ciekawy co mu odpowie. Jak na razie nasycił się tą kobietą, więc przez pewien czas Damon był bezpieczny. Jednak tego to się na pewno nie dowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DAMON SALVATORE

avatar

Cytat : JUST LAUGH AND LET IT GO
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 22/175
Sobowtór : TAK, JEDEN
Fantom : TAK
MG : TAK
Liczba postów : 145
Liczba punktów : 77
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Spacer Dejma   26.10.14 10:55

Cóż, zdawało się, że ostatnimi czasy trzeźwy osąd Damona pozostawiał wiele do życzenia. Salvatore przyzwyczaił się chyba zbytnio do tego, że zawsze miał w zanadrzu jakieś nadprzyrodzone zdolności i ciężko było się przestawić na ich niemal całkowity brak. Rzucił kolejne przelotne spojrzenie na ciało dziewczyny, leżące na ziemi. Doskonale wiedział, że metr odległości pomiędzy nim, a Rickiem był niczym, nie zapewniał mu żadnego bezpieczeństwa. Wampirza szybkość była dla człowieka nie do pokonania. Świadomość, że ponoć krew przeklętych nieśmiertelnością smakuje lepiej niż zwyczajnych ludzi, wcale nie pomagała Damonowi w zachowaniu spokoju. Nie bał się jednak. Może nie chciał w kolejnych sekundach skończyć z rozdartym gardłem, ale klątwa sprawiała, że przywiązywał do tego mniejszą wagę, niż gdyby miał naprawdę umrzeć.
Słysząc słowa Ricka zaczął się zastanawiać nad tym, jaki świat jest ironiczny. Salvatore wiedział, a może miał nadzieję, że bez względu na to, co mówi Rick w tej chwili, ten prawdziwy Saltzman, który był jego przyjacielem gdzieś tam wciąż tkwił. Trzeba było go tylko wywołać. Szkoda, że Damon nie znał sposobu.
Poczuł złość, gdy Rick tak szyderczo wytknął mu jego bezradność. Jakby ciemnowłosy nie wiedział, że jego wpływ na cokolwiek w tym momencie był znikomy.
- Nic, zastanawiam się tylko jak długo już jesteś nieproszonym gościem w tym ciele. - skwitował z kpiącym uśmieszkiem Damon. Sądząc po sytuacji, nie było dobrze. Może prawdziwego Ricka w ogóle już nie było. Może ten natręt go zlikwidował i zaczął panoszyć się w ciele Saltzmana w pojedynkę. Może Damon źle określał tę sytuację, bo alter-ego w sumie było Rickiem, tyle że jego inną wersją. Trochę porównywał go do zupełnie obcego niewiadomoczego, które przejmowało kontrolę nad nim samym, a chyba była jednak jakaś różnica. No ale mniejsza o to.
- Żadne z tych. Nie jesteś na tyle bystry, żeby to zrozumieć. - wzruszył ramionami lekceważąco Damon. Czując się coraz pewniej nie zamierzał dłużej rzucać przerażonych spojrzeń i pokazać trochę kąśliwego charakteru. Szczerze mówiąc, przyzwyczaił się już do tego, że średnio dwa razy w tygodniu ktoś się do niego przypierdalał. Nic nowego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ALARIC SALTZMAN

avatar

Fantom : NIE
Liczba postów : 30
Liczba punktów : 17
Jest z nami od : 17/09/2014

PisanieTemat: Re: Spacer Dejma   29.10.14 19:07

No niestety, Damon chyba za bardzo się przyzwyczaił do swoich wampirzych mocy, że najwyraźniej zapomniał, że obecnie ich nie posiada. Co za tym idzie obecnie był bezbronny wobec wampira i to na dodatek Pierwotnego. W każdej chwili Damon może podzielić losy tamtej kobiety, ale nie do końca bo kiedy on umrze to ponownie ożyje. Nim by się Salvatore obejrzał to kły Saltzmana tkwiły by w jego szyi. Alaric w przeciwieństwie nie miał pojęcia o smaku krwi Damona. Brał zazwyczaj werbenę, ale pewnie ona nie zmienia tak smaku jak ta nieśmiertelność. Chociaż kto to wie.
Świat na prawdę jest ironiczny, bo życie obojga obróciło się o 180 stopni. Kiedyś to Damon był wampirem, a Rick człowiekiem. Obecnie zaś było całkiem odwrotnie jeśli o to chodzi. Jeśli zaś chodzi o Ricka to prawdziwego Saltzmana już nie było. Umarł wraz z jego człowieczeństwem. Ale może znajdzie się sposób na jego wywołanie. Kto wie czy jak już kiedyś zostanie tym czarnoksiężnikiem to może będzie mógł tego dokonać i uratować przyjaciela.
No cóż, na ciepłe słowa ze strony Alarica nie miał tu co liczyć. Jednak słowa z kolei ze strony Damona także wzbudziły negatywne emocje. Kim on był w oczach Saltzmana, że mógł gadać takie rzeczy o nim i co on sobie wyobrażał. Po prostu nikim i był tylko marnym człowiekiem. - Jakim nieproszonym gościem. Co ty gadasz? To jest moje ciało i nikogo innego więcej. Ja nie jestem bystry. Oj grabisz sobie niemiłosiernie. No to skoro nie chcesz umrzeć to co ty tu jeszcze robisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DAMON SALVATORE

avatar

Cytat : JUST LAUGH AND LET IT GO
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 22/175
Sobowtór : TAK, JEDEN
Fantom : TAK
MG : TAK
Liczba postów : 145
Liczba punktów : 77
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Spacer Dejma   29.10.14 20:59

Świadomość faktu, że Damon był teraz człowiekiem była dla niego niezwykle irytująca i podważała całą jego pewność siebie, ale starał się zbytnio o tym nie myśleć w tej chwili. Wolał podbudowywać się wiarą w moce klątwy nieśmiertelności, która była w tym momencie chyba jego jedynym atutem. W sumie - gdyby teraz dostał ataku, gdyby do akcji wkroczył ten wojowniczy niewiadomokto, gdyby przejął nad nim kontrolę, wówczas na pewno sprawy potoczyłyby się inaczej. Na korzyść Damona. Ale mogłoby się okazać, że opętany zabiłby Ricka, a tego Salvatore nie chciał. Chociaż w sumie czlowiek nie mógł za bardzo zabić Pierwotnego, ale w sumie cholera wie. Magia była nieprzewidywalna. Damon wolał znaleźć jednak jakiś sposób, żeby mu pomóc, skoro okazało się, że wyjazd Saltzmana miał skutek odwrotny od zamierzonego.
- Normalnym. Nie pamiętasz już nawet, że wszyscy próbują się ciebie pozbyć? - odezwał się ciemnowłosy, marszcząc czoło. - Nie boję się ciebie. Gdybyś chciał mi coś zrobić, już byś to zrobił. Po prostu ci się nudzi, bo nikt nie chce z tobą gadać i wolisz już nawet kłócić się ze mną niż wrócić do tej swojej smętnej chałupy i oglądać Ukrytą Prawdę. - owszem, Damon był zirytowany. Może nawet miał jakieś obawy, mimo że starał się to ukryć. Nie zamierzał dawać Saltzmanowi satysfakcji i srać w gacie przed jaśnie panem z kłami. Damon Salvatore nigdy niczego się nie boi, nawet jeśli jest marnym człowiekiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ALARIC SALTZMAN

avatar

Fantom : NIE
Liczba postów : 30
Liczba punktów : 17
Jest z nami od : 17/09/2014

PisanieTemat: Re: Spacer Dejma   30.10.14 13:17

No niestety, ale jak widać, życie lubi płatać figle. Damon miał najlepszą okazję do tego by poczuć się chociażby raz w życiu jak to jest być ofiarą, lub co najmniej celem oprawcy. Alaric nie miał najmniejszego pojęcia o tym co teraz myślał Damon. Zresztą może to lepiej dla obojga. A zabić Pierwotnego nie było tak łatwo. Zwykły kołek z drewna nic nie zrobi, jedynie co zrani. A w inne sprzęty na Pierwotnego pewnie nie był zaopatrzony, więc nie było najmniejszych szans. Odezwał się po chwili Pierwotny. -  Nie. Nie pamiętam. Zresztą gadasz same bzdury. Człowieczeństwo najwyraźniej ci nie służy. - Uśmiechnął się zgryźliwie i kontynuował. - Nie dobrze, że mówisz, że się boisz. Boisz się, ale nie chcesz się do tego przyznać, więc wypierasz to. Może po prostu nie jestem głodny, a obecnie czekam, aż tak się stanie, a wtedy to na pewno będziesz się bał. Zresztą skąd ty możesz to wiedzieć. Śledzisz mnie czy co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DAMON SALVATORE

avatar

Cytat : JUST LAUGH AND LET IT GO
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 22/175
Sobowtór : TAK, JEDEN
Fantom : TAK
MG : TAK
Liczba postów : 145
Liczba punktów : 77
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Spacer Dejma   30.10.14 13:26

A żeby to raz. Salvatore ostatnio w ogóle robił w Mystic Falls chyba jedynie za worek treningowy dla coraz to nowych wrogów, którzy mnożyli się bez porównania. Gdyby zamierzał wyliczać na palcach nieprzyjemne incydenty, które przytrafiły mu się w tym miesiącu, pewnie zabrakłoby mu palców. Nie zamierzał jednak żalić się Rickowi na swoje życie, bo niby jaki miałby być tego sens. A kołek na Pierwotnego gdzieś był. Gdzieś był i to w Mystic Falls. Damon musiał przypomnieć sobie tylko gdzie, bo ta broń była przez jakiś czas nikomu niepotrzebna i w końcu roztrzepany team obrońców MF gdzieś ją zapodział. Ale na pewno dałoby się ją znaleźć w razie potrzeby.
Salvatore nie wiedział jakie bzdury gada, ale postanowił nie wdawać się w dalszą polemikę na ten temat.
- Wiesz, zazwyczaj tacy jak ty nie mają wielu rozmówców, skoro wszystkich wpierdalają na obiad. - wzruszył ramionami Salvatore. Prosta dedukcja. - Możesz czekać ile ci się podoba, ale ja nie będę czekał z tobą. Jak mi się znudzi, to pójdę stąd, a ty zostaniesz ze swoją megalomanią i głupotą sam. - ciekawe rzeczy miał Salvatore do powiedzenia. W sumie to doskonale wiedział, że marnował czas. Poza tym igrał z ogniem. Chyba był kompletnym idiotą, żeby drażnić Pierwotnego wampira, który w dodatku wyraźnie sugerował mu, że nie ma zamiaru obejść się z nim miło i uprzejmie.
I wtedy zaświtała mu w głowie pewna myśl. Wcześniej decydował się na słowne utarczki z Saltzmanem ze zwykłej przekory. Teraz jednak, kiedy zdał sobie sprawę z faktu, że najprawdopodobniej i tak skończy z kłami w szyi, pozostało mu tylko się z tym pogodzić i przeobrazić pecha w korzyść. Skoro Alaric tak bardzo chciał go zaatakować, proszę bardzo. Nawet jeśli rozedrze mu tętnicę, to Damon lada chwila znowu powróci do żywych. Tego Pierwotny nie wiedział. Nie miał również pojęcia, że jeśli wypije krew Damona zostanie przeklęty nieśmiertelnością, tak samo jak ciemnowłosy. A tutaj otwierała się już pewna furtka, którą Damon mógł wykorzystać do przywrócenia Rica na właściwy tor myślenia i funkcjonowania.
- Poza tym, przyznaj szczerze, ile masz lat? Jestem starszy od ciebie, podobnych tobie idiotów widywałem na pęczki i jakoś żaden z nich nie zdołał mnie zabić. Myślisz, że tobie się to uda? - dodał, tym razem już celowo go podpuszczając. Wiedział, że to niebezpieczne i może wcale nie miał ochoty kontynuować tej rozmowy, ale stwierdził, że jest to stan wyższej konieczności i skoro jest nadzieja na to, że w ten sposób pomoże prawdziwemu Rickowi - swojemu przyjacielowi - to może i powinien to zrobić bez względu na to, jak bardzo irytował go obecny stan rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ALARIC SALTZMAN

avatar

Fantom : NIE
Liczba postów : 30
Liczba punktów : 17
Jest z nami od : 17/09/2014

PisanieTemat: Re: Spacer Dejma   30.10.14 19:00

Nie ma co, biedny Salvatore. Ale może jednak sobie niejako trochę na to zasłużył przez te wszystkie lata. Teraz właśnie mu się za te wszystkie przekręty dostaje i może czuć się trochę jak worek treningowy, nawet jeśli dla nowych wrogów. Rick nie był najlepszą osobą do tego by się tłumaczyć ze swojego życia, bo już nie był jego przyjacielem, więc faktycznie nie było sensu. Jeśli zaś chodzi o kołek to lepiej dla wszystkich by ową wiedzę Damon zachował dla siebie, bo to była jego jedyna bron przeciwko Saltzmanowi. No chyba, że nie chciał go zabić.
Dobrze, że sam się opamiętał w porę nie chcąc dalej z nim polemizować, bo to trochę też by sensu nie miało. - Więc jednak mnie śledzisz, skoro wiesz co robię, a czego nie robię. - Prychnął już lekko poirytowany. Po czym dodał. - A kto powiedział, że pójdziesz stąd. Pójdziesz jak ci pozwolę, o ile tak się w ogóle stanie. - Można powiedzieć, że zaczynało się robić poważnie. Ale to on sam się narażał drażniąc Pierwotnego wampira, który mógł przecież go zabić jednym machnięciem ręki. Mimo to jednak wciąż stał naprzeciwko groźnego przeciwnika, podczas gdy tamten nie był niczego świadom odnośnie tego co Damon kombinował. Krótko mówiąc Alaric nie miał najmniejszego pojęcia, że Damon wystawiał się specjalnie na przynętę, tylko po to by wplątać w przyjaciela w to samo. Jednak może dzięki temu uda mu się uratować swojego przyjaciela. W końcu chyba lepszy przyjaciel z klątwą niż żaden.  Miał zatem nad nim umysłową przewagę, jeśli można to tak nazwać. Odezwał się do niego. - Nie twój interes ile mam lat. Nie interesuje mnie ilu idiotów spotkałeś, bo ja nim stanowczo nie jestem. W przeciwieństwie do Ciebie, skoro wciąż tu jesteś. A raczej to byłeś, bo moja cierpliwość się skończyła, tak jak za chwilę twoje życie się skończy. - Odparł, po czym nim tamten się obejrzał pochwycił go jednocześnie wpijając się w jego szyję nie podejrzewając podstępu. Krew smakowała dziwnie inaczej, jednak dopiero po jakimś czasie poczuł dziwne pieczenie w gardle. Wtedy też oderwał się od niego jednocześnie odpychając go zdenerwowany, jednak było już za późno, bo właśnie stał się także nieśmiertelnym. Odezwał się do niego zachrypniętym głosem. - Zrobiłeś to specjalnie? Myślałeś, że pokonasz mnie werbeną? Wielka pomyłka głupcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DAMON SALVATORE

avatar

Cytat : JUST LAUGH AND LET IT GO
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 22/175
Sobowtór : TAK, JEDEN
Fantom : TAK
MG : TAK
Liczba postów : 145
Liczba punktów : 77
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Spacer Dejma   30.10.14 20:39

Być może w tym przypadku stwierdzenie, że to co się robi, wraca później do człowieka właśnie się sprawdzało. W końcu w wielu sytuacjach to Damon był katem, a nie ofiarą. Nie żeby chciał się teraz roztkliwiać, ale żałował tego. Dziwne rzeczy, Salvatore się zmienił. Bardzo dziwne rzeczy. Wielu ludzi kwestionowało ideę mówiącą, że ludzie się zmieniają.
- Chyba nie muszę Cię śledzić, żeby zobaczyć jakie masz zwyczaje. - stwierdził ciemnowłosy, rzucając znaczące spojrzenie martwej kobiecie leżącej na ziemi. - Nie będę czekał na twoje pozwolenie. Wiem, że mania wielkości to choroba, ale mógłbyś udać się z tym problemem do specjalisty. - prychnął z rozbawieniem Salvatore. Nie znosił, kiedy ktoś próbował udowodnić swoją wyższość. Co innego ironiczne uwagi Damona, które traktowały o jego urodzie i intelekcie, a co innego, kiedy ktoś naprawdę wierzył w to, co mówi. Swoją butą zirytował najwyraźniej Rica, któremu puściły już pozory wstrzemięźliwości i Pierwotny rzucił się na niego, wbijając kły w jego szyję. Nie było to przyjemne uczucie i Salvatore nie mógł zdusić przeciągłego jęku, ale wiedział, że to co się działo było chyba ostatnią nadzieją na uratowanie Saltzmana. Kiedy już Damon sądził, że Ric jest uodporniony na werbenę, blondyn przerwał i odepchnął go z wściekłością, a ciemnowłosy upadł ciężko na ziemię, przyciskając dłoń do szyi. Nawet nie chciał myśleć jak żałośnie to wszystko wyglądało, ale grunt, że cel został osiągnięty. Damon był z siebie tak zadowolony, że po chwili roześmiał się, choć Ric oczywiście nie mógł wiedzieć o co mu naprawdę chodziło, a on sam nie zamierzał go uświadamiać.
- Ja? Specjalnie? Myślałem, że wiesz, że piję werbenę. - wzruszył ramionami, wyczuwając pod palcami jakieś patyki. Schwycił jeden z grubszych, trzymając go w pogotowiu za plecami przy ziemi w taki sposób, że jego nowa prowizoryczna broń znajdowała się poza zasięgiem wzroku Saltzmana, na wypadek gdyby ten wyjątkowo szybko odzyskał siły po werbenie. Nie chciał zadawać ciosu, bo jednak miał sentyment ze względu na fakt, że w tym ciele zwykł być jego przyjaciel.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ALARIC SALTZMAN

avatar

Fantom : NIE
Liczba postów : 30
Liczba punktów : 17
Jest z nami od : 17/09/2014

PisanieTemat: Re: Spacer Dejma   30.10.14 23:24

Chyba najwyraźniej tak się działo i Damon był właśnie najlepszym przykładem. Nie da się temu stanowczo zaprzeczyć, co to to nie. Ale to co dało mu w końcu chyba go zmieniło i nawet starał się innych zmienić. Chodzi tu mianowicie o przypadek Alarica, który był w sumie bardzo ciężkim, jeśli chodziło o terminologię medyczną. Jak to się mówi jedna jaskółka wiosny nie czyni, więc tak chyba było i tym razem, bo odparł. - Serio? Jak to się mówi, jedna kobieta zwyczaju nie czyni. A tu się mylisz bo jednak będziesz i mam gdzieś to co sądzisz. I nie będziesz mi mówił co mam robić. - Te jego ironiczne uwagi jak to zostało nazwane, z czasem doprowadzały na skrajność wytrzymałości. Pierwotny nie wytrzymał i rzucił się na niego nieświadom niczego, a jednocześnie pakując się w pułapkę zastawioną przez Salvatora. Słyszał jak tamten jęczał, ale nie przejmował się tym. Tak samo sam gryziony był cierpliwy i najwyraźniej nie przejmował się tym co tamten z nim robił. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo werbena zaczęła mu przeszkadzać. Szyja Damona krwawiła, ale świadomość, że jest w niej werbena sprowadziła nieco Saltzmana na ziemię. Nie ważne jak, ale mu się udało. Mógł być zatem dumny, że człowiek przechytrzył Pierwotnego. Oczywiście Ric nie miał pojęcia co było powodem jego śmiechu więc  zinterpretował to nieco na swój sposób. - No tak. Cieszysz się jak dziecko. Oj wybacz, umknął mi ten szczegół z twojego życia, ale ci się należało. Nie nauczyłeś się jeszcze, żeby nie drażnić wampira?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DAMON SALVATORE

avatar

Cytat : JUST LAUGH AND LET IT GO
Rasa : CZŁOWIEK
Wiek : 22/175
Sobowtór : TAK, JEDEN
Fantom : TAK
MG : TAK
Liczba postów : 145
Liczba punktów : 77
Jest z nami od : 19/06/2014

PisanieTemat: Re: Spacer Dejma   01.11.14 11:44

Salvatore miał naprawdę dosyć tej megalomanii Alarica. Śmiał twierdzić, że nawet w najgorszej odsłonie, Damon nie był aż tak denerwujący jak irytujący był w tej chwili Saltzman. Poza tym - w większości te ironiczne uwagi ciemnowłosego były żartami. Pierwotny nie żartował. Oznaka głupoty i braku dystansu do siebie. Najgorzej.
- Nie cieszę się. Śmieję się. Z ciebie. - jak uparte dziecko, Damon nie zamierzał wyciągać wniosków i nie drażnić wampira. Chciał się z nim kłócić, sprzeczać, dopiec mu i doprowadzić tę opanowaną sylwetkę do furii. Może była to dość masochistyczna postawa, ale Damonowi było wszystko jedno, bo i tak nie mógł umrzeć, a bólu w swoim życiu doświadczył tyle, by wiedzieć, że w tym momencie akurat woli robić wszystko, co podziała Saltzmanowi na nerwy niż pokornie przyjmować jego władczość i opryskliwość. Może była to również kwestia faktu, że ciemnowłosy nie przepadał za byciem człowiekiem i może po prostu chciałby przeskoczyć już do kolejnych ogniw. Ale to tylko taka luźna myśl, bo co grało w duszy Damona - tego nawet ona sam nie wiedział.
- Poza tym, komu się tutaj co należy. Nie ja tkwię w czyimś ciele. - prychnął, kręcąc głową z ironiczną dezaprobatą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ALARIC SALTZMAN

avatar

Fantom : NIE
Liczba postów : 30
Liczba punktów : 17
Jest z nami od : 17/09/2014

PisanieTemat: Re: Spacer Dejma   19.11.14 14:17

Cóż, teraz Salvatore miał okazję się przekonać jak to jest być po drugiej stronie, czyli konkretniej to rozmawiać z osobą która jest denerwująca i irytująca. Obecnie jednak mógł się przekonać o tym ze zdwojoną siłą. W przypadku Damona faktycznie mogły być to tylko żarty. Jednak niektórzy chyba mogli odbierać to nieco inaczej. A jeśli zaś chodzi o Ricka to faktycznie nie żartował, co to to nie. Nie był już takim Rickiem. Wracając zaś do Salvatora to coraz bardziej sobie grabił drażniąc go. Powinien być chyba świadomy tego co robi, ale najwyraźniej jak widać nie był skoro będąc człowiekiem podskakiwał wampirowi. Nawet jeśli był Pierwotnym, ale jakikolwiek wampir jest silniejszy od człowieka. - Widzę, że ty faktycznie jesteś głupi skoro nie boisz się mnie i jeszcze śmiesz mnie drażnić. Nie rozumiem Cię, ale nie zrobię Tobie tej przyjemności. Wiem o co ci chodzi. I nie zabiję Cię jeśli o to Ci chodzi. I w ogóle nie wiem co ty gadasz. To ciało jest moje i tylko wyłącznie moje. Nie twój interes i nie wtrącaj się do tego. ale teraz mam lepsze rzeczy do roboty niż gadać z Tobą. Obiecuję ci, że jeszcze kiedyś się spotkamy. - Odparł krótko i nim Damon się obejrzał Alaric zniknął.

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Spacer Dejma   

Powrót do góry Go down
 

Spacer Dejma

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Leśny spacer
» Ferrels Wood, Northamptonshire

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Life Sucks When You Are Ordinary :: Na uboczu :: Przedmieścia-